20111210

martwe zuo

No w końcu. Myślałam, że ten tydzień już się nie skończy, a po wczorajszym przykrym incydencie w mieszkaniu (ja chyba nigdy nie trafię na normalnych współlokatorów) straciłam wszelkie nadzieje na normalny odpoczynek. Ale! Udało się! Przejdźmy do rzeczy. Dziś post z cyklu esc poleca: najgorszy film jaki widziałam.
Horrory z lat 80. to dziś raczej komedie, oglądanie dawnych efektów specjalnych może przyprawić tylko i wyłącznie o ból brzucha ze śmiechu. No cóż, tylko takie toleruję. Jeżeli potrzebujecie naprawdę niewymagającej rozrywki na weekend, polecam Martwe zło 2. Hm, "polecam" to chyba złe słowo. Czemu? Film posiada fabułę (wow!), nieskomplikowaną, ale jest. Mamy więc część środkową, "rozwinięcie" jeśli miałabym uzywać terminologii stosowanej na lekcji języka polskiego w liceum. A co ze wstępem i zakończeniem, które były nieodzowne w trakcie pisania wypracowania? Twórcy chyba o nich zapomnieli. Brak jakiegokolwiek wprowadzenia w historię razi najbardziej. Ni z tego, ni z owego pewna para pojawia sie w starym domku w lesie i... I od razu zaczynają się dziać, nazwijmy to, różne dziwne rzeczy. Co z zakończeniem? Mogę potraktować je ulgowo i stwierdzić, że to zakończenie otwarte, coś ma dziać się dalej. Tylko tak naprawdę  nie mam pojęcia co. Nie chcę zdradzać zakończenia, może ktoś z Was się skusi, ale powiem, że główną rolę w zakończeniu historii odegrała wielka... czarna dziura. No przecież. Nikt się nie spodziewał?!
Film trwa jakieś osiemdziesiąt minut. Po czterdziestu zaczyna męczyć, po 60 już nie ma z czego się śmiać. Jedyne urozmaicenie - bryzgająca na boki kolorowa krew. Czarna, czerwona, zielona i niebieska.
Żeby nie było, ja ostrzegałam.
Dobranoc!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za wszystkie komentarze, każdy kolejny cieszy mnie niezmiernie! Z tej niepohamowanej radości staram się na wszystkie odpowiadać :)