20130625

i want to do whatever common people do


Dzisiejsze W tonacji Trójki - nagrania koncertowe. I mimo tego, że koncertów trochę przeżyłam (na tyle dużo, że bez cienia zawahania popatrzyłam z pełną pogardą na kolesia, który na Muszym koncercie poddał w wątpliwość moje koncertowe doświadczenie, tylko dlatego, że pogować nie chciałam. Kolego wybacz, jedno spotkanie z tobą sprawiłoby że nie miałabym już żadnych kości), to własnie o tym koncercie od razu pomyślałam.

Sprawdziłam, kiedy ta piosenka wyszła jako singiel, miałam niecałe cztery lata. Szesnaście lat później zabrzmiała tak, jakby była stworzona tylko i wyłącznie dla tego konkretnego występu. Specjalnie dla nas, specjalnie dla Gdyni, specjalnie dla deszczu który lał tego dnia w sposób niemożliwy. Dla Cockera który mókł razem z nami, dla dziesiątek tysięcy tańczących ludzi. Wszyscy byliśmy mokrzy i w tej mokrości szczęśliwi jak nigdy wcześniej.

Dziś też pada, zalało pół Gdańska, panuje ogólna histeria, a ja próbuję się uczyć na jutrzejszy egzamin, owiany sławą najcięższego na całych studiach. Zobaczymy. Miewam wprost obrzydliwe przypływy farta, które sprawiają, że w sesji zimowej zdaję wspomniany wyżej hapol zupełnie się do niego nie przygotowując. Może więc i tym razem się uda. Moja psychika jest zbyt zmęczona i zniszczona, żebym w ogóle mogła przejmować się tak błahymi sprawami jak egzaminy.

Za tydzień o tej porze powinnam być już w Gdyni osobiście, na razie jest tam tylko moja głowa.



20130617

dzień dobry



na rozstaju dróg


Atak paniki. Konkretny. Melisa z dwóch torebek na kubek, powstrzymywałam się żeby nie dorzucić jeszcze ze trzech. 
Zawsze jest tak samo. Zawsze. Cały semestr, tydzień w tydzień przygotowujemy się, konsultujemy, dostajemy oceny, poprawiamy i od nowa. Przedmiot pochłaniający najwięcej mojego czasu i energii. Przedmiot, którego nie cierpię i nie rozumiem. 
Nie wiem co ja tutaj robię. 

I tak sobie siedzę w nocy i ciszy i myślę, że nieoczekiwany obrót wydarzeń i miasto którego nienawidzę, mogą okazać się zbawienną alternatywą. Nieoczywiste połączenia dają najlepsze efekty. Nawet jeśli miałyby to być tylko dwa tygodnie, z których większość spędziłabym w ciasnym biurze i przed komputerem.
Nowe miejsce zawsze oznacza kilometry ulic, których nie miałam jeszcze okazji przejść, nowe zakamary do których trzeba wetknąć nos i aparat. Nowe twarze. Nowe linie tramwajowe. Nowe dźwięki i nowy zapach miasta. Prawie wszystkie z najbardziej ekscytujących rzeczy w życiu.
Problem jest jedynie taki, że to nie do końca mój wybór. Ja skoczyłabym w ciemno, często tak robię, jakoś jeszcze nie zdarzyło mi się żałować za bardzo. Znowu okaże się, czy obietnica w tym dziwnym dorosłym świecie, jest cokolwiek warta.

Taki to mały myślotok. Komputer powoli przestaje dawać radę i tnie się niemiłosiernie. No przecież tak się nie da pracować. Do 7.00 jeszcze kilka godzin, a ja już czuję, że zdążyć będzie problem.





Tak bardzo nie chcę lata w Gdańsku.


20130613

doczekane!






Ahh, ahh i nawet jest "moje" Palladium! 

W tym momencie usilnie próbuję znaleźć post w którym napisałam coś w stylu "aaśśnaaeeebaaaaam, ale potem był Kamp! i przeżycie życia jak zwykle", ale chyba wyśniłam to sobie, ewentualnie jak zwykle w przepastnych archiwach bloggera mam jedynie szkic tego postu. A nadrabiając (czy też nie, bo może jestem ślepa, okej przecież ja serio jestem ślepa) i tłumacząc jak to się stało że nagle ahh ahh i nagle moje, to był taki weekend w tym roku kiedy pojechałam do Warszawki, żeby sobie pokicać w rytm naszego dobra narodowego. Ah, ah i to było w Palladium własnie i było tak wspaniale (jak zwykle z resztą, może żeby nie musieć nadrabiać następnym razem powiem jeszcze, że w miniony weekend w Gdyni też dali radę, choć okoliczności nie sprzyjały - miejski iwent i koncert o 19.30 to nie jest do końca ten klimat). No. Więc teraz będę się wgapiać i kit, że powinnam uczyć się o drzewach (mój ulubiony cytat z wykładów: Stosunek do drzew jest wyrazem kultury i poziomu cywilizacyjnego społeczeństwa) i reszcie krajobrazu. Nie szkodzi. Jakaś nauka czy coś nie może mnie odciągać od moich psychofańskich zapędów, co to to nie!

20130603

coffee and coffee and coffee


Siedząc po uszy w beznadziei (TO mam narysować, właśnie to, cegła po cegle, szkiełko po szkiełku, a to tylko jednak z miliarda rzeczy, które mam oddać w ciągu najbliższych dwóch tygodni [*]) i zastanawiając się nad sensem życia, własnie dotarło do mojej wielkiej głowy że za równo miesiąc (z dokładnością do minuty) będę przeżywała jeden z koncertów życia. Kwestia tylko czy w ogóle dożyję i wytrzymam tempo najbliższego miesiąca. Ale przynajmniej mam po co przeżyć :D




Spotkam się z kimś z Was?

20130602

first fires





Jakie to ładne. 
Ja, duże dziecko, pragnę złożyć Wam odrobinę spóźnione życzenia z okazji Naszego święta. Wszystkim, bo odrobinę dziecka zawsze warto zachować gdzieś w sobie.