20111110

future dust

Wypadałoby coś napisać, no nie? No cóż, to był nieciekawy i ciężki tydzień, na pisanie kompletnie czasu nie było. Od ostatniego posta... hmmm... Wygrałam wejściówkę na koncert w ramach projektu French Kiss Tour. Nie ukrywam, że od tych wakacji wszystko co francuskie mnie fascynuje, więc jestem dużo bardziej niż zadowolona z wygranej. To wszystko jutro, później może uda mi się coś napisać o samym koncercie.
A przechodząc do meritum dzisiejszego posta. Przenieśmy się myślami do soboty. Na pewno wszyscy zuważyli, że centra handlowe są już świątecznie udekorowane. Naprawdę bawiło mnie to. No bo, sorry, ale spacerowałam po centrum w rozpiętej kurtce, świeciło słońce, pogoda była wręcz wymarzona. A przede mną w pewnej chwili wyrasta galeria z wielką czerwoną kokardą nad drzwiami i soplami z węży świetlnych przyczepionymi do krawędzi dachu. Groteskowy widok. Wróćmy jednak do dnia dzisiejszego. Wychodząc z uczelni, pierwszy raz tej jesieni zamarzłam. Prawie dosłownie. Politechnika jest naprawdę dobrze ogrzewana, więc wyjście na dwór okazało się być naprawdę koszmarne. Tempertura przekroczyła magiczną granicę mojej tolerancji. I stojąc na przystanku poczułam zimę. Dotrało do mnie, że za chwilę naprawdę będą święta, pojadę do domu, spotkam rodzię i znajomych. Jeny! Dzień zacznie się wydłużać!
A to, że zaraz potem jest sesja przemilczmy.


a teraz bierzemy kocyk, ciepłą herbatkę i oddajemy sie weekendowi

1 komentarz:

  1. U mnie ze zwierzakami na stancji problemu by nie było, ale mój chłopak bardzo niechętnie podchodzi do tematu zwierząt w domu, więc kot zamieszkał u chłopaka mojej mamy :D W domu rodzinnym też mam kota (fajnego, futrzastego, znalezionego maine coona - też uratowany :D).
    Fajnie, że Twój też jest taki znaleźny, schroniskowy. Takie zwierzęta są bardzo wdzięczne :))

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze, każdy kolejny cieszy mnie niezmiernie! Z tej niepohamowanej radości staram się na wszystkie odpowiadać :)