20121203

follow that good time



W Kairze byłam jakieś 7 lat temu. Dawno. Nie pamiętam zbyt wiele. Winda śpiewająca wersety z Koranu. Karaluch w hotelowej jadalni. Zabójczy zaduch w Muzeum Egipskim. Coca Cola, która wybuchła wprost na mnie w autokarze. Mój krwawiący non stop nos. Podróż pociągiem przez cały Egipt. I Egipcjanie chcący robić zdjęcia mojej arcybladej siostrze.
Ponad tym wszystkim jest jeszcze coś. Ten dziwny i przerażający, ale jednocześnie niesamowicie pociągający klimat miast wschodu. Ciągły ruch, gwar, zupełnie niezrozumiały język i niezdrowe zainteresowanie blond dziećmi północy.
Szkoda, że nie pamiętam. Szkoda, że wszystkie zdjęcia szlag trafił w momencie kiedy padł nam dysk w komputerze.
W Kairze nie przeżyłam wielkiej miłości, nikt nie był dla mnie jak piasek, który przelatuje przez palce. Co za poezja. Cairo po prostu brzmi dobrze.
I ciepło.




Do Kairu nie dotarły samochody Google Street View. Szkoda. Za to Paryż wygląda, jak zawsze, świetnie.

2 komentarze:

  1. siedem lat temu, to jeszcze było przed tymi wszystkimi cyrkami, które się tam działy? bo być może to miało wpływ. ja bowiem byłam w tym roku i akurat z Kairu jedyne, co zapamiętałam, to odganianie się od złodziei. smutna prawda. :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. strasznie to dawno było. chyba przed. choć wątpię żebym zapamiętała cokolwiek z sytuacji politycznej, społecznej czy jakiejkolwiek innej. słodka, nieświadoma czternastka

      Usuń

Dziękuję za wszystkie komentarze, każdy kolejny cieszy mnie niezmiernie! Z tej niepohamowanej radości staram się na wszystkie odpowiadać :)