20120413

Wczoraj

Wczoraj:


Siedzę na moim arcyniewygodnym krześle już od trzech godzin. Od dwóch czekam aż łazienka będzie wolna, żebym mogła wejść na 20 minut. Żeby wziąć prysznic, umyć zęby, wyjąć soczewki i grzecznie pójść spać. Człowiek, który spędził 12 godzin na uczelni naprawdę potrzebuje tylko tego.
Ale życie nie jest lekkie i czasami do mieszkania studenckiego wpada właścicielka, kótra nie dość, że zapowiada remont to jeszcze przesiaduje w łazience godzinami. Chciałabym tylko delikatnie przypomnieć, że nie wszyscy mają aktualnie wolne.
To byłoby tyle tytułem narzekactwa. Acha. Wypadałoby uprzedzić. Narzekanie w mojej rodzinie jest chyba dziedziczne i z wiekiem narasta. Więc strzeżcie się i módlcie, żebym szybko znalazła inne miejsce uwalniania moich frustracji.
Do rzeczy. Dzisiaj znów usłyszałam, że "nadawałabym się". Może nie znów, bo pierwsze padło "i tak zawsze byłabyś w tym lepsza". Ale wydźwięk był podobny. /słyszę dolewanie wody, pewnie ciepłej, o zgrozo!/ Ja chyba po prostu boję się podjąć odpowiednie kroki. Boję się stwierdzić "raz kozie śmierć" i rzucić się od razu na głęboką wodę. Dziwne. Bo jednak we wspomnianym rzucaniu się mam pewne doświadczenie. Może cena porażki jest zbyt wysoka?
Z drugiej stony wydaje mi się, że warto czekać. Może to kwestia zmiany środowiska i "boję się obcych ludzi", które pada z każdej strony. Otaczanie się ludźmi silnymi i zdecydowanymi ma swoje plusy, ale osoby mojego pokroju (tak bardzo bym chciała, ale się boję, więc osiągam tylko połowę z szalonych marzeń) chyba potrzebują bodźca do przejęcia kontroli. Wkrótce pewnie zostanę młodocianym tyranem rozstawiającym ludzi po kątach. No trudno. Oby magiczna lampka samokontroli nie przestała się załączać.
Słysząc "poczekajmy na W, niech ona to zaakceptuje"



Poddaję się. Jest 1.30, zero perspektyw na prysznic. A "a niech właścicielka do ciebie przyjedzie" polecam jako świetna klątwę.

3 komentarze:

  1. właścicielka?! o_O ale jak to? myśmy swoich właścicieli nie widzieli odkąd dali nam klucze od mieszkania. co oznacza, że w zasadzie widziałam ich tylko ja, a reszta współlokatorów nie.

    OdpowiedzUsuń
  2. w Spichrzu byłam raz. na tym samym koncercie, na który jadę w niedzielę (tyle, że wtedy się nie odbył, bo zalało klub :D). generalnie - owszem, przyjemnie (baaardzo, pan mnie zapytał o dowód, kocham być pytana o dowód! :))), ale koncerty to ja tam średnio widzę niestety.

    OdpowiedzUsuń
  3. Narzekanie to nasza cecha narodowa, już nie tylko genetyczna :)

    Też się zdziwiłam, gdy napisałaś o właścicielce. Pierwszy raz słyszę, żeby tak się ktoś zachowywał ;p

    A jeżeli chcesz poznać swoje prawa jako Konsumentka w internecie - polecam kolejną część Poradnika Konsumentki: http://2bigcitylifes.blogspot.com/2012/04/poradnik-konsumentki-cz-3.html

    Pozdrawiam,
    A.
    2bigcitylifes.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze, każdy kolejny cieszy mnie niezmiernie! Z tej niepohamowanej radości staram się na wszystkie odpowiadać :)