20130226

sierpień!





Ta Pani niezaprzeczalnie była, jest i będzie dla mnie największym śpiewającym zjawiskiem wszechświata. Bez dwóch zdań. Co przerażające, do tej pory nie miałam okazji zobaczyć jej na żywo. Do sierpnia! Jaram się jak Fretka Jeremiaszem, aż mi się przypomniało, że bloga mam.

Swoją drogą, mój ostatni i jak dotąd jedyny CLMF odbył się trzy lata temu. 2010. To był koszmarny rok, oj bardzo. A sam festiwal, po tych paru latach, wydaje mi się być jakimś nierealnym i odległym przeżyciem. Inny świat. I choć było pod pewnymi względami zwyczajnie źle (akurat takie towarzystwo w tamtym momencie, no dobra w tym konkretnym, teraz-już też byłoby... po prostu niezręczne), to ten wyjazd wspominam całkiem dobrze. Kraków jest od dziwnych znajomości :)


20130211

thursday





Po pierwsze, to bardzo fajna piosenka. Po drugie jestem w trakcie umierania nad projektem. Po trzecie, i najważniejsza, podmiot liryczny ma jakiś wyjątkowy sentyment do czwartku. Happy Thursday. A co jest w czwartek? WALENTYNKI. Jak się pewnie wszyscy domyślają, jestem jedną z najbardziej walentynkowych osób na świecie, serduszka lecą mi z oczu, uszu i nosa, generalnie brokat, tęcza i jednorożce. I w tym momencie mnie to tak strasznie bawi.
Taaaaaaa..... To może, wrócimy do punktu pierwszego, a potem zgrabnie przejdziemy do drugiego, w którym mam oddane i zaliczone wszystko, moja piękna nowa torba w końcu jest moja i mogę się wyspać do woli. 
Bardzo fajna piosenka. 


i "i love the guitars" na końcu. czy ja przypadkiem od jakiegoś już czasu nie prowadzę naprawdę głębokich rozmyślań i rozmów na temat gitar, chłopców z gitarami i reszty?
prawdopodobnie dla wszystkich będzie lepiej jak już pójdę spać. 


20130209

alone now





Znowu będzie dzisiaj piosenkowo, bo nie mam jakichkolwiek przemyśleń (jakbym kiedykolwiek miała...). Z tym Panem byłam trochę pokłócona po takim jednym festiwalu, no ale, puśćmy to wszystko w niepamięć, nasz związek znowu kwitnie, skoro mamy nową piosenkę! 


Na marginesie, drobnym drukiem. Wczoraj znowu widziałam Muchy (po raz miliardowy). I choć chłopcy z gitarami to już raczej nie moja bajka, to chyba do żadnego zespołu nie mam równie wielkiego sentymentu i żadnego nie widziałam i nie zobaczę aż tyle razy. Tylko ja się chyba zestarzałam i Muchy w Kwadracie (ekhm, Kwadratowej) ze studentami i pogo to jednak nie moja bajka. Właśnie, jak to jest, że gdziekolwiek stanę, zawsze największy zamęt jest właśnie tam?! Z moją budową ciała, to ja bym została wyniesiona na noszach prosto na salę GUMedu, coby biedni studenci mogli sobie pooglądać i pokroić. Eh, starość nie radość. Ale zespół w formie (wyglądali jak zwykle źle, no dobra, Szymon trzyma poziom, nie wiem jak to jest, ale przy okazji opowiadanie mojej D, czy w stronę drugą, zawsze, ZAWSZE niezmiernie ważne okazują się wiraszkowe spodnie, czy tomkowa koszula i inne elementy garderoby) i gra coraz lepiej i niech tak pozostanie. Swoją drogą to takie wspaniałe, tych kilka lat temu, kiedy widziałam ich po raz pierwszy (i, o zgrozo, było to po wydaniu drugiej płyty), panowie prawdopodobnie nie do końca ogarniali do czego służą ich instrumenty. No dobra, trochę przesadziłam. Ale tylko trochę. Ważne, że dziś jest lepiej, a mnie się łza w oku kręci na myśl o tych wszystkich miałko odegranych i odśpiewanych kawałkach. 
I lepiej też będzie, jak już skończę tę nierówną walkę ze słowami i wrócę do mojego parkingu podziemnego. Tak. Hotele to wcale nie jest przyjemna rzecz, szczególnie w momencie kiedy trzeba je zaprojektować...



ooo, jak dobrze było wspomnieć ebf i przypomnieć sobie o jazzanowie♥ ha!

20130205

i love you





Cudeńko. Jak zwykle z resztą.

Szkoda że mój esej sam się nie napisze...

edit: Ej, dobra. W sumie to nie wiem czy tytuł "i love you" to jest najbardziej adekwatna rzecz w tym momencie, ale trudno. Otóż dziś, a może raczej wczoraj, kto to wie, nastąpiło jakieś koszmarne przesilenie, czy Pan Bóg jeden raczy wiedzieć. Nie, koniec z wymyślaniem sobie sztucznych problemów!

edit miliard: Esej napisany i wysłany, zajęło mi to raptem całą noc♥! Dobranoc!