20111231

20111228

to nieistotne

Właśnie dziś (a raczej to już bardziej wczoraj, ale nie szkodzi) dowiedziałam się po  co studiuję. Więc, po co? Otóż tylko po to, żebym mogła spotkać się w rodzinnym mieście ze starymi znajomymi i stwierdzić, że moje życie mimo wszystko jest cudowne. Bo istnieje kilka(naście) osób, które mają dokładnie takie samo podejście do całego tego wielkiego świata jak ja.
I w ten oto sposób przejechaliśmy pół miasta by skończyć na placu zabaw przy podstawówce. Nie zapomniałam jak się huśtać.
Dorosłość sucks i My to wiemy.
Do zobaczenia przy kolejnym fantastycznym wpisie.
Wasza nieistotnie nierozsądna Esc


Bosz, zapomniałam. Najważniejsze. Dnia 27-12-2011 wymyśliliśmy driving party. Matfiz rządzi, matfiz radzi normalnie.

20111225

from behind the table, with love

-Wiecie co, zjadłem piernika, a odbiło mi się śledziem...
- I to jest właśnie magia świąt!

Z pozdrowieniam zza światecznego stołu.

20111224

merry merry xmas

Chciałam napisać niezwykle tkliwą notkę, ale mój nastój jest zbyt dobry więc... Wesołych Swiąt! I miłości!
Całusy
Wasza niezwykle świąteczna Esc


20111222

goodbye my gdańsk goodbye

Ostatni post z Gdańska w tym roku. Jak miło. Właściwie jest taka pora, że powinnam w panice się pakować, sprzątać czy dorysowaywać ostatnie szczegóły w pracy domowej na bardzo niefajny przedmiot. Z tym że moje zmęczenie sięgnęło już tego stadium kiedy nawet spać się nie chce.
Jak jest? Dosyć dziwnie. Srodek nocy, za oknem nie dzieje się nic, o tej porze nie jeżdżą nawet pojedyncze samochody. Koty, dzieci i kibice śpią grzecznie. No tak. W końcu w okresie przedświątecznym ilość dobrych uczynków i grzecznych dzieci nagle, w magiczny sposób, wzrasta. Dzięki. Przynajmniej mogę pomęczyć się we względnym spokoju.
Nie lubię Gdańska i ten rok tego nie zmienił. Ale, jak wiemy od hm hm hm dwóch lat, "to będzie dobry rok", więc może w końcu spojrzę na to miasto w jakiś bardziej przychylny mu sposób.
Wracam, a raczej zaczynam przygodę z pakowaniem plecaka. To będzie zabawa!


20111218

about you

Do narysowania zostało mi już mniej niż więcej więc, klasycznie, mam zastój w pracy. Siedzę i patrzę na moje dotychczasowe dzieło i zastanawiam się czy wszystkie linie są odpowiedniej grubości. A nic tak nie sprzyja zastanawianiu się jak zapach lakieru do paznokci unoszący się dookoła. Dziś zielono w białe kropki.
Dobra, miejmy to wymiarowanie za sobą. Zaraz wracam.
Wychodzi na to, że wrysowywanie wymiarów to wcale nie jest taka prosta sprawa. Czy mnie to w ogóle jeszcze dziwi?
Okej, nie mam siły, robię wymiary na chama, kij im w oko. Miałam zamiar napisać tu coś głębokiego, ale w związku z moją frustracją, to musi poczekać.


Bardzo piękny to cover. Na zapętleniu od rana do nocy. W tej słodkiej atmosferze wracam do rysowania. Trzymajcie kciuki.

xoxo

20111217

-call it what you want-

Podwójne czy potrójne notki to czasem esencja moich weekendów. Tych podczas których staję się wzorowym no-lifem, który poza siecią, nie ma jakiegokolwiek życia. Z tym że ja w sieci teź zazwyczaj go nie znajduję. Więc zaczynam je sama kreować. Właśnie tu.
To miał być weekend wyciszenia. Głębokiego oddechu przed ostatnią prostą, a jednocześnie wzmożonej pracy nad projektem, który w czwartek muszę oddać. Obiecałam sobie, że tym razem nie powstanie dzień, a raczej noc wcześniej, że dam sobie czas żeby wszystko wcześniej wydrukować i siedem razy sprawdzić.
No i się nie wyciszam. Owszem, wyhamowałam, ale wyciszeniem nazwać się tego nie da. Poza poranną pracą w piżamie, jeszcze nad śniadaniem, wycieczką do centrum handlowego i zjedzeniem pierogów, dla złagodzenia tęsknoty za Plotkarą odebrałam dziś chyba zbyt dużo muzycznych bodźców.
Przede wszystkim dzień z Rolling Stones w Radiu. Więc z jednej strony rock'n'roll w czystej postaci. Z drugiej: piosenka usłyszana w Housie. "Mmm, raperzy, no tak amerykański hip-hop... oo, ale refren fajny, jezzu, muszę to znaleźć! Brzmi jak... Jay-Z? Nie wiem... Ale West to to jest na pewno!"I w ten oto sposób udowodniłam swój muzyczny (niewielki) geniusz, bo znalazłam tę piosenkę i to bardzo szybko. Pobierznie zapoznałam się z Watch the Throne (w sumie nie wiem czemu nie zrobiłam tego wcześniej), poprzesiąkałam sobie troszkę klimatem zza Oceanu. Ale skoro piosenka powstała na podstawie sampla wyciągniętego z piosenki francuskiego zespołu elektronicznego Cassius pojawia się też trzecia strona. A że ostatnio fascynuje mnie elektronika i wszystko co traktuje moje uszy dużym uderzeniem niskich dźwięków (czytaj dubstep)... Nie wiem jakim cudem w pewnym momencie postanowiłam sprawdzić kim do diabła jest Olly Murs (aha, wiem, czytałam Machinę, pojawił się na liście najpopularniejszych singli w UK). Nie wiem skąd on się urwał. Uroczy Brytyjczyk śpiewający śliczne piosenki o miłości w modnej stylizacji na lata 60. XX wieku. Słodycz do porzygu. Szczęśliwie Youtube, dzięki polecanym filmom, przypomniał mi o Summer Camp. Przez chwilę słodycz zrobiła się mroczna. Później? Nie mogło stać się inaczej. Zagrywani ostatnio przeze mnie na śmierć Foster the People. Houdini z tekstem "sometimes I wanna disappear" tak jakoś trafiają w mój nastrój idealnie.
Na razie kończę w ciszy. To chyba element znikania. Moment w którym słyszysz tylko swój oddech. No i wentylator laptopa. On też oddycha. W końcu jako jedyny jest tu dziś ze mną.
Co za dołująca notka. Zaraz zawinę się w kocyk i zacznę kiwać między wielkimi lampami. Ktoś mógłby zadzwonić czy napisać, nie pogardziłabym. Nawet jeśli miałoby to być, zupełnie nic nie znaczące, "no co tam".
O tak, przesiąknijcie moją psychodelą.




edit:
I jeszcze na dobranoc. Generalnie Fostera podziwiam coraz bardziej i nie, nie piszczę na jego widok. Po pierwsze człowiek po przejściach, który potrafił się podnieść, poza tym - naprawdę wykształcony i osłuchany muzyk. Tylko trochę przehajpowany. Ciekawe kiedy mi przejdzie, tak swoja drogą.


edit2:
Bosz, brzmie jak rasowa psychofanka. Za chwilę powinnam dołączyć do bojówek FtP. Na pewno istnieją. I wtedy koniec z moimi alternatywnymi zapędami.

edit3:
Właściwie to mogłabym napisać w płaczliwym tonie: aaaa Justin Bieber wcale nie wygląda jak dziewczyna, jest super zdolny i taki kochany! Aaaaaa! O tak, czułabym się tak samo.

edit4 i ostatni:
Powinnam iść spać, samotność mi nie służy, bo wychodzi na to, że potrzebę uzewnętrznania się mam po prostu wrodzoną.
Au revoir!

regularnie

No właśnie! Muchy opublikowały nowy singiel a ja śpię! Właściwie to śpię z wypuszczeniem go dalej, bo wszechmocny facebook już umożliwił mi odsłuchanie.
Jak dla mnie w wersji live Nie przeszkadzaj... brzmi o niebo lepiej. No ale to chyba akurat dobrze świadczy o zespole. Tym razem produkcja Borsa jakoś do mnie nie przemawia, może reszta piosenek przypomni nam, że to człowiek, który krótko mówiąc, produkować umie. Tak czy inaczej, zapowiada się cudna płyta. Teraz pozostaje mi czekać do wiosny!


A teraz, walki z CADem ciąg dalszy <3

20111216

night air


Właściwie ta piosenka już tu chyba się kiedyś pojawiła, ale nie szkodzi. Tydzień się skończył, w końcu mogę odrobinę wyhamować i zająć się czymś co naprawdę sprawia mi przyjemność. A że nie muszę się dobudzać, z muzyką też moge trochę zwolnić. Swietnie wpisuje się w chwiilowy klimat, wprawdzie powinno być ciepło i duszno, no ale. W Radiu właśnie wspominany jest sierpniowy koncert Woona. Koncert zagrany w ewangelickim kościele. To musiała być prawdziwa magia. A ja, w tym wspaniałym momencie, siedziałam nad geometrią wykreślną. Notka z morałem: sesje poprawkowe niszczą życie. Szczęśliwie Woona można posłuchać też w internecie.


A za tydzień bedę już w Domu!

edit
Tydzień zakończyłam wyraźną prośbą o publiczną kompromitację. No cóż, takie jest życie mój drogi, cytując inną Annę. Dobranoc.

20111215

faster than my bullet

Czas tuż przed Bożym Narodzeniem zazwyczaj jest tym najcięzszym i najbardziej zapchanym różnymi deadlineami więc tak naprawdę, nie wiem czemu cały czas się dziwię, że z niczym nie mogę zdążyć. Najbardziej cierpi na tym mój sen niestety...
Jaki jest mój patent na całonocne ślęczenie nad projektami? Nagrania koncertowe. Youtube jest w tej kwestii niezastąpiony. W kilka sekund mogę przenieść się kilka miesięcy wstecz, na koncert który sama przeżyłam, albo który przeżyć zamierzam. W jakiś magiczny sposób energia przepływająca pomiędzy zespołem a publicznością elektryzuje również mnie, więc mój wewnętrzny akumulator jest w stanie wytrzymać dłużej. A jeśli dziś powiem sobie, że to już ostatni raz w tym tygodniu... Jestem w stanie dokonać niemożliwego! Czyli wracam do rysowania.


Wersja jak dla mnie, sto razy lepsza niż albumowa. Najpiękniejszy moment - taneczna partia przy końcu (czyli od piątej minuty).

20111211

nothing to lose

To chyba ostatnio zbyt modny zespół, żebym aż tak się nim jarała. No trudno. Mają takie fajne teledyski! Z resztą, każdy powód jest dobry, żeby odciągnąć mnie od rysowania rzutów.

20111210





To jest Gdańsk. Gdańsk widziany z Bastionu Żubr. Polecam. Nawet kiedy wieje i jest diabelnie zimno. Właściwie chciałam tylko napisać, że polecam oglądanie miast z przewodnikami, nawet tych w których żyjecie od urodzenia. Dla mnie tego typu wycieczki po Gdańsku są nie do przecenienia. Miasta w dalszym ciągu raczej nie znam, a sama nigdy nie wpadłabym na to, że Dolne Miasto może być aż tak ciekawe. Z resztą, to tego typu uliczki, na które sama w życiu bym się nie zapuściła...
A skoro już polecam... Lubię rysować! (I słuchać też.)

martwe zuo

No w końcu. Myślałam, że ten tydzień już się nie skończy, a po wczorajszym przykrym incydencie w mieszkaniu (ja chyba nigdy nie trafię na normalnych współlokatorów) straciłam wszelkie nadzieje na normalny odpoczynek. Ale! Udało się! Przejdźmy do rzeczy. Dziś post z cyklu esc poleca: najgorszy film jaki widziałam.
Horrory z lat 80. to dziś raczej komedie, oglądanie dawnych efektów specjalnych może przyprawić tylko i wyłącznie o ból brzucha ze śmiechu. No cóż, tylko takie toleruję. Jeżeli potrzebujecie naprawdę niewymagającej rozrywki na weekend, polecam Martwe zło 2. Hm, "polecam" to chyba złe słowo. Czemu? Film posiada fabułę (wow!), nieskomplikowaną, ale jest. Mamy więc część środkową, "rozwinięcie" jeśli miałabym uzywać terminologii stosowanej na lekcji języka polskiego w liceum. A co ze wstępem i zakończeniem, które były nieodzowne w trakcie pisania wypracowania? Twórcy chyba o nich zapomnieli. Brak jakiegokolwiek wprowadzenia w historię razi najbardziej. Ni z tego, ni z owego pewna para pojawia sie w starym domku w lesie i... I od razu zaczynają się dziać, nazwijmy to, różne dziwne rzeczy. Co z zakończeniem? Mogę potraktować je ulgowo i stwierdzić, że to zakończenie otwarte, coś ma dziać się dalej. Tylko tak naprawdę  nie mam pojęcia co. Nie chcę zdradzać zakończenia, może ktoś z Was się skusi, ale powiem, że główną rolę w zakończeniu historii odegrała wielka... czarna dziura. No przecież. Nikt się nie spodziewał?!
Film trwa jakieś osiemdziesiąt minut. Po czterdziestu zaczyna męczyć, po 60 już nie ma z czego się śmiać. Jedyne urozmaicenie - bryzgająca na boki kolorowa krew. Czarna, czerwona, zielona i niebieska.
Żeby nie było, ja ostrzegałam.
Dobranoc!

20111202

o!

Siedzę sobie w łóżku i zastanawiam się jak pięknie zakończyć ten koszmarny tydzień. Jedyny problem jest taki, że nie za bardzo mam siłę i ochotę na wyjście z gniazda, które udało mi się uwić z kołdry, kocyka i poduszek, sztuk dwie. Nie wypłynie to raczej zbawiennie na moje obolałe plecy oraz pusty żołądek, który nie chce zapomnieć o południowej kawie... Trudno.
Chciałabym zakończyć ten tydzień mając sprecyzowane plany weekendowe i chyba dopóki ta sprawa się nie rozwiąże nie będę w stanie wyluzować na tyle, bym bez jakichkolwiek zapędów do pracy mogła cieszyć się dwoma wolnymi dniami. Co dziwne, mam jakieś zapędy do rysowania w CADzie... Nie, nie, nie, jak mawia mój Tata: nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu. W takim razie: dobranoc.




/edit/
Przełamałam własną nieżywość i bez reszty poświęciłam się malowaniu paznokci. Kiedyś muszę zamieścić tu kilka zdjęć z tym co udaje mi się wymalować. Ale to za jakieś sto lat.
Swoją drogą coraz mniejszą mam ochotę na weekendowe koncertowanie, a może bardziej na związane z nim problemy z transportem samej siebie. W takich chwilach NAPRAWDĘ docenia się rodziców/samochody/duże miasta/mieszkanie w centrum. A u mnie brak wszystkich z wymienionych. No ale co zrobić, bilet już kupiony, szkoda żeby część kwoty przeznaczonej na open'era się zupełnie zmarnowała...

/edit2/
W zasadzie czuję się olewana dziś zupełnie. Coraz bliżej mi do podjęcia decyzji o wycieczce w niedzielę... Muszę przemyśleć wszystkie za i przeciw.

/edit3/
Okej, trzeba było iść spać skoro i tak wyszło na moje. Jak zwykle... A post ten został opublikowany o 5.05. PM w prawdzie, ale 5.05 to 5.05:)


20111201

w zimowej ciszy

Chyba nie wierzę w to, że już grudzień. Cały czas temperatura utrzymuje się powyżej zera, a jedyne białe połacie widuję rano, przynajmniej mamy przymrozki. Pomimo tego, że zima to dla mnie najgorszy z najgorszych okresów w roku (zimno, cimno, do domu daleko) to jednak śnieg mógłby już spaść. Może w końcu dotarłoby do mnie w jak bardzo zaawansowanym stadium jest ten semestr więc powinnam się pożądnie wziąć za naukę. Na przykład teraz. Cóż, kolokwium z budownictwa chyba już oblałam. A tak starsznie nie lubię poddawać się bez walki... Okej, w końcu po coś te drugie terminy powstały.
A weekend zapowiada się bardzo koncertowo.I wtorek też, ojej to mikołajki! Tak, należy mi się prezent.