20120310

springtime sadness

Być może to tylko kwestia wiosny, która bezspornie się zbliża. Że to przez ten delikatny wiatr pachnący wilgotną ziemią i zgniłymi jesiennymi liśćmi. Możliwe, że to przez większą ilość słońca, rozpiętą kurtkę i kolorowe ubrania w sklepach. Przesilenie. A może dlatego, że zaczynam przyzwyczajać się do miasta. Moja negująca wszystko postawa powoli ustępuje pod naporem nowych miejsc, wrażeń i ludzi. Pod naporem dwuletniej kolekcji Vogue'ów, lakierów OPI i Open'erowego biletu na lodówce. A jednak da się tu żyć. 

Zaczynam czuć, że nadchodzą zmiany. Nie mam pojęcia jakie. Ostatnio usłyszałam, że czasem trzeba coś zniszczyć, by powstało arcydzieło. Mam wrażenie, że w moim dotychczasowym życiu żadnych spektakularnych zniszczeń nie było. Arcydzieł tym bardziej. Więc może to jest właśnie ten moment? Tylko, w którym miejscu nastąpi ta starszna tragedia? Rys nie widać, siedzą gdzieś głęboko, pod grubą warstwą styropianu i tynku cienkowarstwowego.

Najgorsze, a może najlepsze jest to, że kompletnie nie odczuwam strachu. Nic. Pustka. Czyżbym przed chwilą pisała, że jakaś część mojego życia zmierza ku tragicznemu końcowi? Niech wszystko się wali, pali, robi co chce. Ja chyba znalazłam swój świat. Swiat, w którym nie potrafię przewidzieć jutra, niedosypiam i niedojadam, nie wiem czy zostanę w wyuczonym zawodzie, nawet nie wiem czy zdołam się "wyuczyć". Zaczęłam dostrzegać światełko w tunelu. Być może, tylko na ten jeden moment i za chwilę cała smutna rzeczywistość powróci ze zdwojoną siłą, ale... na razie jest dobrze. Czas wyrzucić ze swojego słownika słowo "nienawidzę". Chyba będzie łatwiej.

To jakby wyrzeczenie się części siebie. W końcu "nienawidzę tego miasta", "nienawidzę tych ludzi", "nie", "nie chcę", "nigdy przenigdy" jakoś tam definiowały moje życie. Ale zawsze bardziej definiowały je skłonność do marzeń i chęć udowodnienia sobie i światu, że kto, jeśli nie ja, sobie poradzi. Poradzę sobie. Tak. Swiecie, zmieniaj się. Ja sobie poradzę.

Wspominałam, że moje przeczucia często się spełniają?


20120307

finally


Czekałam na ten moment już ładnych pare lat, więc pewnie domyślacie się, że jestem najszczęśliwszym człowiekiem świata. Do zobaczenia w lipcu na Babich. Będę płakać i to bardzo.