20111202

o!

Siedzę sobie w łóżku i zastanawiam się jak pięknie zakończyć ten koszmarny tydzień. Jedyny problem jest taki, że nie za bardzo mam siłę i ochotę na wyjście z gniazda, które udało mi się uwić z kołdry, kocyka i poduszek, sztuk dwie. Nie wypłynie to raczej zbawiennie na moje obolałe plecy oraz pusty żołądek, który nie chce zapomnieć o południowej kawie... Trudno.
Chciałabym zakończyć ten tydzień mając sprecyzowane plany weekendowe i chyba dopóki ta sprawa się nie rozwiąże nie będę w stanie wyluzować na tyle, bym bez jakichkolwiek zapędów do pracy mogła cieszyć się dwoma wolnymi dniami. Co dziwne, mam jakieś zapędy do rysowania w CADzie... Nie, nie, nie, jak mawia mój Tata: nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu. W takim razie: dobranoc.




/edit/
Przełamałam własną nieżywość i bez reszty poświęciłam się malowaniu paznokci. Kiedyś muszę zamieścić tu kilka zdjęć z tym co udaje mi się wymalować. Ale to za jakieś sto lat.
Swoją drogą coraz mniejszą mam ochotę na weekendowe koncertowanie, a może bardziej na związane z nim problemy z transportem samej siebie. W takich chwilach NAPRAWDĘ docenia się rodziców/samochody/duże miasta/mieszkanie w centrum. A u mnie brak wszystkich z wymienionych. No ale co zrobić, bilet już kupiony, szkoda żeby część kwoty przeznaczonej na open'era się zupełnie zmarnowała...

/edit2/
W zasadzie czuję się olewana dziś zupełnie. Coraz bliżej mi do podjęcia decyzji o wycieczce w niedzielę... Muszę przemyśleć wszystkie za i przeciw.

/edit3/
Okej, trzeba było iść spać skoro i tak wyszło na moje. Jak zwykle... A post ten został opublikowany o 5.05. PM w prawdzie, ale 5.05 to 5.05:)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za wszystkie komentarze, każdy kolejny cieszy mnie niezmiernie! Z tej niepohamowanej radości staram się na wszystkie odpowiadać :)