20111215

faster than my bullet

Czas tuż przed Bożym Narodzeniem zazwyczaj jest tym najcięzszym i najbardziej zapchanym różnymi deadlineami więc tak naprawdę, nie wiem czemu cały czas się dziwię, że z niczym nie mogę zdążyć. Najbardziej cierpi na tym mój sen niestety...
Jaki jest mój patent na całonocne ślęczenie nad projektami? Nagrania koncertowe. Youtube jest w tej kwestii niezastąpiony. W kilka sekund mogę przenieść się kilka miesięcy wstecz, na koncert który sama przeżyłam, albo który przeżyć zamierzam. W jakiś magiczny sposób energia przepływająca pomiędzy zespołem a publicznością elektryzuje również mnie, więc mój wewnętrzny akumulator jest w stanie wytrzymać dłużej. A jeśli dziś powiem sobie, że to już ostatni raz w tym tygodniu... Jestem w stanie dokonać niemożliwego! Czyli wracam do rysowania.


Wersja jak dla mnie, sto razy lepsza niż albumowa. Najpiękniejszy moment - taneczna partia przy końcu (czyli od piątej minuty).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za wszystkie komentarze, każdy kolejny cieszy mnie niezmiernie! Z tej niepohamowanej radości staram się na wszystkie odpowiadać :)