20120130

i "love" my city

Generalnie to powinnam się uczyć, a dokłądniej wyliczać ugięcie w kratownicach, więc z tej okazji wezmę udział w zabawie wymyślonej przez A. i M. z 2 big city lifes



Po pierwsze: mieszkam w Gdańsku. Już rok i dwa i pół miesiąca. Mniej więcej. Jeżeli przypadkiem zdarzy Wam się zajrzeć na północ... Odpuśćcie Neptuna (którego, tak na marginesie, chwilowo nie ma, wraca odrestaurowany dopiero w kwietniu), Kościół Mariacki (przeskalowany, przereklamowany i trzeba zapłacić całą złotówkę, żeby obejrzeć od środka) i Długi Targ. Polecam Dolne Miasto. Niezburzone w trakcie wyzwalania przez Armię Radziecką, niszczeje, zapomniane przez Boga i ludzi. Klimat pierwszorzędny, brak wszędobylskich niemieckich wycieczek i tłumów matek z dziećmi. Zabudowa dociera do historycznych bastionów położonych nad Opływem Motławy. Warto się na nie wdrapać, bo ze szczytu najwyższego można zobaczyć fajna panoramę Głównego Miasta. A tak poza tym... Wpadnijcie na Wrzeszcz, polecam Gmach Główny Politechniki Gdańskiej. Robi wrażenie.

Po drugie: gdzie imprezować. Dla mało wymagajacych - Kwadratowa (klub politechniki, więc towarzystwo bywa dziwne, ale potańczyć można) i Parlament - czyli największe i najpopularniejsze. Dla muzyki alternatywnej i klimatu rodem z poprzedniego ustroju warto przejść się do klubu w Centrum Stocznia Gdańsk. To aktualnie jedno z dwóch miejsc gdzie odbywają się najlepsze imprezy w Trójmieście. Gdzie znajduje się drugie? W słowie "trójmiasto" znajduje się klucz od odpowiedzi. Sopot to według mnie "imprezowania" trójmiasta. Wystarczy przejść się wieczorem Monciakiem by zdać sobie z tego sprawę. Jednak żeby dotrzeć do drugiego najlepszego, trzeba pójść trochę dalej i odwiedzić legendarnego S.F.I.N.K.S.a. Polecam.
Dla fanów koncertów: sopocka Papryka i gdański Żak.

Po trzecie. Poznań kojarzy mi się z... Muchami! (z zespołem Muchy oczywiście) To przede wszystkim, choć grają tak często w Sopocie, że sama juz nie wiem. Poza tym mam dziwne skojarzenie (przepraszam, chyba nie dość miłe): budynek architektury. To zaadaptowana stara podstawówka. No cóż... Ja jestem spaczona przez Gmach Główny mojej Politechniki.
Szczecin kojarzy mi się z... Paryżem. Dokładniej jego układ urbanistyczny (bo był wzorowany). Jestem po prostu całkowicie zepsuta przez moje studia:) Aha, no i podobno mam tam jakąś tajemniczą rodzinę. Tyle wiem.

Na koniec dodam coś od siebie. Dobre i z Gdańska:)


20120129

owacje na stojąco

Dawno nie pisałam. Bo sesja, bo zmęczenie, bo projekty. Bo...
Tak, a teraz już wiem, że oblałam wszystko co oblać mogłam. Nie ma spiny są drugie terminy? No cóż, terminy następują już w czwartek. Ha. Ha. Ha. Bardzo się cieszę, że mam tyle czasu przerwy.

W czerwcu będę śmiać się z Was wszystkich, wybaczcie.




Cześć, idę się załamać.

20120127

po jod


Sesja podstawowa skończyła się właśnie dziś, więc jest co świętować! (A fakt, że poprawkowa już w środę, przmilczę.) Kto jeszcze zdąży, niech spieszy do gdańskiego Żaka poskakać z Biffem:)

20120110

świąteczne post scriptum

Już dawno po Swiętach, ale skoro w centrach handlowych choinki jeszcze stoją, to może pokażę Wam moje tegoroczne kartki świąteczne. Handmade i takie tam. Oczywiście jakość zdjęcia jest jak zwykle fantastyczna, ale tak to jest kiedy dysponuje się tylko aparatem w telefonie.

20120106

zabierz mnie

Plan był taki, że dziś miałam sprzątać w łazience. W końcu obiecałam mojemu współlokatorowi, że to zrobię, po tym jak on posprzątał w kuchni. I ja naprawdę chciałam! Ale przepraszam, bez rękawiczek nie tknę tam nic. W końcu moje paznokcie! Więc się uczę (siedząc na bloggerze, taaaaak).
A co do paznokci. Chyba wzbudziły jakieś zainteresowanie, więc wkrótce wrzucę kolejne cztery malowanki. Już się nazbierało, po prostu znalazłam jakieś stare zdjęcia.
A tak poza tym... Trochę przespałam wczoraj ten moment... Otóż, dokładnie za pół roku będzie ciepło, moje życie będzie ściśle związane z hektarami trawy, dookoła będą dziesiątki tysiące ludzi i dźwięki. Mmmm, bardzo lubię Gdynię.
A jakiś miesiąc później odwiedzimy Berlin i Panów poznanych na paryskim bruku. Miłego słuchania. (w gruncie rzeczy to z tego duetu poznałam tylko jednego. szczęśliwie, tę lepszą połowę)



Nie wierzę, w prawdzie wersja cohenowa, a nie florianowa, ale Halleluja, która już do końca życia będzie mnie doprowadzać do łez szczęścia, właśnie leci w radiu.
wspomnieniowo: muzycznie i zdjeciowo

20120102

niepowroty

Po pierwsze chciałabym zauważyć, że autostrada to piękny wynalazek. Staje się jeszcze piękniejszy kiedy ma ponad 100 km w jednym fragmencie a dojazd do niego (spod domu) zajmuje niecałą godzinę. Aha, w takich momentach przydają się też Koleżanki z samochodami (całuję niezastąpioną K!). I w ten oto sposób, do Gdańska dostałam się w niewiele ponad dwie godziny. Bajka
A po drugie... Na pewno kiedyś wspominałam o tym jak bardzo kocham malować paznokcie. A jeżeli nie, mówię to właśnie teraz. Kocham malować paznokcie. Stąd taki mały paznokciowy post, bez wystrzałów, ale co tam.


20120101

one day




W przypływie noworocznego doła przypomniało mi się o tej piosence. Szczerzę chcę wierzyć, że one day we're gonna live in Paris. Byle szybko.