20130530

i can't!




TAK. <(*-*<) teledysk będzie

Mam nadzieję, że u Was też jest pięknie, ciepło i przyjemnie, Mama gotuje najlepszy na świecie obiad, a projekty robią się same.

20130520

respect your elders

Powiedzcie mi jak to jest. Żyjemy w kraju, gdzie co druga dziewczyna ma bloga szafiarskiego i jest znawczynią mody tak wielką, że sama Anna Wintour się przy niej może schować. Jest bardziej oczytana, bardziej obeznana, potrafi lepiej skomentować największe pokazy fashion weeków ze świata i kraju (a tutaj to nawet jeżdzi i zasiadaja w pierwszym rzędzie na honorowym miejscu!), ubiera się (oczywiście!) lepiej i bardziej, w sumie to wszystko ma lepiej i bardziej. Uśmiech, włosy, paznokcie, okularki, kopertówka, top, szorty, sandałki, bejsbolówka - ZARA, pierścionek z oczkiem (wielkości ziarnka maku) - vintage. Jestę szafiarkę.
I patrzę na te wszystkie modne dziewczyny, a potem wchodzę do New Yorkera. Ja się grzecznie pytam, SKĄD TO WSZYSTKO TAM SIĘ BIERZE!? Przecież co trzy kroki w tej zacnej sieciówce (otwartej już chyba w każdym większym mieście w kraju) można dostać zawału, palpitacji serca i krwotoku wewnętrznego. Na raz. Kto to kupuje? Bo przecież ktoś musi, skoro firma zadała sobie tyle trudu, żeby to wymyślić, wyprodukować i przywieźć do dalekiego Gdańska.
Z ciekawości weszłam aż na stronę sieci. Dobra, lookbook wygląda nie najgorzej (choć trudno, żeby wyglądał źle - długonogie i długowłose dziewczyny o regularnych rysach to nawet w workach na ziemniaki dobrze wyglądać będą). Lookbook sobie, sklepy sobie. Moje ulubione cudeńka: sukienka - tuba z podziurawionego materiału, w kolorze dawno zgniłej trawy; niezbyt wąskie spodnie z ćwiekami nabitymi na całej długości zewnętrznych szwów nogawki (dostępne we wszystkich kolorach tęczy) oraz wisior - plastikowa kulka na łańcuszku, który w połowie był metalowy (mam nadzieję), reszta również była odlana z plastiku. (W sumie szkoda, że mój aparat rozładowałam w sobotę, ale może to i lepiej, Wasze zdrowie jest ważne.)
Generalnie rzecz ujmując: TRAUMA.
I w momencie, kiedy już miałam popaść w czarną rozpacz, zabłądziłam na dział męski. Przez moment miałam wrażenie, że znalazłam się w innym świecie. Nagle nie było neonów, pasteli, koronek, głębokich haseł na koszulkach, ćwieków, ćwieków i ćwieków. Znalazłam się po radosnej stronie tęczy, gdzie bawełniane koszulki są z jakiejś lepszej przędzy, wszystko jest dobre na długość (no tak, ja z moim wzrostem to mogę nosić chyba damskie 44, nie szkodzi że na szerokość to jednak dużo mniej) a dookoła nie latają wagarujące gimnazjalistki. W prawdzie czar prysł dosyć szybko (tak, tam też są koszmarne rzeczy, na przykład pewien krawat w czerwono-niebieską kratę), jednak udało mi się wyjść z koszulką, lepszą niż wszystko inne co widziałam tego dnia w całym pięknym Madisonie (nie wliczamy w to oczywiście mojej wizyty w księgarni, gdzie połowa książek tak bardzo chciała ze mną wyjść ♥).
Weszłam z lekka przerażona, wyszłam z babcią. Właśnie taką babcią chcę być, kiedy nastanie dla mnie mój babciny czas.


Zagłębiłam się w lookbooku. Odwołuję wszystko co napisałam. TEŻ JEST STRASZNIE.

20130516

fejm i weki


Miałam napisać coś składnego o wolontariacie i w ogóle z sensem i o życiu i w ogóle miało być tak pięknie, a wyszło jak zawsze (polecam listę moich postów - szkiców, sirjusli, WSZYSTKIE są na temat i na pierwszy rzut oka wyglądają tak... dobrze).
Jak to się stało, że straciłam cały animusz i rozpadłam się w drobne kawałeczki ze wzruszenia (i trochę niedowierzania)? Zyskałam nowego obserwatora! Siema! Zupełnie nie mam pojęcia co Was wszystkich tu trzyma i przyciąga, niemniej jest mi ogromnie miło♥

A tak na marginesie, słyszeliście o konkursie na neon warszawski? Sprawa wygląda tak, że w naszej pięknej stolicy powstało jakiś czas temu Muzeum Neonu. Inicjatywa, według mnie jak najbardziej słuszna, powstała by przypomnieć miastu o powoli zapominanej już sztuce, jaką było tworzenie neonów, Muzeum ogłosiło konkurs na nowy neon dla Warszawy, który miałby stać się jej symbolem. Oczywiście zgłoszeń były milijony, jednak do finału dostała się tylko piątka. Co wygrało? Słoiki. Przyznam, że dopóki nie wyśmiała mnie moja przyjaciółka, kompletnie nie wiedziałam o co chodzi. Teraz już wiem, ale nadal nie do końca rozumiem. Neon miał być symbolem Warszawy, więc czy jej symbolem może być coś co rozumiane jest tylko i wyłącznie przez mieszkańców? Chyba nie do końca o to chodzi. Ciekawa jest za to dyskusja (delikatnie rzecz ujmując) która rozgorzała w sieci. Warszawiacy "prawdziwi" vs. "nieprawdziwi". Ci z dziada pradziada przeciwko przyjezdnym, tym z małych miast. Nienawiść wypływająca zewsząd jest odrobinę przerażająca. Ciekawi mnie bardzo jak sprawa się rozwinie. Pewnie nijak, choć fajnie byłoby pewnego dnia poczuć się w stolicy jak w domu, bo na razie to średnio bywa...
Swoją opinią o słoikach możecie się podzielić, powiem nawet więcej, ucieszę się niezmiernie!

przygarnęłabym♥

20130513

the golden age is (SO NOT) over

W sumie miałam nie pisać i wyjść z założenia, że zdarzenia minionego weekendu to jakaś obca galaktyka w bezczasie... No ale skoro miałam ogromne zaległości w blogosferze (kto by pomyślał, że tacy się wszyscy aktywni nagle zrobią!) i spędziłam na bloggerze już tyle czasu...

Plan był taki, że wyjeżdżam w sobotę rano do domu, a w niedzielę jem rodzinny obiad (osiemnastka siostry, po prostu dzikie party hard z rodziną) i od razu pakuję się w pociąg. I plan ten zacny obowiązywał aż do 17.15 w sobotę. Bo wtedy resztki mojej spontaniczności krzyknęły: Jedziemy na Free Forma. I tak oto, dwie godziny później byłam gdzieś pod Łodzią w samochodzie mojej przyjaciółki i pędziłyśmy ile fabryka dała do Warszawy. Z całej tej spontaniczności wyszedł wyjazd bez biletu (jeszcze raz dziękuję światu za to, że ludzie postanowili nie przyjść i nie wykupić wszystkich ♥) a później kluczenie po Pradze (polecam, wasza esc.) i jeden z najlepszych koncertów na jakim kiedykolwiek byłam.
Pomimo tego, że główną gwiazdą wieczoru była Azealia Banks (a oto ona), jak dla mnie nie zachwyciła. Fakt, wokalnie i wizualnie było spoko, w ogóle było bardzo spoko, udało mi się potańczyć, pośpiewać parę refrenów, ale czy koncert trwający 45 minut (jak do tej pory nie wydała płyty, więc w sumie tak krótki koncert powinien być zrozumiały) mnie zaspokoił? Nie. Wyszłam bez poczucia niedosytu, a to niedobrze.
Przejdźmy jednak do wspominanego koncertu życia (dobrze, że średnio co pół roku taki przeżywam, a w wakacje to potrafię nawet kilka w ciągu 4 dni. pogratulować, bez kitu). Właściwie to pojechałam na FFF żeby zobaczyć Woodkida, nikogo więcej. To taki pan, który zaczął od kręcenia teledysków (na przykład takich) (tak, specjalnie go wybrałam) aż pewnego dnia postanowił spróbować swoich sił w muzyce. I dobrze zrobił (takie to smutne klimaty). A jak koncert? Nie ma nic lepszego niż poczucie, że entuzjazm który masz w sobie podziela nie tylko tłum dookoła ciebie, ale także artysta. W życiu nie pomyślałabym, że na koncercie Woodkida będę skakać razem z tłumem. Więcej, nie pomyślałabym że artysta z radości wskoczy na plecy koledze z zespołu i w ten sposób poskaczą razem. (Bo o cudności wykonania wszystkich piosenek, to po co ja będę pisać)
No i te dęciaki (MRRRR... :D)

A teraz powinnam zabrać się ostro do pracy i te rzeczy. HAHAHAHAHAHAHAHA!



20130509

rekordowa infografika


Dziś post nawołujący do działania. Aktualny będzie jeszcze tylko parę godzin, ale uważam że warto.
Otóż dziś od 9 rano pewien Pan (Wizualny) próbuje pobić rekord stworzenia najdłuższej infografiki ever. <a oto ona>  Jeżeli chcecie pomóc w biciu rekordu, wchodzicie <tu>  i dzielicie się z Twórcą jakąś ciekawostką, on ją rysuje i zamieszcza na stronie.
Pomóżmy mu, jest z Gdańska!

i moja mała dołożona cegiełka^^

tak, jecie robaki.


20130507

hell-o!


Jak to mówią, rozpierdol jak w ulu. I zapierdol też. I z tej oto pięknej okazji postanowiłam coś napisać! Hurra! (Nie żebym właśnie powinna wkładać buciki i biec w te pędy na działkę, gdzie projektować będę cudowny park...)
A piszę, bo najpierw na Pudlu (tak, czytam Pudla, jeżu, wydało się), a później u PannyDarcysi przeczytałam o słynnym już na całą Polskę gdańskim księdzu i jego wątpliwej miłości do Hello Kitty. <o, tu możecie sobie też poczytać>
Początkowo swoją reakcję ograniczyłam do podniesienia lewej brwi i machnięcia ręką. Sprawy kościoła interesują mnie mało, dobra, w ogóle mnie nie interesują, a tego typu rewelacje wypływają za często, żeby na kimkolwiek robiły wrażenie. Ale. Właśnie, zawsze pojawia się jakieś "ale".
Tak zwany "wow factor" pojawił się, gdy sprawdziłam lokalizację wspomnianego kościoła. Słynna parafia i słynny ksiądz to MOJA parafia. Wybierając mieszkanie nie miałam pojęcia, że aż tak dobrze można trafić!
Wycieczek jeszcze nie organizuję, ale gdyby ktoś był chętny to przemyślę sprawę.
(A nie, jednak nie wkładam bucików, mogę spokojnie celebrować fakt, że zaraz pęknie mi głowa)


A tak zupełnie poza tematem. Jak bardzo kocham Daft Punk, a Pharrella jeszcze bardziej, to to jest DUŻO LEPSZE. Koleś wymiata. No poza tym, zaginiony czwarty członek Kampu, bez kitu, ♥.


20130502

we won't be sleepin'


W prawdzie moje 22 urodziny dopiero nadejdą (wtedy też Wam nie odpuszczę), ale dziś cały dzień spędziłam z przeuroczą fizyką budowli, patrząc na przeurocze chmury, więc mi wolno. A co. Pozbywam się resztek mózgu i zaczynam pląsać po pokoju ^^



Po prostu guilty pleasure. I, wbrew tytułowi, zamierzam iść spać i zamierzam robić to nieprzyzwoicie długo!

nie, NIE jestem podobna!

Okej, ze mną naprawdę nie jest dobrze...