20120711

opener'12 aka kocham błoto


a oto unikalna okazja, żeby zobaczyć mnie! (na środku. nogi po prawej to moja bff)

Z racji tego, że wróciłam żywa, wypadałoby coś napisać. A biorąc pod uwagę to, że moje ołpenerowe podsumowanie pojawiło się na radiowej antenie (I♥Szydło), to wkleję je też tutaj. Tadam!

__________

june - ciekawe, ale miks stylistyczny, który został mi zaserwowany, po 20 minutach zaczął męczyć
fisz emade - mój któryśtam z kolei koncert zespołu, zawsze jest super i teraz tez było
the kills - koncert, na który czekałam chyba najbardziej, był dobry, ale jak na zespół który kocham to jednak chyba za mało (bębniarzy było czterech!). choć i tak "momentem festiwalu" jest the last goodbye i moje łzy w oczach
mela koteluk - straciłam kawałek bjork, ale nie żałuję, bo było wspaniale!
bjork - stałam oniemiała patrząc na machinę wytwarzającą pioruny. super chór!
orbital - zupełnie nie moja bajka, ale namiot pełen
wiz khalifa - nie spodziewałam się, że aż tak mi się spodoba
iza lach - cudownie, dziewczęco i delikatnie
dry the river - fajny koncert, ale raczej nie rozbudził we mnie miłości do zespołu
penderecki//greenwood - jako człowiek nieobyty mogę powiedzieć tylko tyle, że w trakcie koncertu czekałam na koniec świata
jamie woon - wow! skoro płytę znam na pamięc, cudownie było usłyszeć gitarowe wersje utworów.
major lazer - weszłam tylko na chwilę, po 1,5h pląsów i skoków myślałam tylko o tym, żeby zespół nie przestawał
jessie ware - czarowała, aż trudno uwierzyć, że to dziewczyna bez wydanej płyty. pełna profeska
l.stadt - dali radę na dużej scenie!
toro y moi - baaardzo miło
bloc party - z całego koncertu pamiętam tylko wielkę chmurę, która nagle pojawiła się nad sceną. wszyscy robili zdjecia
franz ferdinand - pierwszy raz widziałam na żywo, a o koncertach dużo słyszałam wcześniej. nie zawiedli, oj nie
m83 - szkoda, że nie dało się zdążyć na cały koncert. namiot pełen, pewnie było super
julia marcell - energia, świetna forma julii, ochy i achy
the KDMS - krzywdząca dla zespołu była godzina 17 i to w namiocie, do którego mało kto dotarł
cool kids of death - to dobrze, że w trakcie się rozpadało - ludzie pod sceną zaczęli się ruszać /tu Szydło zaczyna się śmiać i czuję jej reprymendę. no cooooo, tak było!/
mumford & sons - było dobrze
bat for lashes - pięknie i wzruszająco, do nowych piosenek muszę się przyzwyczaić
janelle monae - rozumiem wszechobecny zachwyt janelle, bo sama się nią zachwycałam, ale to nie był koncert, to było wyreżyserowane show. a tego nie lubię
the xx - mój numer jeden. i w dalszym ciągu nie potrafię powiedzieć nic sensownego na temat tego co przeżyłam stojąc pod sceną
sbtrkt - ten sam problem co z m83 - dotarłam już po połowie. ale to co usłyszałam było super
a tak pozakoncertowo - pole namiotowe miało w tym roku pewne problemy, ale założę się, że nigdzie na swiecie namiotowcy nie mieli prywatnego jeziora ani możliwości odbycia kąpieli błotnej :D (a my mieliśmy szczelny namiot, w odróżnieniu od tego zeszłorocznego, więc nie było źle)
zapomniałam dodać, że bardzo serdecznie chciałabym pozdrowić pana-twórcę filmu "moje lato na open'erze", może za pośrednictwem radia się uda. pojawiłam się w nim jakieś trzy razy, moknąc na koncercie zespołu pogodno (który był super, o czym film mi przypomniał).
do zobaczenia za rok!
__________
Miłego czytania, może ktoś kto tu zajrzy też był, to wtedy bardzo proszę o zamieszczenia waszej/ych relacji. Gratulacje, dotrwaliście od końca!

2 komentarze:

  1. możesz żałować pominięcia M83, takiej energii nie było chyba na żadnym z openerowskich koncertów.
    Pozdro :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. żałuję, żałuję, strasznie żałuję! pozostaje mi mieć nadzieję, że Anthony z przyjaciółmi wpadnie jeszcze kiedyś zagrać w naszym pięknym kraju:)

      Usuń

Dziękuję za wszystkie komentarze, każdy kolejny cieszy mnie niezmiernie! Z tej niepohamowanej radości staram się na wszystkie odpowiadać :)