20130915

witaj nieznajomy

Nie jestem zbyt towarzyska i dużo czasu spędzam sama (choć gdyby geografia mi na to pozwalała, zdecydowanie więcej i częściej widywałabym się ze znajomymi) i nie mogę powiedzieć, że jakoś specjalnie mnie to uwiera. Fakt, czasem przychodzą momenty totalnego załamania i poczucia samotności, ale czy wszyscy czasem nie potrzebujemy trochę popłakać? Większość dnia spędzam w anonimowym tłumie, gdzie bezkarnie mogę gapić się na ludzi i wymyślać życie, które pasowałoby do ich wyglądu. To dość paskudny zwyczaj, ale lubię też oceniać to co robią i jak wyglądają. Zazwyczaj najbardziej obrywa się matkom z małymi dziećmi. Chyba tylko raz udało mi się spotkać kobietę, która nie dość, że świetnie wyglądała, to jeszcze patrzyła z wielką miłością na synka, który spał na jej kolanach. Później wysiedli z autobusu i już nigdy więcej nasze ścieżki się nie przecięły.
Staram się nie przywiązywać.
Ale potem przychodzi taki moment jak dziś, w niedzielę, kiedy po tygodniowym pobycie w pokoju postanawiam przerwać naukę i wyjść w końcu na dwór, bo makaron się skończył i na śniadanie też nic nie ma. I pomimo tego, że z moimi współlokatorami mieszkam tylko przez chwilę (bo czym jest rok wobec całego życia, no czym), to i tak robi mi się odrobinę przykro gdy wychodzę i nikt jakoś nie jest tym przejęty. Na dobrą sprawę mogłabym zniknąć, wyjechać na tydzień na drugi koniec świata i nikt by nawet nie zauważył. 
Bo czasem współlokatorzy potrafią zaistnieć dopiero kiedy ich nie ma, a w lodówce zaczyna się psuć pierś drobiowa, którą nieopatrzenie w niej zostawili. True story. 


A to jest bardzo ładna piosenka z bardzo tandetnym teledyskiem. Dlatego oszczędzę go i Wam i sobie. Dziś Dawid gra i śpiewa w Trójce (do odsłuchania w radiu i do zobaczenia na ich stronie internetowej), polecam, bo już raz się przekonałam, że warto go posłuchać. (Tak, to ten koncert na openerze, o którym już pisałam, linkowałam go miliard razy, ale gdyby ktoś był naprawdę ciekawy i chciał przeczytać jeszcze raz, to on jest TU).


5 komentarzy:

  1. To bardzo smutne, co napisałaś.
    Jak to się stało, że jesteś samotna i nie nawiązałaś kontaktu ze współlokatorami?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jakoś tak smutno wyszło, ale staram się myśleć, że i tak zaraz to wszystko minie. do współlokatorów szczęścia po prostu nie mam, przeprowadzałam się sporo razy, w sumie mieszkałam z jakimiś 30 osobami, kotem i psem, a udało mi się spotkać tylko jedną, naprawdę spoko dziewczynę. no życie. szczęście do spotykania dobrych ludzi w całości wykorzystałam w liceum :)

      Usuń
    2. bosz, jak Tyś to zrobiła, że z tyloma osobami mieszkałaś?! o.O aż mnie zainspirowałaś do napisania posta o moich współlokatorach. :D teraz na szczęście mieszkam z R. i O., bez których już sobie mieszkania nie wyobrażam. a, no i z Kotem, jeżem i dwoma szczurami.

      Usuń
    3. mieszkałam w sumie w pięciu miejscach i wszędzie było dużo ludzi, więc jakoś się uzbierało :D ooo, czekam na posta oczywiście, może się kiedyś doczekam :P

      Usuń
  2. Mała ma szczęście. Chociaż ja i tak wolę moje dzieciństwo w porwanych spodniach i ze znajomymi na podwórku :D
    A.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze, każdy kolejny cieszy mnie niezmiernie! Z tej niepohamowanej radości staram się na wszystkie odpowiadać :)