20130125

few things

Ogłaszam dziś dzień nagradzania siebie za wszelkie trudy i cierpienia ostatnich tygodni. W skrócie, kompletnie mi odbiło. Najpierw kupiłam płytę w empiku (no dobra, chciałam ją kupić już od jakiegoś czas i w końcu udało mi się ją zamówić). Spoko. Ja i zakupy płytowe to normalne. Całkowicie nie rozumiem ludzi, którzy plastikowymi krążkami gardzą i uznają jedynie pliki mp3. Ja, w moim wymarzonym świecie, jestem posiadaczką ogromnej kolekcji płyt, składającej się z krążków, z którymi jestem w emocjonalnie związana (tak, każda płyta którą mam, jest ważna dla mnie w jakiś konkretny sposób. a mogłoby ich być naprawdę dużo więcej). Mniejsza. Wracając do dnia nagrody, na płycie się nie skończyło, więc teraz jestem szczęśliwą posiadaczką bordowego swetra oraz spodni w dość psychodeliczny wzór. Żeby wszystko było jasne. Jeżeli chodzi o ubrania, to... No jest w zupełnie inną stronę niż z płytami :D
A o smakowych słomkach do mleka może lepiej wspominać nie będę (NIE POLECAM). Tak czy inaczej... Guilty pleasure day!
A poza tym... Dziś, zupełnie nieświadomie, stałam się posiadaczką na koncert Rihanny. Czad!


tom ford ♥♥♥


10 komentarzy:

  1. Marzę o tym, żeby przypomnieć sobie o tym, czym są płyty. Dawno żadnej nie kupiłam. Fakt, jedyny zespół, którego płytę mogłabym kupić, to Cool Kids Of Death, ale zawsze to coś...Inni moi ulubieni artyści albo się skiepścili i nie kupiłabym ich płyty, albo coś...
    Guilty pleasures są OK:)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. 'Ja i zakupy płytowe to normalne. Całkowicie nie rozumiem ludzi, którzy plastikowymi krążkami gardzą i uznają jedynie pliki mp3. Ja, w moim wymarzonym świecie, jestem posiadaczką ogromnej kolekcji płyt, składającej się z krążków, z którymi jestem w emocjonalnie związana (tak, każda płyta którą mam, jest ważna dla mnie w jakiś konkretny sposób. a mogłoby ich być naprawdę dużo więcej).

    To samo mógłbym napisać o sobie :)

    Ps. Na maksa zazdroszczę koncertu Rihanny, ale być może też się skuszę na niego... (chyba za duzo bym chciał :( )

    OdpowiedzUsuń
  3. Bez problemu dasz sobie radę! :D Będziesz miała naprawdę mocny początek lipca :) zazdroszczę! ;d

    OdpowiedzUsuń
  4. Cool Kids są zawsze OK, słucham ich od lat, a koncert mnie utwierdził:) Szkoda, że płyty są takie drogie. Na temat rozmaitych wariacji na temat wiadomej piosenki-nie wypowiem się. Żal.pl.
    Pytasz, co studiuję, że mam takie oceny. Odpowiadam: medioznawstwo w filii UAM. Ogólnie nie było trudno przez te 4,5 roku, przedmioty były łatwe, a nawet, kiedy się nie zaliczyło, to wykładowcy szli na rękę i dopytywali poza konkursem, żeby nie mieć poprawek czy coś. Niech świadczy o tym fakt, że przez 4,5 roku mam poprawki tylko z 2 przedmiotów:) Studiwanie u nas jest...niekłopotliwe, tak bym to nazwała:) Zwłaszcza teraz, na koniec, gdy wykładowcy chcą zostawić po sobie dobre wrażenie i dają piątki prawie za nic.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nasi wykładowcy byli zazwyczaj mili, trafiła się może jedna czy dwie naprawdę trudne/wredne/nie do dogadania osoby...A ci dwaj panowie, o których pisałam, byli z nami szczególnie związani:)
    Tak, koncert spełnił moje oczekiwania i cieszę się z tego, bo kilka razy zdarzyło się, że wybrałam się i kompletnie mi się nie podobało. Na przykład podczas koncertu Dezertera, kiedy nowe, średnio fajne piosenki stanowiły większość. Pieniądze wydane na CKOD absolutnie nie były chybioną inwestycją:)
    Z imieniem wyszło nawet śmiesznie... na którym jesteś roku i jakiego kierunku?

    OdpowiedzUsuń
  6. Trzeci rok...Kiedy to u mnie było...Wydaje mi się, jakby lata świetlne temu. A co do architektury...Rzeczywiście nie zazdroszczę. Nigdy bym nie mogła tego studiować. Rysunek, brrr, mój wróg. Matematyka-jeszcze większy wróg. To byłoby straszne. Ale podziwiam Cię, naprawdę. Dobrnęłaś już na trzeci rok, a to już zawsze coś!

    OdpowiedzUsuń
  7. rozumiem, że posiadaczką biletu? :P Rihanna to zupełnie nie moje klimaty, ale baw się dobrze! :)

    i też ostatnio stałam się posiadaczką spodni w psychodeliczny wzór. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, BILETU, dobra, na początku totalnie nie mogłam skumać o co chodzi. z tą Rihanną to jest tak, że gra dzień po openerze na babich i posiadacze czterodniowych karnetów wchodzą za darmo. a z okazji mojego upodobania do mejn mejnstrimowego popu, które mnie czasem nachodzi, to całkiem się cieszę. nie wiem tylko jak mój organizm przeżyje dodatkowy dzień spania na polu namiotowym, ale co tam :D

      Usuń
    2. akurat spanie na polach namiotowych, to mój ulubiony element festiwali. :D

      Usuń
    3. też fakt. kwestia czy ma się w ogóle czas na spanie :D

      Usuń

Dziękuję za wszystkie komentarze, każdy kolejny cieszy mnie niezmiernie! Z tej niepohamowanej radości staram się na wszystkie odpowiadać :)