20131128

jak zrobić dyplom i nie zwariować?

Ostatnio moje myśli krążą tylko i wyłącznie wokół jednego tematu. Od października słowo DYPLOM odmieniam przez wszystkie przypadki i tak naprawdę podporządkowuję mu całe życie. Dzień w dzień widzę ten sam projekt, ciągle coś poprawiam, zmieniam albo wymyślam od nowa. Wykreślam z kilometrowych list "do zrobienia" kolejne pozycje, a kiedy uda mi się jakąś skończyć, zaczynam robić nową. I znowu zaczyna się wykreślanie. Idzie oszaleć, no nie?

Jednak ja o dziwo nie oszalałam (a przynajmniej wariactwo mi się nie pogłębiło) i nadal jestem w stanie myśleć trzeźwo. Czasem w prawdzie przydarzy mi się wpaść w histerię i zbesztać wszystkich znajomych i rodzinę, którzy akurat wejdą mi w drogę, ale to się zdarza przecież wszystkim. Generalnie staram się trzymać fason i idzie mi całkiem nieźle.

Jeszcze jakieś dwie godziny temu chciałam napisać notkę o tym, co robię żeby trzymać się w pionie. Miało być kilka punktów, dużo snu, sporo małych przyjemności, tworzenie list i dbanie o cerę. Ale...
Tak naprawdę wszystko to można wyczytać właściwie wszędzie. Dużo pracujesz - wyśpij się, bez snu Twój mózg nie będzie działał prawidłowo. Małe przyjemności umilają życie, a wypad na miast od czasu do czasu pozwala złapać konieczny dystans do życia.

Ja w tym miesiącu przekonałam się, że warto mieć małą codzienną odskocznię. Taką, która zmusza mnie myśleć przez przynajmniej chwilę o czymś innym niż studia. Sprawia, że zaczynam widzieć i czuć nie tylko dość abstrakcyjne linie i płaszczyzny, ale też otaczające mnie słowa i historie. Jeszcze dużo nauki i ćwiczeń przede mną, ale już wiem, że lubię pisanie. Lubię je tak po prostu, bo sprawia radość i jest małym codziennym wyzwaniem. Zauważyłam, że idąc na uczelnię, jadąc tramwajem, czy zwyczajnie spacerując nie zamykam się już w swoim świecie, nie zagłuszam otaczającej mnie rzeczywistości muzyką płynącą ze słuchawek. Otworzyłam się i przyglądam się światu, a później o tym piszę. W prawdzie większość tej pisaniny ginie gdzieś w Wersjach roboczych, jednak przecież nie tylko o publikowanie w tym wszystkim chodzi. Znalazłam coś mojego, co utrzymuje mnie w pionie i pozwala zachować zdrową równowagę.

Fajnie mieć bloga, taki jest wniosek na dziś.


Na marginesie dziękuję też za wszystkie odpowiedzi i życiowe ciekawostki, którymi podzieliliście się w ramach poprzedniego posta. Nie oczekiwałam takiego odzewu i strasznie mi z tym wszystkim fajnie :)
Dzięki!

2 komentarze:

  1. Pasja, pasja, jeszcze raz pasja. Nic dodać, nic ująć, pasja ratuje życie. : )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. racja. miło było odkryć swoją całkiem przypadkiem :)

      Usuń

Dziękuję za wszystkie komentarze, każdy kolejny cieszy mnie niezmiernie! Z tej niepohamowanej radości staram się na wszystkie odpowiadać :)