20111102

no question, no doubt

Powoli uzależniam się od blogowania. No cóż, jakiś cel w życiu trzeba w końcu mieć;). Prawdopodobnie w tej chwili powinnam zająć się intensywną nauką no a przynajmniej kalkowaniem. Okej. Za chwilę. Jak na razie dochodzę do siebie po fantastycznej podróży pociągiem. Co ciekawe pociąg w moim kochanym mieście W. był opóźniony 35 minut. Do celu dojechaliśmy o czasie. Cud? A może ktoś mi to po prostu wytłumaczy, bo mój prosty, politechniczny umysł tego nie ogarnia.
Spotkałam kolegę z liceum. Z klasy. Z resztą, znaliśmy się już wcześniej, chodziliśmy do jedego gimnazjum, do różnych klas, ale nasze szafki były naprzeciwko siebie. Relacja na zasadzie: "może się łaskawie przesuniesz, bo nie mogę schować kurtki". Okazuje się, że moje Wymarzone Miasto (też na W. ja na W., moje miasto na W. to i wymarzone też takie musi być, no przecież) nie było dla niego przyjazne, dlatego studiujemy teraz na jednej uczelni. To dosyć dziwne, że postanowił się przenieść, biorąc pod uwagę fakt, że jego wieloletnia (ojej, użyłam tego słowa. prawdopodobnie Pan Michał Nogaś nigdy tu nie zajrzy, jednak, pozdrawiam Pana!) dziewczyna zostawiła go dla jego przyjaciela i razem wiodą szczęsliwe życie właśnie tu. Cóż. Takie jest życie mój drogi, a on naprawdę kiedyś chciał studiować w tym nadmorskim padole. Widocznie potrafił się pogodzić z przeszłoscią i ruszyć naprzód. Serio, zazdroszczę.
Mam nadzieję, że daje się to przeczytać. Moja tendencja do wstawiania komentarzy w nawiasach ujawniła się dziś dosyć bardzo.
Chyba dojrzałam do tego żeby zrobić coś na jutrzejsze zajęcia. Adios w takim razie!





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za wszystkie komentarze, każdy kolejny cieszy mnie niezmiernie! Z tej niepohamowanej radości staram się na wszystkie odpowiadać :)