20131106

co ja mierzę?!

Próbuję właśnie zwalczyć wymiarowanie w budynku, który projektuję. Teoretycznie prosta sprawa - zaznaczam punkty, pomiędzy którymi chcę wstawić wymiar, zmieniam właściwości, tak by tekst był większy, a linie wymiarowe były zgodne z wymogami. Jednak jest w tym wszystkim straszny chaos, bo tak naprawdę nie mam pojęcia co wymiarować powinnam, a czego nie muszę. 

Do pewnego momentu byłam bardzo dumna z mojego projektu dyplomowego. Przełamałam własną rutynę i zrezygnowałam z wielu kątów prostych. A później, w dość niemiłych słowach, dowiedziałam się, że kąty proste być muszą. W dużym skrócie. Teraz mój projekt obdarty jest z moich idei i pomysłów. Jest projektem, ale nie jest już mój

Projektowanie w moim przypadku to bardziej radosna twórczość i robienie wszystkiego na czuja, niż przemyślane działanie. Ale nie myślcie, że wszystko pozostawiam woli przypadku - wymyślam i tworzę dużo, wydaje mi się że nawet świadomie, jednak wraz z każdą kolejną konsultacją z prowadzącym, czy nawet przy zwykłej rozmowie przekonuję się, jak wiele jeszcze nie wiem i jak naiwne jest to moje projektowanie. Więc często wychodzi tak, że machnę i zobaczymy co będzie. Zbiorę potężną krytykę, ale może czegoś się jednak nauczę. Paradoksalnie lepiej zrobić wszystko źle (oczywiście zanim projekt zostanie ostatecznie oddany), niż nie popełnić żadnego błędu - za wszystkie wady dostaniemy solidny opieprz, za to wszystko co dobre zostanie przemilczane. A szkoda, bo takie wypunktowanie też mogłoby się przydać. Ale widocznie wtedy byłoby zbyt łatwo.

Na tym podobno polega studiowanie - wiedzy nie dostajemy wprost, podanej w notatkach dyktowanych przez panią/pana nauczyciela. Trzeba na własną rękę dotrzeć do magicznego źródła wiedzy i czerpać. Ale co wtedy gdy, tak jak w architekturze, wszystko na studiach jest dla nas nowe, owszem, istnieje mnóstwo mądrych książek, więc rady możemy uzyskać nawet od największych tego świata, jednak uważam, że instytucji mentora jest w tym wypadku nie do przecenienia. Tak jak każdy wannabe-rzemieślnik miał swojego mistrza, pod którego okiem rozwijał swoje umiejętności, tak i początkujący architekt powinien najpierw rozwijać się pod okiem kogoś doświadczonego. Nie wszystko można wyczytać w książkach, nawet w tych najmądrzejszych.

Ostatnimi czasy czytam coraz więcej o architekturze. Nie wiem czemu zaczęłam dopiero teraz, ale podobno lepiej później niż wcale. I wiecie co? Z każdą książką coraz bardziej dociera do mnie, jak bardzo moje idee, te które zaprowadziły mnie na takie a nie inne studia, są prawdziwe, ale jednocześnie prowadzące donikąd. Nasz kraj to architektoniczny chaos, a świat woli architekturę, która będzie bardziej pomnikiem i punktem przyciągającym turystów, niż użytecznym "obudowaniem" ludzkiego życia. Bo to człowiek powinien być ważniejszy, niż kupa żelbetu. Nawet obudowanego najdroższym szkłem i blachą cortenową. Ale to już temat na dłuższą rozkminę architektoniczno-etyczną.

Jestem taka naiwna.


Melancholia. Rebeka jest prawie jak Kamp i pasuje do tych samych piosenek, w kółko. I ich też zobaczę jutro.



edit, 5:35
półtorej godziny temu miałam iść spać. no no, powodzenia. daję sobie jeszcze dwie i pół. trzymajcie za mnie kciuki. aha, no i mam hasło mojego życia: Jeśli myślisz, że jesteś niewyspany to znaczy, że zaczynasz się nad sobą litować. panie Murakami, ja pana proszę...

2 komentarze:

  1. To, co piszesz o kątach itp., to dla mnie czarna magia, ale wiem, jak to jest, kiedy wykładowca zabija w studencie chęć zdobywania wiedzy, np. torpedujac jego działania. U nas tak było notorycznie...Podczas moich studiów zabrakło mi naukowej uniwersyteckiej atmosfery, dyskusji itp. Wszystko mieliśmy podane do zeszytu, tylko nauczyć się na pamięć i potem na egzaminie zdać. Porażka. Nie zazdroszczę Ci tego, co przeżywasz, ale wierze, ze pokonasz trudności. Czasami trzeba się poddać, choć projekt czy inna rzecz jest wtedy bardziej "pod publikę" niż nasza...Trzymaj się, pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mam wrażenie, że u nas ciężko jest znaleźć studia, które będą naprawdę inspirować i pobudzać do działania. no nic, trzeba jakoś przeżyć

      Usuń

Dziękuję za wszystkie komentarze, każdy kolejny cieszy mnie niezmiernie! Z tej niepohamowanej radości staram się na wszystkie odpowiadać :)