20131101

i'm in

Prawdopodobnie padło mi na głowę. W żaden inny sposób wytłumaczyć nie mogę tego, czego się właśnie podjęłam. A podjęłam się codziennego pisania postów na moim pięknym blogu bez nagłówka. O Wyzwaniu Paranoi, a raczej Wyzwaniu Kominka, które na moje potrzeby zostało przemianowane, poczytać można na Crux Interpretum, dlatego ja zbytnio rozwodzić się nie będę.

Na dobry początek trochę słodyczy wylanej na moje serce. W sumie sprawa sprzed jakiś trzydziestu godzin, więc straszny staroć, no ale okej.

Nie wiem czy kiedykolwiek słyszeliście o Mercury Prize. Jeżeli nie, spieszę z wyjaśnieniem. Otóż jest to nagroda przyznawana przez Brytyjski przemysł fonograficzny, jako alternatywa dla skomercjalizowanych Brit Awards. Tyle dowiecie się zaglądając na Wikipedię. Dowiecie się też, że nagroda jest przyznawana od 1992 roku i że tylko jednej Brytyjce udało się zgarnąć nagrodę dwukrotnie. Ale nie o niej dzisiaj.
Jakieś trzydzieści godzin temu nagroda została przyznana po raz dwudziesty drugi i, ku zdziwieniu całego świata, odebrał ją James Blake.
Tak, ja też mocno się zdziwiłam. Ten rok obfitował w dobre i bardzo oczekiwane wydawnictwa. Na liście nominowanych znaleźli się bowiem debiutanci (jako chociażby Disclosure), uznane muzyczne marki (Arktyczne Małpy, Foalsi), ale i... David Bowie. Patrząc na zestawienie wszystkich artystów, osobiście dostawałam lekkiego zawrotu głowy, bo znalazło się na niej co najmniej kilka albumów, którym sama przyznałabym nagrodę. Gdybym mogła szarpnąć się na coś więcej niż medal z ziemniaka, oczywiście.
Internety jak zwykle są podzielone. Jak jest ze mną?
Nadal jestem w szoku. Nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy, wydawało mi się, że Blejkowa twórczość chwyta za serce dosłownie tylko mnie. [I nie do końca jestem pewna czy to dobrze, czy może chce zrobić mi krzywdę - koncerty to doświadczenia na granicy bólu, a skoro mam pisać codziennie, to i ten temat się tu pojawi.]Ale cieszę się i to bardzo. Należę do grupy, która twierdzi, że nagrody, honory i 20 tysięcy funtów trafiły w dobre ręce. Bo osobiście uważam, że stworzenie muzyki, która jest wciągająca i hipnotyzująca, mocna i obezwładniająca, a jednocześnie tak bardzo krucha i delikatna, jest pewnego rodzaju wyczynem.



No i ten jego uśmiech ;)



PS Czytając jeszcze więcej komentarzy pod, chociażby, nagraniami z konferencji prasowej Blejka, dochodzę do wniosku, że świat to chyba jest ślepy. Albo ludzie wysnuwają opinię o człowieku tylko i wyłącznie na podstawie pokręconych teledysków. Serio, to jeden z bardziej uśmiechniętych muzyków i naprawdę umie mówić. I mówi całkiem sporo. Warto chodzić na koncerty, nawet tylko po to, żeby dowiadywać się takich rzeczy. Polecam, Esc.

4 komentarze:

  1. nie znam człowieka, ale przyszłam Ci skomentować na dobry początek wyzwania. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieeeeeeęki :D
      Blake to chyba jeden z tych artystów, których nie pokochasz. W sumie chciałabym kiedyś pomylić się z tym osądem

      Usuń
  2. Nie znam, włączyć głosu nie mogę chwilowo, ale że nie miałam odwagi podjąć się wyzwania z bloga paranoJa to zamierzam chociaż duchowo uczestników powspierać. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za wsparcie <3, przyda się, na pewno.
      A co do piosenki, to jeśli lubisz wczutą elektronikę, to polecam :)

      Usuń

Dziękuję za wszystkie komentarze, każdy kolejny cieszy mnie niezmiernie! Z tej niepohamowanej radości staram się na wszystkie odpowiadać :)