20131123

rok później


Tuż po ukazaniu się płyty, późną jesienią, kiedy wszystko co ciepłe i miłe stało się tak odległe, że aż nierealne, nagle przypomina mi się o tych dwóch najlepszych miesiącach. Nie wszystko stracone, lato pojawia co roku i naprawdę za kilka miesięcy wróci. NAPRAWDĘ. Na razie słuchaj i niech przepełnia cię wiara w to, że kiedyś jeszcze będzie przepięknie i normalnie. Lato, lato, lato.


Ale później przyszło upragnione lato i te piosenki jakoś tak nie brały. Owszem, dla mnie to nadal był soundtrack każdego kolejnego dnia, jednak bardziej z przywiązania do konkretnych dźwięków, niż z głębszej potrzeby. A może w trakcie tych wakacji pełnych nowych bodźców, potrzebowałam czegoś tak dobrze znanego? Bo tak było bezpieczniej.



A teraz znów jest jesień. Znów ślęczę godzinami nad notatkami i projektami modląc się, by czas płynął odrobinę wolniej, bo się nie wyrabiam. Za oknem wiatr, deszcz i szczekające kundle, które starają się udowodnić mi, że wszystko co dobre minęło i teraz to tylko czekać na niechybny koniec świata. I w środku tej koszmarnej apokalipsy wyjmuję z kieszeni ipoda i włączam moją ulubioną płytę. Już pierwsze dźwięki Oaxaci poprawiają mi nastrój. 

Już wiem czym jest ta płyta. Ona nie pachnie latem. Ani tym, które było, ani tym, które dopiero ma nadejść. To płyta - wyobrażenie, która podsuwa mojej wyobraźni obrazki tak piękne, jak te z włoskiego Vogue'a. Owszem, tęsknię. Jednak to tęsknota za nieistniejącym. Za nocami pełnymi miłości, tańca i alkoholu, które nie mają końca i początku. To sen, nie może stać ci się nic złego. 
Zawsze czekamy na wakacyjny urlop z utęsknieniem, oczekując nie wiadomo czego, gwiazdki z nieba, księcia na białym rumaku i późniejszego seksu na plaży. W zamian dostajemy dwa tygodnie deszczu w Juracie, podstarzałych podrywaczy na motorach i sex on the beach serwowane w wyszczerbionych szklankach. I tak co roku. Ale czy mimo wszystko kiedykolwiek przestaniemy marzyć? Nie. I o tych marzeniach właśnie jest ta płyta.

Mam wrażenie, że gdyby ukazała się latem, straciłaby sporo. 




A teraz się ogarniam i nie piszę już o nic więcej. Aż do momentu, w którym ukaże się EPka. Spokojnie, mają chłopaki czasem taki zapłon, że może to potrwać długo. NAPRAWDĘ długo. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za wszystkie komentarze, każdy kolejny cieszy mnie niezmiernie! Z tej niepohamowanej radości staram się na wszystkie odpowiadać :)