20111101

listopad

Siedzę w salonie na fotelu. Włączony telewizor cicho opowiada historię rozwoju współczesnej medycyny. Kot próbuje przyciągnąć moją uwagę cicho pomiałkując. Z kuchni cały czas wydobywa się zapach pieczonego rano ciasta. Cała rodzina śpi. Jest cicho i ciemno. Moja ulubiona pora dnia.
A jutro wsiadam do pociągu, przemierzam jakieś 250 km i laduję w najmniej przyjaznym mieście w jakim kiedykolwiek przyszło mi żyć. Wierzcie lub nie, tam nawet McDonald's jest droższy. Strefa niskich cen. 3,50.
Obejrzałam dokument o Jobsie. No tak, ostatnio o nim głośno, w końcu śmierć to też niezły towar do sprzedania. Przykre realia współczesnego świata. Nie przytoczę jego słów dosłownie, no ale sens bedzie zachowany. Jeżeli to co robicie, wasza praca, nie satysfakcjonuje was, trzeba ją zmienić! Moja przyjaciółka dorzuciła stwierdzenie jej taty, że ludzie, którzy osiągnęli naprawdę dużo, często po prostu rzucali studia. Czyżby rozwiązanie wszystkich moich problemów było aż tak proste?
Pomyślmy. Rzucam studia. Cóż, nie będę się oszukiwać. Gdybym mogła, pierwszy miesiąc przeleżałabym w domu na kanapie. Potem mogłabym pisać, czytać książki, być na bieżąco ze wszystkimi muzycznymi nowościami. W końcu znalazłabym czas na uprawianie sportu w ilościach, które by mnie satysfakcjonowały. W skrócie? Robiłabym wszystko to na co mam ochotę, a niestety często po prostu brakuje mi czasu. Po pewnym czasie czyste lenistwo by mnie znudziło, stąd zabrałabym się za naukę. Cały czas nie mogę się zdecydować. Niemiecki czy francuski? A do braku decyzji dochodzi też brak czasu. Bez studiowania miałabym w końcu czas na to, żeby uczyć się języków obcych. No i szycie. Szyć na maszynie chcę nauczyć się od... no, od bardzo dawna. Pierwsze wprawki miałam dopiero w te wakacje. Skończyło się szybciej niż zaczęło, w końcu wyjazdy, praktyki, no a potem wrzesień.
Zaczęłabym szyć własne ciuchy, byłabym oczytana, obyta w świecie, no i miałabym zajebistą formę. Stąd tylko krok do własnego butiku gdzieś w bramie na Nowym Mieście w Stolycy.
Tak, tak, piękne plany. Jestem realistką, no cóż, raczej nic z tego nie wyjdzie. A tego typu scenariusze układam codziennie. Czasem tylko staję się malarką, czasem piszę felietony do gazet (tak, tak, jak Carrie), czasem żyję ze śpiewania na paryskich ulicach. Na razie kończę archi. Nie wiem jak moje zdrowie psychiczne na to zareaguje, ale na dzień dzisiejszy mam zamiar przeżyć.
Choć fajnie byłoby pójść zupełnie inną drogą...
Do zo w czwartek na malarstwie.

1 komentarz:

  1. Nie warto chodzić do Mcdonalda - a więc odstraszająca cena powinna wyjść wszystkim na dobre :-)
    A z tymi studiami to bywa różnie. Niektórzy trafiają na taki kierunek, w którym cały czas rozwijają swoje pasje, inni męczą się niemiłosiernie tam, gdzie nie powinni się znaleźć. Sama jestem gdzieś pomiędzy. Chociaż przyznam, też wolałabym czytać książki, szlifować języki i rozwijać swoje pasje. No ale cóż, życie :-)

    A co do kota - Stefan brzmi bardzo fajnie! :D Też zdziwiłam się, że tak spokojnie sobie spał w samochodzie. Może po prostu był tak zmęczony na dworze, że gdy tylko zrobiło mu się ciepło to zasnął :)
    Nigdy nie oglądałam też ,,Matki teresy od kotów" - nie wiem za bardzo co to jest :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze, każdy kolejny cieszy mnie niezmiernie! Z tej niepohamowanej radości staram się na wszystkie odpowiadać :)