20131104

pociąg, znowu

2013-11-04
09:55

Podróże pociągiem są takie fascynujące. Przedział sześcioosobowy, cała nasza piątka karnie siedzi na swoich miejscach i czeka. Trójka młodych ze słuchawkami na uszach i dwoje starszych. Pan wygląda na zrelaksowanego, ot znowu jedzie pociągiem i nie ma w tym nic dziwnego. Na kolanach ma przeczytaną już pewnie kilka razy gazetę, teraz już tylko patrzy tępo na jej pierwszą stronę. Szpalta retorycznie pyta "czy to ma jeszcze sens?". A diabli wiedzą. 

Przejdźmy do Pani. Na pierwszy rzut oka to całkiem dziarska kobieta. Ściągnięte usta i przymrużone oczy, włosy w kolorze nie występującym w przyrodzie. Sweter i etola pod kolor fryzury. Zdecydowana babka, pewnie twardą ręką trzymała dzieci. Ale wnuki pewnie rozpieszcza. Bo całkiem niezapowiedziana odzywa się w niej lękliwa kobieca natura. Musi rzadko jeździć pociągami, bo jest wyjątkowo zdenerwowana małym opóźnieniem pociągu i przesiadką w Toruniu. Miejsce 95 zarezerwowane jest dziś dla nerwowych.

Młodzi. Rozpiera nas energia, pomysły, usta nam się nie zamykają, śmiejemy się i cieszymy każdą ulotną chwilą. Mama zawsze twierdzi, że teraz to zleci i ani się obejrzę, a stanę w kolejce po głodową emeryturę. Więc chwytamy życie za nogi. W sensie... Każdy wcisnął słuchawki jak najgłębiej w uszy i patrzy w mały, niepewnie świecący ekran swojego telefonu. Introwertycy i indywidualiści XXI wieku.

Wszyscy wysiedli w Toruniu.

Dosiadł się jeden. Pan po czterdziestce, torba nie za duża, czerwona. Wysoki, znaków szczególnych brak. Trochę jakby niewyspany. Nie interesuje się porzuconą w przedziale Wyborczą, dzwoni. Ciekawe po co jedzie do Bydgoszczy.

Nie lubię jeździć w dwójkę. Jest wtedy zbyt kameralnie i odnoszę wrażenie, że w powietrzu wisi jakieś nieopisywalne napięcie. Jeżeli jesteście tylko we dwójkę, to istnieją perfekcyjne wprost warunki do rozmowy. Czuję, że powinnam zagadać i wyciągnąć historię tego człowieka. Większość odpowiednio zapytanych ludzi chce się podzielić życiem z nieznajomymi. Mają potrzebę tego, żeby obcy współczuli im w gorszych momentach, ewentualnie żeby zazdrościli pięknego życia. Tacy z nich mali emocjonalni ekshibicjoniści. Z nas.

Pozamiatane. Mała, biała empetrójka Creative rozwiązała mój problem. Nie pomyślałabym, że za coś kiedyś będę wdzięczna zespołowi Enej. Teraz to ich piosenka sprawia, że noga mojego współpasażera lekko tupie, a ręka wybija rytm o kolano.

Po drodze stajemy gdzieś w polu, za opóźnienie serdecznie przepraszamy.

Solec Kujawski. Nigdy tu nie byłam. Nowiuteńkie tory, wulkanizacja, kostka polska i Netto. Za garażami spory cmentarz, niezliczone ilości chryzantem widać nawet z pociągu. Kręci się przy nich kilka osób. Domek na drzewie. I koniec miasta.

Prawie półtorej godziny i jedną kawę później nadal jestem w Bydgoszczy. Na starej żółtej ławce czekam na opóźniony pociąg. Razem ze mną jedzący kanapkę posiadacz czarnych butów, ciemnych dżinsów i białych skarpetek oraz non stop dzwoniąca wielbicielka szarości. Czekamy. Zrobiłam już kilka bezsensownych zdjęć, popodziwiałam attykę kryjącą instalacje na dachu budynku pesy, zdążyły zamarznąć mi ręce. Białe skarpetki odeszły w nieznanym mi kierunku. Teoretycznie jeszcze 15 minut, jednak "opóźnienie może ulec zmianie".

Te opóźnienia są chyba celowe. Poczekałam na pociąg pół godziny na peronie i to wystarczyło, żebym pokochała skład, którym jadę. Miłość od pierwszego wejrzenia, od chwili kiedy zobaczyłam lokomotywę wyłaniającą się zza zakrętu. Jeżeli każdy wsiadający zapałał tym samym uczuciem co ja - mieliśmy naprawdę nie małą kumulację szczęścia. Znowu jadę. 

Mijamy coraz więcej coraz mniej znaczących mieścin w wsi. Rozpędzamy się razem z piosenką odtwarzaną przez mojego ipoda. Kwintesencja jesieni. Siedzę w ciepłym miejscu, słucham muzyki pełnej emocji, a za oknem przesuwają się drzewa bez liści, szarzejące pola i ostatnie krowy, które korzystają z rosnącej jeszcze trawy. Melancholia. Turner namalowałby piękny obraz.

Tym razem mam wyraźnie znudzonych współpodróżnych. Jedzą, śpią i patrzą bezmyślnie w krajobraz za oknem. Jednocześnie.

Zaczynają mnie nudzić.

Uwielbiam być w podróży. 

W tym tygodniu słuchamy Kampów. W kółko tych samych piosenek.

/ distance of the modern hearts \

2013-11-04
21:55

Minęło dwanaście godzin od momentu, w którym zaczęłam pisać. Zdążyłam przejechać trasę z Wło do Gdańska, przybiec do wynajmowanego pokoju, porzucić bagaż, pobiec na uczelnię i przeżyć wykłady. Dwanaście godzin później siedzę w łóżku, którego z dnia na dzień nie lubię coraz bardziej, a mój żołądek ciągle nie chce zapomnieć o kawie wypitej w Bydgoszczy. 

Chciałabym zacząć ten weekend od nowa.

4 komentarze:

  1. W tym tygodniu... jakbyś w poprzednich słuchała czegoś innego. :D a oni teraz chyba jakoś w Toruniu niedługo będą. No i ten... Twój wpis drogi nastroił mnie przed jutrzejszymi siedmioma godzinami w pociągu. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha, akurat wyjątkowo w poprzednim słuchałam kogoś innego :D
      Będą w Toruniu., nawet przez chwilę chciałam jechać, al nie dam rady czasowo. No a w czwartek są w Sopocie <3
      Udanej podróży!

      Usuń
  2. Ech, Toruń...Dawno tam nie byłam, w ogóle bywam zdecydowanie za rzadko, rzadziej niżbym chciała...Dawno też nie jechałam pociągiem. Ostatnio w...maju? Czerwcu? Do Torunia właśnie. Takie podróże to ciekawe przeżycie i dobry moment na odkrycie swojej natury socjologa:) Też wolę podróże w większym gronie, np. jadąc we dwójkę w przedziale rzeczywiście może zrodzić się zbyt wiele napięcia. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w sumie to ja też dawno w Toruniu nie była, zawsze to tylko przejazd. a niby tak blisko

      Usuń

Dziękuję za wszystkie komentarze, każdy kolejny cieszy mnie niezmiernie! Z tej niepohamowanej radości staram się na wszystkie odpowiadać :)