20111031

175 vol.2

Wyrzygałam się empcjonalnie. No inaczej to tego nazwać się nie da. Niemniej w dalszym ciągu jest mi źle, a nawet jeszcze gorzej, więc zakończę ten smutny dzień kjutnymi obrazkami. A co sobie bedziemy żałować!








175

Miało być dobrze. No i było. Udało mi się pogodzić życie rodzinne z towarzyskim, dokonałyśmy niemożliwego i spisałśmy osiągnięcia życia. Było dobrze, już nie jest.


20111029

home sweet home

Wróciłam do domu. Nareszcie. Rok temu wróciłam na wszystkich świętych po miesięcznym niewracaniu. Już wtedy powiedziałam nowej koleżance, że każdy kolejny powrót będzie dla mnie trudniejszy. Że za każdym razem do Gdańska będzie się jechało coraz trudniej, z coraz większym wstrętem do tego miasta. Serio. Nie lubię tego miasta. Nie ma wielkomiejskości. Nie ma nocnego życia, imprezowania i tłumów ludzi na ulicach o każdej porze dnia i nocy. Nie ma żadnej atmosfery. Dworzec główny zamykają na noc. Nawet Starbucks, który miał być chyba powiewem wielkiego świata został ulokowany w całkiem słabym miejscu, a wnętrze kawiarni zachęca jedynie do ucieczki... Smutna sprawa. Dorosłe życie w dużym mieście okazało się być jedną wielką kpiną i rozczarowaniem. Rok życia "on my own" zaskutkował tylko tym, że doceniłam Moje Miasto. I tym, że wracam do niego z radością. Co za patologia. Wyjeżdżaliśmy z nadzieją w oczach, a w trakcie długich weekendów na moim gadu królują statusy z miłością mówiące o rodzinnym mieście. Takie jest życie mój drogi? Chyba w liceum bylo mi dobrze aż za bardzo i teraz na siłę poszukuję jakiegokolwiek echa tamtych przeżyć. A wtedy wydawały się tak kompletnie nieciekawe i nieistotne...
We Wło, jedynym mankamentem jest to, że nie mogę uprawiac mojej ulubionej rozrywki. "Mamo, nie odebrałam, bo bylam w łazience. Siedzę i oglądam serial/ uczę się/ idę do sklepu. Tak, tak zaraz idę spać. Co tak hałasuje? No przecież, że radio."
Wasza Esc, której zebrało się na podsumowania.



20111027

a nie z nas

Jadę do domu. Za 14 godzin powinnam dobiegać do pociągu taszcząc wielki plecak i teczkę. Zostaję w domu. Wszelkie nadprogramowe wyjazdy zostały anulowane, niemniej zdążyły juz popsuć moje życiowe plany na weekend. No cóż. Takie jest życie mój drogi. Nie wiem czy przez ten czas będę w stanie coś pisać, czy raczej rzucę się w wir życia domowo-znajomego. Dziwną rzecz stworzyłam. Nic to, czas iść spać, jutro mam dzień do przeżycia.



20111025

trochę ciepła


Pomogło? Ja w dalszym ciągu zamarzam, zamarzam coraz bardziej. Swoją drogą podziwiam blogerki za zimowe posty "krótki rękaw na śniegu". Tylko i wyłącznie świadczą one o Waszej wytrwałości (no może też o... nierozsądku) przy prowadzeniu bloga i pełnym poświęceniu. Ja bym tak nie mogła. Tylko czy to wszystko jest komukolwiek potrzebne?
Enough. Zabieram się za kolejną inspirującą kobietę. Albo za naukę. Dobra kwestia do przemyślenia.

20111024

do siebie sam

Jak wszyscy wiemy życie składa się tylko i wyłącznie z nieprzewidzianych epozidów, które zazwyczaj niszcza wszystkie inne plany. Są szczęśliwcy, których plany są krzyżowane w taki sposób, że wychodzą z całej sprawy obronną ręką i bawią się jeszcze lepiej. Jestem też ja. Tak. Dziś dowiedziałam się, że nadchodzący weekend, którym jarałam się kilka postów temu, spędzę w Mieście Mamy. Tak. To dosyć przykre, że moment na który czekam od dwóch tygodni został dziś tak brutalnie zniszczony. Kochani moi. Nie przyjdę. Przejadę miliard kilometrów samochodem z rodziną po to by posiedzieć dwa dni z resztą rodziny. Szkoda, że niektórzy nie pamiętają, że ludzie z którymi spędziłam liceum też stali się dla mnie rodziną. I to taką, która rozumie moje rozczarowanie światem. Naprawdę chciałam ich spotkać. Ale jak zwykle nie można mieć wszystkiego. Nawet jeśli wszystko jest tylko jednym wspólnym wypadem na koncert.



szmery w sercach po koncertach - Paula i Karol

Koncerty Pauli i Karola powinny być przepisywane przez lekarzy jako niezwykle skuteczny antydepresant. Serio, jeżeli kiedykolwiek ktokolwiek chciałby stworzyć listę najbardziej pozytywnych zespołów tego świata, PiK z pewnością byliby na szczycie.
Ale o co w ogóle chodzi?!
W telegraficznym skrócie: Paula i Karol poznali się kilka lat temu w Warszawie. I razem zaczęli tworzyć niezwykle optymistyczne, popowo-folkowe piosenki. Zaczynali we dwójkę, akustycznie. Jednak w ekosystemie nic wieczne nie jest, więc duet na potrzeby koncertów rozrasta się do czterech (w Sopocie nawet pięciu!) osób. Pięć czyli: Paula (wokal, skrzypce, mikro akordeon, cymbałki - cymbałkowe solo to jest coś!), Karol (wokal, akustyk), Szymon (gitara), Krzysiek (bas) no i Christof (perkusja). Ah, razem stworzyli coś naprawdę pięknego. Nie dało się nie uśmiechać. Właściwie to nadal siedzę i suszę zęby pisząc. Poza piosenkami z EPki Goodnight Warsaw i debiutu Overshere, trzydzieści osób, które zrezygnowały z Ani Dąbrowskiej (a w Versalce grała), usłyszało jeszcze dwa covery oraz kilka piosenek z nadchodzącej drugiej płyty. Jak miło słyszeć, że powstanie kolejna:)
Jeżeli byliście w pobliżu Trójmiasta i nie przyjechaliście do Papryki.... Shame on you, nie wiecie co straciliście.




20111022

kobiety inspirują - Andy

Ruszamy. Niestety bez fotek, do tej pory nie dostałam zgody na ich publikację. No trudno. Zachęcam do klikania w linki w takim razie.

Andrea Torres. Znaki rozpoznawcze? Duże, ciemne okulary, szeroki uśmiech, niebotyczne szpilki i żółte dodatki. No i niepowtarzalne wyczucie stylu.
Andy pochodzi z Meksyku. Jednak, jak każda prawdziwie odważna dziewczyna, kilka lat temu opuściła rodzinne strony. Od tamtego czasu pracuje jako stylistka w Amsterdamie. Przy okazji prowadzi bloga. Choć tak naprawdę trudno dziś powiedzieć, co jest "przy okazji". Jedno jest pewne, stylescrapbook.com to dziś jeden z najgorętszych internetowych adresów modowych. Od listopada 2007 roku Andy dzieli się ze światem swoimi stylizacjami, inspiracjami, najświeższymi trendami i, co dla mnie jest równie ważne jak te niesamowite lawendowe rurki, czy kolejna nieziemsko piękna kopertówka, często do postów dodaje piosenki, które akurat utkwiły w jej głowie. Posty ukazują się codziennie, czasem nawet jeszcze częściej.
Nie da się ukryć faktu, że dziewczyna spełnia swoje marzenia. Pisze, projektuje (torba dla Kiplinga), jest twarzą MANGO, jeździ po świecie odwiedzając większość naprawdę liczących się tygodni mody (tylko przykładowo: Paryż, Nowy Jork), zdobywa nowe, niesamowite znajomości, tworzy projekty modowe (wszyscy czekamy na werelse.com!)... A to tylko niektóre z jej zajęć. I pomimo całego tego szaleństwa w dalszym ciągu ma czas na to by spędzać święta w rodzinnym Meksyku, czy po prostu spędzić leniwy dzień we własnym mieszkaniu. Jak ona to robi?!
Dlaczego ją podziwiam? Dlaczego codziennie wchodzę na bloga, czytam posty, oglądam zdjęcia?
Niewiele jest w Internecie naprawdę wartościowych miejsc, gdzie można znaleźć takie ilości inspiracji, pozytywnej energii i zadowolenia z życia. Bo tego nie da się nie zauważyć. Andy z całym sercem podchodzi do tego co robi, swoją szczerością i zaangażowaniem zyskuje kolejnych fanów. A poza tym... Jej gust odnośnie mody i muzyki prawie całkowicie pokrywa się z moim. Cudownie jest codziennie patrzeć na stylizajce pod którymi mogę podpisać się obiema rękami. Właściwie ze zdjeciami z bloga Andy mogłabym robić zakupy. Zero modowych wpadek gwarantowane. A poza wszystkimi aspektami wizualno-dźwiękowymi... Żeby pogodzić pracę nad blogiem, która w jej przypadku oznacza nie tylko zdjęcia i nieustanny shopping, ale i ciagłe podróże, z życiem prywatnym, musi być niesamowicie zorganizowaną dziewczyną. I to chyba mi imponuje najbardziej.

 

even faster than before

Kocham! I ten Maluch

20111019

i heart mechana





Przecież to normalne, że nie jestem w stanie wytrzymać 96 minut w skupieniu na mechanie. No norma. A to jest Szymon. Wersja plażowa w sali 306. Fotogeniczny stwór, c'nie?

20111018

take or leave

It started to be hard for me to write in English, well, I don't know why, probably because being a life's hater is easier in national language. So if you want to read something (in Polish) about how horrible life could be you can do it HERETake it or leave it, or do whatever you want.



AM that I used to love.

[brak tytułu]

Zamknij oczy i wyobraź sobie, że żyjesz w miejscu gdzie przez cały rok jest ciepło. Słupek rtęci kończy się gdzieś w okolicach dwudziestu pięciu stopni, słońce rozkosznie przygrzewa, a wiatr delikatnie porusza liśćmi drzew. Fakt, czasem pada deszcz, zdarza się nawet przelotna burza, ale komu może ona przeszkadzać skoro na koniec zawsze ukazuje się naszym oczom tęcza? No i ten świeży zapach powietrza po deszczu... Czysta rozkosz.
Pomyśl o tym, że przez cały rok możesz chodzic w ulubionych rurkach, dużej koszulce i w sandałach. Albo w maxi sukience w kwiatki z narzuconą na plecy denimową kurtką. Albo w wąskiej mini spódniczce połączonej z cienkim swetrem w kolorze starego złota. Kolorowe paznokcie nie kryją się w rękawiczkach, a bransoletki nie giną w rękawach grubych bluz i kurtek. Wielkie buciory i kurtki nie chowają sylwetki, a szale i chusty pełnią tylko i wyłącznie funkcje dekoracyjne.
Nadal chodzimy do szkoły i wstajemy o siódmej, tłoczymy się w autobusie i użeramy z panią w dziekanacie. W dlaszym ciągu trzeba stać w kolejce do kasy w sklepie i uważać, żeby nie potknąć się o dziecko bawiące się na ulicy. Jednak wszystko jest dużo prostsze gdy przez więcej niż dwanaście godzin w ciągu doby towarzyszy nam słońce. Widzisz? Nie do końca.
Dopełnijmy obraz weekendowym imprezowaniem w plenerze. Koncertami na trawie, przesiadywaniem na plaży, czy piciem kawy o północy pod ciepłym polarowym kocykiem. Monciak, Krakowskie i Krupówki wypełnione ludźmi przemieszczającymi się od jednej imprezowni do drugiej. Idąc w tym tłumie zawsze spotkasz kogoś znajomego, albo kogoś kto właśnie znajomym się stanie...

A teraz łapiemy się za ręce i tanecznym krokiem spieszymy by utopić się w morzu. Skacząc z sopockiego molo. W końcu już można na nie wchodzić całkiem za darmo.


20111017

kobiety (jeszcze nie) inspirują

Cóż... Myślałam, że kobiety zainspirują trochę szybciej, jednak nie pomyślałam o tym, że zdjęcia, których chciałabym użyć są czyjąś własnością i fajnie byłoby spytać, czy mogłabym je wykorzystać na moim blogu. No nic, pozostaje mi czekać, bo niestety nie mogę pozwolić sobie na to, żeby w tygodniu zasiąść przed  nad klawiaturą na dłużej niż piętnaście minut w celu napisania czegoś sensownego o innej inspirującej. Czyli czekamy.
Na zachętę śpiewająca kobieta, która w cyklu może pojawić się pewnego dnia.



A tak poza tematem inspirujących kobiet, naprawdę zaczęłam pisać jakieś bzdurne teksty. Dzisiejszy wynik: trzy. W prawdzie ani jeden nie został dociągnięty do końca i, co gorsza, wszystkie mają formę posklejanych, trochę niespójnych myśli. Mam trochę wykładów, postaram się nad nimi popracować. Więc, stay tuned!

20111016

kobiety inspirują - intro

Jako, że ostatnimi czasy cierpię na swoistą blogową nadpobudliwość, postanowiłam rozpocząć cykl notek o kobietach, które mnie inspirują. Jest ich kilka, więc cykl będzie dłuższy niż dwa wpisy, a przynajmniej mam taką nadzieję. Kolejność opisywanych postaci będzie absolutnie przypadkowa, nie jest determinowana moją większą czy też mniejszą sympatią. Taka po prostu jest i tyle. Co do moich wyborów: są bardzo osobiste, typowo moje.
Wiem jak zacząć, nie wiem dokąd zaprowadzi mnie ta wycieczka przez osobowości. Jedno jest pewne. Będą to prawdziwe Osobowości. Bo pomimo tego, że każda będzie inna, wszystkie mają cechę wspólną: oddają się swojemu zajęciu w pełni. Nic nie działa na pół gwizdka. To świat, w którym moda, muzyka i życiowe doświadczenie przenikają się niezwykle płynnie. Praca, która jest pasją i pasja, która jest życiem. Pewnie dlatego wszystkie, bez wyjątku tak mnie fascynują. To co, zaczynamy?

sentymentalny styl

Jest ciemno i cicho. Na szybach samochodów za moim oknem pojawił się szron. Lubię tę porę. W soboty. W Radiu Anna Gacek, a ja, laptop i świeżo pomalowane paznokcie siedzimy sobie w łóżku. Cudownie jest słuchać listy ukochanych piosenek ukochanej wokalistki. Nawet jeśli właśnie teraz słyszę... Green Day?! Okej, miłość wybacza wszystko. Więc mam moją ciepłą pościel, miękką żabę, ukochane Radio i noc.
Noc jest fajna. Podobno to wieczorami nie widać szarości, ale to nocą wszystko znika jeszcze bardziej. Nocą ludziom się wydaje, że nikt ich nie widzi. (Tak jak dziś myślał ten facet, który rozwalił pół przodu swojego samochodu. Niestety nie wiem o co, a szkoda, to mogła być naprawdę ciekawa historia.) Może i część ludzi nie widzi, ale ja patrzę. Więc lojalnie ostrzegam, to co dzieje się pod moim oknem mogę kiedyś niecnie wykorzystać. Chciałabym mieć szeroki i długi parapet pełen poduszek. A wtedy już nikt nie byłby bezpieczny...
Minął kolejny tydzień, a raczej kolejny beznadziejny tydzień. Wiem, że następny będzie gorszy. A następny jeszcze gorszy od poprzedniego. Ale wtedy weekend spędzam w Domu! O tak, drżyjcie mury mojego miasta, zbliża się Wszystkich Swiętych, więc zbliżamy się i My. Będzie licealnie, Tradycyjnie (koncertowo!) i, kto wie, może i haloweenowo. Hmm, ale znów przeżyję sobotnią noc bez Atelier.
Atelier widocznie musi być w tym roku gdańskowe. No trudno. W końcu to z tą audycją spędziłam swoją pierwszą noc w nowym lokum. Było koszmarnie. Ale było radio, był Vogue i jakoś przeżyłam.
Pomyśleć, że założyłam tego bloga, żeby zamieszczać tu swoje, wątpliwej urody rysunki, a nie ciągnące się w nieskończoność notki. Ostatni wybór Florence. Okazuje się, że dziś jedenastoletnia Flo sluchałaby bluesa.
Dobranoc.
Wasza Esc, wiecznie głodna.



to silniejsze ode mnie. na razie nie śpię, w końcu muszę wiedzieć jakie piosenki wybrała Alexa.

20111015

ona, on i dwoje dzieci.

Ona. Dziennikarka muzyczna. Kobieta sukcesu. Fashion victim. On. Doświadczony makler. Zapalony podróżnik. Wspólnie kochający rodzice. Syn. Lat 13, przyszyły fotograf, hokeista albo architekt. Jeszcze nie wie. Córka. Lat 6, głowne marzenie - zostać księżniczką. Ich dom jest otwarty na częste wizyty znajomych. Dominuje przestrzeń wspólna, dom to weekendowa ostoja dla rodziny, która w tygodniu ma dla siebie dosyć mało czasu.

No i Mezo wykrakał. Mamy kryzys. A tak dokładniej to ja mam kryzys. Koszmarny kryzys twórczy. Od jakiś dwóch tygodni nie jestem w stanie wymyślić jakiegokolwiek domu na projektowanie. Bajer. Rodzina, którą stworzyłam, najzwyczajniej w świecie zostanie bezdomna i szlag trafi ich wielkie marzenia o pięknym, otwartym domu. 
Deadline we wtorek o ósmej rano. Do zrobienia plansza A1. Ha. Ha. Ha. Pomyśleć, że w zeszłym roku to przychodziło tak o, po prostu. Kolejny fragment autostardy A1 ruszył. A moje prywatne A1 leży i kwiczy. Co gorsza, pękajacy lakier mnie nie satysfakcjonuje. Więc mamy też pomniejszy, paznokciowy kryzysik. A kryzys wszelaki sprzyja blogowaniu, c'nie? No bo wiecie, layout nadal mi nie leży jakoś...
Dobra, ponatycham się trochę. Tak, natycham się i natycham ale i tak nic z tego nie mam.
Przy okazji ponawiam pytanie o PW dzisiaj, 19.00, Ucho. Tylko dajcie znać tak na dwie godziny przed, bo dojazd zajmie mi jakieś 1,5h...

Lepsza kryzysowa piosenka


Podrzućcie chociaż ideę. Hasło. Pomyślik. Cokolwiek.

20111014

is that really what you want?

Nienawidzę jesieni. Co tu kryć. Jest zimno. Wieje. Pada. Potem świeci słońce. A potem znowu pada. Na koniec przychodzi gradobicie, które, nie zgadniecie, kończy się słońcem jakiego nie dane nam było podziwiać w lipcu! Poza tym, moje gardło umiera. Podobnie jak i reszta układu oddechowego. O tak, jak tu tego wszystkiego nie darzyć wielką miłością!? Najgorsze jest to, że nadziei na polepszenie się sytuacji w najbliższym czasie nie ma. Ten koszmar zmieni się w kolejny, jeszcze zimniejszy i jeszcze bardziej wietrzny. I to taki który potrafi zablokować drogę dojazdu do centrum i, ups, znowu będę musiała się zastanawiać jak u diabła wytłumaczyć dwugodzinne spóźnienie na zajecia. Zima ma jednak jeden plus: biel jest po prostu estetyczna. No nic, pozostaje mi zakupić wielki ciepły sweter w możliwie jak najmniej inwazyjnym kolorze, kilka lakierów do paznokci i dobrą herbatę. Może dotrwam do Bożego Narodzenia. A potem się zobaczy.
A zmieniając temat, choć nie porzucając narzekającego tonu, czy ktoś nie mógłby z łaski swojej wybrać się ze mną jutro do Ucha? Ja wiem, że to takie niepatriotyczne jarać się Projektem Warszawiak mieszkając w Trójmieście, no ale co ja zrobię, że mnie męskie niskie głosy oszałamiają...
A najlepiej to wszystko wziąć i przespać.
Albo przetrwać z piosenką z pałerem.




Wasza Esc z bolącym gardłem.

too little

People who think that studying is fun are soooo wrong! Yes, you are wrong and please, don't even try to change my mind. It's just pointless. I hate studying far away from home. I hate it cause it's always connected with fall and winter - the most horrible seasons in the whole year. It's so cold, and I'm always having a horrible and constant flu. Ugh. And days are too short. I have to wake up in the middle of the night. And when I'm back after a day at university it's already night. Why do I have to live in such a horrible climate?!
Okay, tomorrow I'm going to buy a big thick woolen jumper. Only if I will find the one and only which I will fall in love in. I hope I can make it. At least I will buy another nail polish. It's just a small obsession. Little one, really. I'm in Gdańsk for a month now and I bought just four new colours by far. Nothing special.
But the only cure is to sleep more. So see you later folks!



20111012

somehow i made it through

Właśnie wyszło słońce. Spokojnie, jeszcze 15 minut temu lało, za kolejne 5 pewnie czeka nas powtórka z rozrywki. Mój nastrój zmienia się razem z pogodą, więc chwilowo, zasłuchana w cudownym coverze (patrz niżej) rozkoszuję się krótkim "wpisana na semestr trzeci". Jak miło.
Aha. I dzisiejsze googlowe logo. Polecam, W.



20111009

live long

Cześć, uprawiam sporty ekstremalne - podróżuję koleją. Taaaaak, znowu miałam wątpliwą przyjemność spędzić pięć godzin w pociągu. Efekty? Na razie żadne, bo zbyt szybko zrobiło się ciemno a moi towarzysze podróży woleli spać niż wykazywać jakąkolwiek aktywność. Tak czy inaczej, dziś staroć. Coś z relcji Gdańsk - Dom. Aha. I obiecuję popracować nad wyglądem bloga w najbliższym czasie, bo to białe tło tak średnio współgra z rysunkami.





live long

Travelling by train should be listed as extreme sport in our country.

na dobry początek



moje przesłanie dla świata. 

20111002

it feels so good to have you back

The most horrible week since long time (but I know the next one is going to be even worse) and the most amazing weekend since long time. It's funny how days filled with loads of new horrible duties suddenly changed into one big hedonistic party. One big demoralizationing experience. But at the same time it was a great opportunity to find out that there are some poeple in this sad world who still share some memories with me. And we're all still into it! Good to know that I'm not one and only who still want's to remember.
Travelling was another cool experience connected with getting one new friend on facebook. It wouldn't be me without meeting someone new and strange every single day.
It's getting really cold, Fall is ready to begin now. I have to go and sleep off these long hours of celebrating us being twenty. I'm going to remember about our special plan for 30th birthday party. 
Happy b'day, Love.



i would really love to just don't know. but i do... and, in fact, you can't do anything about it now. it's too late, darling