20130426

jeszcze więcej czytania


We wtorek cały świat obchodził Dzień Książki i ja do tych obchodów też chciałam dorzucić swą małą cegiełkę, ale jak to z moimi planami często bywa - nie wypaliło. Skoro jednak mamy piąteczek, ja próbuję wyczilować przed Kampowym koncertem (nie żebym widziała ich dwa tygodnie temu, no ale Wy o tym nie wiecie więc nie wyjdę na wariatkę) to i może kilka słów o moich ulubionych książkach uda mi się napisać.

Zacznę od tego, że ostatnimi czasy niestety czytam niewiele. Tłumaczę się jak wszyscy: bo nie ma czasu, bo książki za drogie, bo do biblioteki za daleko, a jak już tam dotrę to zazwyczaj nic ciekawego nie ma... I tak mogłabym mnożyć w nieskończoność. Jest mi jednak wstyd i kiedy pisząc zastanawiam się nad ortograficznymi niuansami, czy brakuje mi słów, przypominam sobie jak mało książek przeczytałam w ostatnim czasie. Bo, jak wiadomo, czytanie zbawiennie wpływa nie tylko na stan naszej wiedzy, ale także na umiejętne pisanie i formułowanie myśli.

Poza oczywistymi zaletami czytania, jest jeszcze jeden jego aspekt, który uwielbiam. Kocham rzeczy ładne, więc biorąc do ręki książkę najpierw zwracam uwagę na jej projekt. Na okładkę, typografię, papier, zdjęcia (o ile są zamieszczone). Nie ocenia się książki po okładce. Ta, jasne. Idąc tym tropem - nie uważam, żeby książki służyły jedynie do czytania. Uwielbiam oglądać albumy, pewnie wyniosłam to z dzieciństwa, kiedy oglądałam z rodzicami wielkie tomy o malarstwie impresjonistów, których w domu jest całkiem sporo. Co ciekawe, prawie wszystkie są po rosyjsku...

W takim razie, jak to jest z moimi ulubionymi książkami? Dziś uchylę Wam jedynie rąbka tajemnicy. Tematem przewodnim będzie szeroko rozumiana sztuka.
Dla porządku dodam jeszcze, że wszystkie zaprezentowane książki to te, które mam ze sobą w Gdańsku i są moje własne osobiste. Już przywożąc je tutaj nastąpiła pewna selekcja, więc to co zaprezentuję naprawdę będzie wyjątkowe. Gotowi? No to hyc, czego to o mnie jeszcze nie wiecie.



Na pierwszy ogień znowu Springer. Prawdopodobnie wkrótce zrobię się naprawdę nudna, ale ja naprawdę lubię wszystko co wyjdzie spod... palców tego człowieka. Źle urodzone. Reportaże o architekturze PRL-u to książka idealna. Uwielbiam w niej wszystko. Zaczynając od okładki, przez zdjęcia, papier, układ strony, aż po kolor pierwszej i ostatniej strony. Żeby nie było. Teksty, oczywiście, też są świetne. Uwielbiam fakt, że autor nie ocenia. Próbuje zrozumieć. Nie tylko przedstawia historię powstawania budynków, ale też przybliża czytelnikom postaci twórców. Kontekst - słowo klucz. Bo architektura jest o kontekstach.



Sztuka współczesna. Przez wielu uważana za naprawdę niepotrzebną (ja tak samo myślę o piłce nożnej, więc okej, wybaczam) i niezrozumiałą, przez innych - za prawdziwy manifest i zwycięstwo treści i funkcji nad formą. Ja zdecydowanie należę do tych drugich. Widziałam w swoim życiu naprawdę sporo sztuki, jednak nie czuję zupełnie nic do obrazów mistrzów renesansowych, nie potrafię zachwycać się ich idealnymi pociągnięciami, proporcjami i kolorami. No nie czuję tego. Zupełnie inaczej za to podchodzę do sztuki XX wieku. Zachwyca mnie to, jak piękne mogą być przedmioty codziennego użytku, które jednocześnie nie tracą swej prostoty. Funkcja definiuje formę. Ach, ach. Dlatego Bauhaus.Nie wygrałam w totka, nie zakupię mebli, które wyszły z pracowni chociażby Miesa van der Rohe, na razie patrzę i podziwiam na papierze.
Dlaczego Dzieje Sztuki Polskiej? Przede wszystkim dlatego, że jakiś patriota we mnie jest, poza tym nie lubię być identyfikowana z powiedzeniem swego nie znacie, cudze chwalicie. A mamy się czym chwalić!  Książka prezentuje przekrój przez całą sztukę XX wieku. Nie, nie tylko malarstwo i rzeźbę. Każdy rozdział opisujący dany okres w historii porusza również temat architektury i urbanistyki, co dla mnie, zaskakująco, jest wyjątkowo ważne. Taka to edukacyjna lektura. Być może nie jest napisana pięknym kwiecistym językiem, ale treści samej w sobie jest naprawdę dużo. Wartość dodana, punkty w puli walorów: znaleziona na rynku, kosztowała zawrotną sumę dziesięciu złotych.


Część druga jest obfotografowana, brakuje tylko czasu żeby o niej pisać. Napiszę kiedyś, obiecuję. Będzie powieść, zbiór opowiadać oraz najlepszy prezent urodzinowy jaki kiedykolwiek dostałam. Idę psychofanić. Udanego (długiego)weekendu!

edit: Jedną nogą w łóżku, a nawet już dwiema chciałabym napisać tylko tyle, że jeżeli jest na tym świecie coś za co trzymam kciuki i coś w co bezgranicznie wierzę, to jest to KAMP! właśnie. Ach, ach, nigdy dość.
A tak jeszcze bardziej na marginesie, to naprawdę nie ma nic fajniejszego niż impreza w klubie z oknami wprost na plażę, morze i sopockie molo. Normalnie dziwię się sama sobie że to mówię, ale warto mieszkać w trójmieście dla takich rzeczy. Naprawę warto.
Dobranoc.


20130406

trudne pytania




Aż sama jestem w szoku, że na "otagowanie" reaguję tak szybko. To wszystko przez ParanoJę i w ogóle jej wina. Wiem, że wypadałoby otagować kogoś jeszcze i w ogóle zadać jakieś mądre pytania, ale moja buntownicza natura podpowiada mi, że w ogóle nie należy podążać taką samą drogą jak wszyscy. W sumie, żeby było konsekwentnie, powinnam odpowiedzieć na własne pytania, a nie te ParanoJowe, ale co tam, dziś mam dobry dzień (ŻARTOWAŁAM) więc jedną rzecz chociaż zrobię tak, jak zrobiona być powinna.

1  Możesz wybrać jeden kraj, by spędzić w nim miesiąc nieograniczonych finansowo wakacji. Jaki to kraj?
Stany Zjednoczone. Cała popkultura karmi nas milionami obrazów tego kraju, można wybierać i wybierać. Strasznie chciałabym skonfrontować wyobrażenie, które wyrosło w mojej głowie, z rzeczywistością. Takie rzeczy nigdy nie kończą się dobrze, ale może w końcu wyleczyłabym się z tej USobsesji. Ewentualnie popadłabym w jeszcze większą. 

2  Ulubiony wiersz?
Nie mam serca, nie rozumiem wierszy.

3  Czy posiadasz tatuaż? (Pytania dodatkowe: gdzie? jaki? Mile widziane zdjęcia) Ewentualnie: czy zamierzasz zrobić? (Pytania dodatkowe: gdzie? jaki?)
Nie posiadam. Kiedyś odczuwałam głęboką potrzebę posiadania, ale potem mi przeszło.

4  Trzy ulubione polskie zespoły/wykonawcy?
Jest tyle polskich zespołów, które uwielbiam, że musiałoby być to 3 do potęgi n-tej, żebym mogła się zmieścić w limicie, ale spróbujmy. Muchy, Muchy i Muchy :) (no dobra, jeszcze Pustki i Kamp!)

5  Jaką piosenkę wybrałabyś na soundtrack do filmu Twojego życia?
Kurcze. Pewnie .

6  Miasto, w którym chciałabyś osiąść na stałe?
Paryż, bo jest zachwycający // Berlin, bo jest niesamowicie swojski // Nowy Jork, bo jest daleko. Jeszcze nie zdecydowałam. 

7  Jedna książka, którą poleciłabyś do przeczytania każdemu?
Najlepszą książką jaką kiedykolwiek przeczytałam były Poniedziałkowe Dzieci napisane przez Patti Smith. (Tak, samą) Naprawdę piękna i mądra książka. Więc polecam.

8  Skąd pomysł na pisanie bloga?
Mój pierwszy ever adres powstał zaraz po tym jak poszłam na studia. Założenie było takie, że miałam pisać po angielsku, żeby nie zapomnieć języka, ale jak to zwykle bywa szybko mi się znudziło. Po jakimś czasie znowu zaczęłam pisać, tym razem z nudów no i po polsku, żeby się nie przemęczać zanadto.

9  Najfajniejszy prezent, jaki ktoś Ci kiedykolwiek sprawił?
W pierwszej chwili pomyślałam o bilecie na koncert mojego (wtedy) ulubionego zespołu, ale szybko przypomniało mi się, wszystko co stało się po tym koncercie i cały entuzjazm mi przeszedł. O dziwo najfajniejszy prezent dostałam od rodziców na moje 20. urodziny. Prawdopodobnie nie zwala z nóg, to nie samochód/mieszkanie/birkin bag a zwykła książka, ale wtedy moi rodzice pierwszy raz w życiu domyślili się co bardzo chciałabym dostać (no dobra, powiedziałam im to, ale jakieś 2 miesiące przed urodzinami) i po prostu mi to dali. I w sumie w dalszym ciągu robi mi się ciepło na sercu kiedy na nią patrzę.

10  Zdjęcia: kolorowe czy czarno-białe?
Lubię wszystkie zdjęcia, o ile opowiadają jakąś dobrą historię. No i jeśli są dobrze zakomponowane ^^

11  Którą porę roku lubisz najbardziej?
Lato♥ Najbardziej to czerwcowe, kiedy dopiero wszystko się rozkręca i wszystkie fantastyczne festiwalowe i plażowe doznania są dopiero przede mną. Dodatkowo czerwiec jakoś nie kojarzy mi się z wyjątkowymi upałami. Choć wiadomo, że jedynym dobrym uzasadnieniem jest: BO JEST CIEPŁO.


20130404

samo dobro





To jest takie dobre, że aż musiało tu wylądować. A co jeszcze lepsze. Okazuje się, że najgorsza okładka świata wcale nie będzie okładką tej płyty. Przynajmniej tyle z dzisiejszego dnia.


PS Omatkoicórko chyba padło mi coś na głowę. Fakt, ostatnio zachowuję się jak nieokiełznana zakupoholiczka (przynajmniej w moim odczuciu), ale dziś to przegięłam. Chwilowo jestem bankrutem, ale za tydzień zostanie do mnie wysłana cudna bluza ♥ Będę bardzo wdzięczna jeżeli pod koniec miesiąca ktoś mi przypomni, dlaczego przymieram głodem.