20120211

dream of home

Dziczeję i borsuczeję. Może nie tak jak u Witkowskiego, bo w dalszym ciągu się myję, teraz nawet jeszcze dłużej niż zwykle i nadal co rano zakładam czyste ubrania, ale jednak. Większość czasu spędzam w łóżku, a kiedy wychodzę, kontakt z ludźmi ograniczam tylko do bezczelnego gapienia się na nich. Żyję w swoim świecie. Jem kisiel siedząc w wielkiej męskiej bluzie, która została kupiona tuż po wielkiej openerowej ulewie kiedy zalało mi wszystko inne. Wcieram w siebie jeszcze więcej kremów niż normalnie. Wyłapuję całe ciepło z otoczenia i kumuluję je w sobie gdzieś głęboko, odkładam na moment kiedy będę musiała wyjść na zewnątrz. Ale ponad wszystko gardzę wszystkim i wszystkimi. Ostentacyjnie odsuwam od siebie cały zewnętrzny świat, który ma ferie albo ma ciepło i obiad. Albo, co najgorsze, wszystko na raz. Ja mam książkę, literaturę maksymalnie współczesną, mam pościel z Ikei i mam delektowy kisiel. I wszystko to jest wyznacznikiem słodkiego, dwudniowego lenistwa, kiedy to nic nie muszę ani nic nie chcę.
To w pewien sposób bezczelne.
Wracam do książki, auf wiedersehen.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za wszystkie komentarze, każdy kolejny cieszy mnie niezmiernie! Z tej niepohamowanej radości staram się na wszystkie odpowiadać :)