20130125

few things

Ogłaszam dziś dzień nagradzania siebie za wszelkie trudy i cierpienia ostatnich tygodni. W skrócie, kompletnie mi odbiło. Najpierw kupiłam płytę w empiku (no dobra, chciałam ją kupić już od jakiegoś czas i w końcu udało mi się ją zamówić). Spoko. Ja i zakupy płytowe to normalne. Całkowicie nie rozumiem ludzi, którzy plastikowymi krążkami gardzą i uznają jedynie pliki mp3. Ja, w moim wymarzonym świecie, jestem posiadaczką ogromnej kolekcji płyt, składającej się z krążków, z którymi jestem w emocjonalnie związana (tak, każda płyta którą mam, jest ważna dla mnie w jakiś konkretny sposób. a mogłoby ich być naprawdę dużo więcej). Mniejsza. Wracając do dnia nagrody, na płycie się nie skończyło, więc teraz jestem szczęśliwą posiadaczką bordowego swetra oraz spodni w dość psychodeliczny wzór. Żeby wszystko było jasne. Jeżeli chodzi o ubrania, to... No jest w zupełnie inną stronę niż z płytami :D
A o smakowych słomkach do mleka może lepiej wspominać nie będę (NIE POLECAM). Tak czy inaczej... Guilty pleasure day!
A poza tym... Dziś, zupełnie nieświadomie, stałam się posiadaczką na koncert Rihanny. Czad!


tom ford ♥♥♥


20130120

/ \




Kampdarynka oraz mechanika budowli bardzo serdecznie pozdrawiają ^^

tak, to jest trapez. wiadomo. trójkąty są zbyt mejnstrimowe

źle ze mną, źle

20130115

piosenki o smaku lata

Za oknem śniegu po kolana (no dobra, po kostki, ale miało być bardziej dramatycznie), na uczelni najgorętszy okres, przestałam sypiać, a moje myśli zamiast być tu i teraz, słup i żebro, stal i beton, sierp i młot, mają tendencję do zagalopowywania się.
Jak to kilka dni temu moja ulubiona Pani - Radiowiec stwierdziła, skoro już po Świętach, powinno nastąpić lato, ciepło, miło i koncerty w plenerze. Jak tu się nie zgodzić?! Więc żeby:
a) oderwać się na chwile od tych wszystkich rzeczy, których nie rozumiem
b) przypomnieć sobie co to jest lato i z czym się je jada
c) ParanoJa miała co czytać*.
Piosenki, które smakują latem. Jak truskawki prosto z krzaka, zapiekanki z wild bean cafe, rozwodnione piwo i zupa owocowa.


Lykke Li, Little Bit. To dosyć zabawne bo, w przeciwieństwie do większości społeczeństwa, nie mam nic do poniedziałków. No po prostu są. Czasem lepsze, czasem gorsze, niemniej zawsze w trakcie weekendu jakoś pozbierać się do nich zdążę. Nienawidzę za to niedziel. Świadomość tego, że zmarnowałam całą sobotę, a jedna niedziela nie starczy mi na nadrobienie całotygodniowych zaległości, zawsze mnie przeraża. Do czego zmierzam? Nie mam pojęcia dlaczego, ale dla mnie ta piosenka jest zawsze kojarzona z niedzielą. Leniwą i letnią, około godziny 8, kiedy słońce świeci już jak szalone, ale cały świat dopiero budzi się do życia. Jest cicho i spokojnie, jeszcze nie czuję presji tygodnia. Tak czy inaczej. Lato w pełni, słoneczny, ciepły lipiec.


Florence + The Machine, Heartlines. Nie wiem czy to kwestia tych bębnów na początku, chóralnego śpiewania i klaskania, czy szybkiego tempa. Za każdym razem kiedy mój ipod zaserwuje mi Heartlines czuję lato. Festiwalowe lato. Hektary trawy pokryte plastikowymi kubeczkami, wspomniane rozwodnione piwo, kilometry które codziennie przemierzam wędrując od sceny do sceny, wschody i zachody słońca, piekielny upał przechodzący w koszmarne zimno, tłumy ludzi dookoła mnie, pająki rezydujące w namiocie, ciepły prysznic o 5 rano...


A skoro już mowa o festiwalach... Foals, Spanish Sahara. To nie jest wybitnie letnia piosenka. Śmiem nawet twierdzić, że dla zwykłego słuchacza może być nawet zimowa (teledysk!), ale co tam. Tutaj wchodzi magiczne skojarzenie (wpadłam na nie dzięki wpisowi u Panny Darcysi). Hiszpańska Sahara to po prostu lipiec 2011 i esc, która stoi w tłumie, leje się na nią woda z nieba, jest przemoczona tak że bardziej się już nie da, ale bez dwóch zdań, nigdy nie była aż tak szczęśliwa.

-- W tym przykrym momencie dotarło do mnie, że jest prawie 21.00, a ja w przysłowiowym lesie. Reszta będzie w momencie kolejnej słabości. --


wiem że już dawno "poniewczasie", ale lista internetowych miejsc, które odwiedzam i polecam, już prawie mi się skrystalizowała
* tak, zdaję sobie z tego sprawę, że nikt inny nie przebrnie

well it's been a long time





Cudownie powrócić do tej piosenki po tak długim czasie. Niezmiennie to właśnie ta wersja zachwyca mnie najbardziej. Strasznie chciałabym tego pana zobaczyć na żywo. Strasznie.

nie żebym normalnie była jakoś specjalnie aktywna, ale miałam plany na posty, które na serio są o czymś (!). niestety nie mam na nie jakoś czasu. po prostu: see you in a month. trying to meet a deadline. do not come in unless you have alcohol.
xoxo


20130107

20130105

country!





"będzie istne pandemonium pod sceną"
Owszem, panie Stelmach!
Choć ja, niestety do tego czasu mogę nie dotrwać. Sesjo, zgiń przepadnij (pomimo tego, że się nawet jeszcze nie zaczęłaś)