20130617

na rozstaju dróg


Atak paniki. Konkretny. Melisa z dwóch torebek na kubek, powstrzymywałam się żeby nie dorzucić jeszcze ze trzech. 
Zawsze jest tak samo. Zawsze. Cały semestr, tydzień w tydzień przygotowujemy się, konsultujemy, dostajemy oceny, poprawiamy i od nowa. Przedmiot pochłaniający najwięcej mojego czasu i energii. Przedmiot, którego nie cierpię i nie rozumiem. 
Nie wiem co ja tutaj robię. 

I tak sobie siedzę w nocy i ciszy i myślę, że nieoczekiwany obrót wydarzeń i miasto którego nienawidzę, mogą okazać się zbawienną alternatywą. Nieoczywiste połączenia dają najlepsze efekty. Nawet jeśli miałyby to być tylko dwa tygodnie, z których większość spędziłabym w ciasnym biurze i przed komputerem.
Nowe miejsce zawsze oznacza kilometry ulic, których nie miałam jeszcze okazji przejść, nowe zakamary do których trzeba wetknąć nos i aparat. Nowe twarze. Nowe linie tramwajowe. Nowe dźwięki i nowy zapach miasta. Prawie wszystkie z najbardziej ekscytujących rzeczy w życiu.
Problem jest jedynie taki, że to nie do końca mój wybór. Ja skoczyłabym w ciemno, często tak robię, jakoś jeszcze nie zdarzyło mi się żałować za bardzo. Znowu okaże się, czy obietnica w tym dziwnym dorosłym świecie, jest cokolwiek warta.

Taki to mały myślotok. Komputer powoli przestaje dawać radę i tnie się niemiłosiernie. No przecież tak się nie da pracować. Do 7.00 jeszcze kilka godzin, a ja już czuję, że zdążyć będzie problem.





Tak bardzo nie chcę lata w Gdańsku.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za wszystkie komentarze, każdy kolejny cieszy mnie niezmiernie! Z tej niepohamowanej radości staram się na wszystkie odpowiadać :)