20131020

jeszcze nie Szwecja

Z tą Szwecją to jest tak, że odezwały się, o ile dobrze pamiętam, cztery osoby, które żądały ode mnie zdjęć. Więc moja pokręcona logika (którą właśnie pewien człowiek wyśmiewa, ale niech on lepiej nie podskakuje za wysoko, bo źle skończy) i przekora, która budzi się we mnie co czas jakiś podpowiada mi, że post na blogu się pojawi, kiedy absolutnie nikt nim nie będzie zainteresowany. (A tak serio to jeżeli ktokolwiek nadal jest, to już prawie napisałam, co napisać chciałam. Choć nie oczekujcie za dużo.)

Dziś byłam na koncercie. A dokładniej na dwóch. 

Po pierwsze chciałabym napisać, że skądkolwiek się wzięła i gdziekolwiek nauczyła tworzyć tak wspaniałą muzykę, Ifi Ude JEST SUPER. Przyznaję, że to nazwisko zobaczyłam pierwszy raz na koncertowych ogłoszeniach umieszczanych na fejsbukowym profilu Żaka i nie mówiło mi absolutnie nic. Dopóki koncert figurował jako "samodzielny" (dopiero po jakimś czasie dodano drugiego artystę), w ogóle nie przyszło mi do głowy, żeby fatygować się do klubu. I, jak pewnie się spodziewaliście, przegrałabym życie, gdybym nie skusiła się i nie poszła. Bo sztuką jest zagranie tak letniego i słonecznego koncertu, kiedy za ścianami klubu panuje nieprzyzwoicie niska temperatura i październik. Nogi same zaczynały pląsać, ręce wybijały rytm, a głowa bujała się z boku na bok. Uwielbiam koncerty, na które przychodzę przez przypadek, a w trakcie dochodzę do wniosku, że wieczór nie byłby taki sam bez tego uroczego nowego odkrycia. Ifi ma niesamowity głos i talent do tworzenia chwytliwych piosenek, możecie mi wierzyć. A przy okazji ma niezwykle utalentowaną siostrę, która stworzyła dla niej przecudowny strój. 

Po drugie - główny powód, dla którego opuściłam dziś ciepłe łóżko i wyszłam naprzeciw koszmarnej pogodzie i autobusom jeżdżącym jak chcą. Fismoll. Tym razem wiedziałam czego się spodziewać, w pewnym sensie jedno spotkanie z tym Panem mam już za sobą, nieszczęśliwe, bo nieszczęśliwe, ale jednak, stało się (tak, własnie to, o którym napisałam tyle złego, i który znowu podlinkuję). Tak czy inaczej, postanowiłam dać muzykowi druga szansę. No i oczywiście opłaciło się. Po energetycznych dźwiękach południa (któregokolwiek, byle tylko ciepło tam było) przenieśliśmy się na północ, w krainę intymnych dźwięków, których najlepiej słucha się przytulonym do poduszki. W środku nocy. W ciemnościach. Tak było, bajecznie, magicznie, call it what you want. Oddaję Fismollowi co fismollowe, naprawdę chłopak jest świetny. Poruszył nawet moje, kamiennie i zimne serce, a to czasami naprawdę jest problem, bo jestem wyczulona na wszelkie fałszywe emocje i zagrania pod publikę. Było naprawdę czysto i prosto z serca. Wspaniale. Tylko faktycznie, żarty trochę suche, choć wystudiowana konferansjerka odebrałaby występowi dużo uroku i młodzieńczej lekkości. Jeżeli chcecie posłuchać fismollowej twórczości, polecić mogę jedynie singlowe Let's play birds, resztę utworów słyszałam na koncercie pierwszy raz, więc jestem zorientowana w temacie naprawdę świetnie. Ale jutro dzień nadrabiania tej muzycznej zaległości. 

W kilku słowach, ale chciałam się podzielić moimi małymi doznaniami z internetami. Niestety do tej góry słodyczy muszę dodać trochę nieprzyjemności. Bo tak jak Żaka uwielbiam, tak ekipa techniczna, wyjątkowo niesympatyczna z resztą, sprzątała scenę i zmieniała sprzęt pomiędzy koncertami przez godzinę. Nie wiem dlaczego, ale dla mnie to organizacyjna porażka. Teoretycznie w klubie jest część barowa, jednak kolejka, która wyrosła przed ladą tuż po tym jak Ifi Ude skończyła śpiewać, mogłaby przerazić niejednego zaprawionego w bojach peerelowskiego kolejkowicza. Pozostawało spędzenie godziny siedząc na podłodze w sali koncertowej, z której próbowano nas wyprosić na czas zmiany dekoracji. Bardzo niefajne były też ciągłe migracje ludzi, którzy, z niewiadomych przyczyn, krążyli między salą koncertową a barem, ewentualnie opuszczali koncert. Ja rozumiem, że ktoś mógł być rozczarowany intymnym klimatem muzyki Fismolla, jednak wychodząc NAPRAWDĘ WYPADAŁOBY NIE TRZASKAĆ DRZWIAMI. 

Mimo wszystko Żaka nadal kocham, szczególnie kiedy idę tam w sobotni wieczór w za dużym wełnianym swetrze z nietoperzem (mama mi zrobiła ♥) i we wzorzystych spodniach i nikt nie widzi w tym problemu.




PS W Stodole dziś grali moi Foalsi. Kosmicznie żałuje, że mnie tam nie było. Choć kiedy przeczytałam w relacji, że Yannis (wokalista), który jest znany z podobnych poczynań, wspiął się na balkon, przespacerował po murku - barierce i skoczył w tłum, to czuję się jakbym uszła z życiem przed nieuchronną katastrofą. 

Okej, i tak jest mi ultra szkoda. A to żywe nagranie jest naprawdę przepiękne. 



I teraz jest mi szkoda jeszcze bardziej. Dobranoc

7 komentarzy:

  1. Zazdroszczę wyjazdu do Szwecji, to jeden z moich ulubionych krajów...Choć pewnie nigdy się tam znajdę. Życia kulturalnego tez zazdroszczę, u mnie nuda. Tez przeszłabym się na jakiś koncert...Życzę następnych ciekawych przeżyć, by znów powstały tak ciekawe posty, jak ten!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zawsze tak jest że gdzieś tam trawa jest zawsze zieleńsza. niby mieszkam w sporym mieście, a wyjść na koncert udaje mi się zazwyczaj rzadziej niż raz w miesiącu, bo iść na co nie ma.
      a do Szwecji polecisz, jeśli naprawdę się uprzesz i zaoszczędzisz na nocleg i jedzenie. loty są bardzo tanie :)

      Usuń
  2. Ifi Ude "pochodzi" z jakiegoś programu pseudomuzycznego, chyba z MBTM. :P
    dawaj tę Szwecję!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, dowiedziałam się tuż przed koncertem, że to jakaś telewizyjna gwiazdka. w pewnym sensie było to widać po niej.
      no daję, piszę, nie wiem co czynię! jeszcze trochę

      Usuń
  3. Wiesz, z tymi szalikami żużlowymi to jest tak: jest ich dużo, myślę, że więcej niż np. na meczach piłki nożnej. Tutaj ludzie się tak nie wstydzą, nie ma też czegoś takiego, że tylko najzagorzalsi kibice je mają. W moim mieście na przykład podczas meczów szaliki widać i u 20-latków, i u dzieci (dużo, często widzę, jak naciągają rodziców na kupno) i u starszych ludzi. Pojawiają się i na szyjach, i na nadgarstkach, kiedy kręci się nimi młynki (kiedy robi to dużo ludzi, to jest wrażenie!). Ja swojej szalowej manii chyba prędko nie porzucę:) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Właśnie słucham FIsmolla :D w Krakowie gra dopiero 20 listopada i wtedy się na niego wybieram

    i napisz o tej Szwecji :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. po koncercie mogę z pełną odpowiedzialnością powiedzieć - IDŹ. a pisać własnie kończę

      Usuń

Dziękuję za wszystkie komentarze, każdy kolejny cieszy mnie niezmiernie! Z tej niepohamowanej radości staram się na wszystkie odpowiadać :)