20120108

kobiety inspirują - Alison



Skoro powiedziałam A, czas powiedzieć i B...


Gdybym mogła wybrać dowolną żyjącą na tej szarej planecie osobę by przejąć jej życie, zapewne byłaby to ona. Wokalistka, gitarzystka, songwriterka, czasem modelka. Dziewczyna, która swą szaleńczą sceniczną naturą oczarowuje świat już od kilkunastu lat. Bez względu na to czy akurat śpiewa, nonszalancko przechadza się ulicą, czu udziela wywiadu, w którym wychodzi na jaw, że tak naprawdę jest delikatną i nieśmiałą dziewczynką. Alison Moshart.
Karierę muzyczną zaczęła wcześnie. Już w wieku 14 lat podróżowała po Wielkiej Brytanii grając ze swoim pierwszym zespołem - indie-punkowym Discount. W trakcie trasy poznała Jamiego Hince'a - i w ten oto prosty sposób narodził się jeden z moich ulubionych zespołów - The Kills. Jednak duet zadebiutował na scenie dopiero w 2002 roku. Dokładnie w Walentynki.
Za co podziwiam Alison? Przede wszystkim za niesamowitą sceniczną moc. Kiedy pojawia się przed publicznością (w moim wypadku tylko raz - open'er 2010, niestety z The Dead Weather), czy jedynie w kolejnym teledysku, trudno oderwać od niej oczy. Na czas występu staje się jednością razem z muzyką, którą gra. When you play music, music is kinda playing you. Swoim ruchem i śpiewem po prostu hipnotyzuje. Na scenie wydaje się być niesamowicie bezkompromisową osobą. Kochaj lub znienawidź, take it or leave it.
Talent muzyczny. Po prostu. Sama go nie posiadam, dlatego tak bardzo zwracam nie niego uwagę. Alison po prostu fajnie śpiewa. I pisze. Z resztą, sprawdźcie sami.
Dodatkowo ujmuje mnie jej nonszalancki sposób ubierania się. Czysto rock'n'rollowy. Wiecznie potargane włosy, duże koszule, t-shirty i rurki. Kapelusze, szale i skóra. A obok tego wszystkiego złote buty od Diora. No i ta wszechobecna panterka. Wszystko to składa się na wybuchową mieszankę, która owocuje - wokalistka powoli staje się ikoną mody naśladowaną przez rzesze fanek.
I w całym tym szaleństwie The Kills, w supergrupie z Jackiem White'm i z Kate Moss wśród znajomych, nadal jest dziewcznyną, która z nerwów chichocze, a przed wyjściem na scenę musi dostarczyć sobie odpowiednich bodźców w formie mocnego drinka.
Podsumowując? Rób co chcesz, ale nie zatrać w tym wszystkim siebie. I tego właśnie Nam wszystkim życzę.

A poza tym jest fanką Plotkary. I jak tu jej nie kochać?

>TU< znajdziecie resztę sesji zdjęciowej i bardzo fajny wywiad




3 komentarze:

  1. I love Alison as well! There was a time when I was in search of gold boots like what she had. xx

    OdpowiedzUsuń
  2. nie wiem, dlaczego, ale mnie inspirują głównie mężczyźni... :)

    OdpowiedzUsuń
  3. nie to, że nie uznaję, ale jakoś tak... nie wiem, nie trafia do mnie chyba żaden wokal kobiety. aż sobie z ciekawości przejrzałam swój last.fm i na 90 wykonawców w "bibliotece" tylko... JEDNA! kobieta. i to gdzieś na szarym końcu tej biblioteki. :) ja myślę, że to kwestia tego, że śpiewających mężczyzn jest więcej, o! :) chociaż ostatnio jak byłam z Farbenami na którymś tam PRl'u i grał Leniwiec, to tam też wstawki kobitka śpiewała (bardzo przyjemna swoją drogą)...

    ja podobnie jak Paulina - najbardziej nie lubię romantyzmu. no ej, taras jest chyba ważniejszy niż kolejny sonet Mickiewicza, nie?

    studiuję w Toruniu. jak na to wpadłaś? :P

    PS. wybacz, że Ci się tu często ta rozpisuję, ale to chyba wada wrodzona. ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze, każdy kolejny cieszy mnie niezmiernie! Z tej niepohamowanej radości staram się na wszystkie odpowiadać :)