20131124

spacer niedzielny

Skończył mi się chleb, więc naprawdę musiałam wyjść z mieszkania. Pomimo tego, że zupełnie nie miałam ochoty przebierać się za człowieka. I pomimo tego, że aura była co najmniej nie sprzyjająca. No ale, czego człowiek nie robi z głodu. 

Po chleb wybrałam się dość okrężną drogą. Wysiadłam na Targu Siennym z 315 i przebyłam moją ulubioną szybką trasę spacerową. Przejściem podziemnym pod Okopową, później Długą, do Długiego Targu, pod Bramą Zieloną, w lewo na Długie Pobrzeże, dalej prosto Wartka, w lewo Karpia, Krosienka, Krosna i Rybaki Górne. Mniej więcej 3/4 tej trasy przegadałam z mamą przez telefon, jednak pech chciał, a może szczęście, że przed Rybakami zdążyłam skończyć rozmowę. 

Przed sobą widzę dwóch chłopców i zmieszaną laskę, mniej więcej w moim wieku. Dziewczyna szybko uciekła, młodziaki za bardzo nie wiedziały co mają zrobić. Odwracają się co i rusz, idą trochę niepewnie, trochę się zatrzymują, niby zawracają, ale w końcu jeden rzuca, całkiem szczerze ale pszę pana, ja się pana trochę boję, no! Drugi mrucze pod nosem pomorskie ale beka i już zwiewają co sił w nogach z piłką pod pachą. 

Nie wiem czym byłam omotana, ale nie od razu zauważyłam wspomnianego wcześniej pana. A widok to był dość niecodzienny. Facet zdecydowanie już nie w kwiecie wieku wychylał się z okna sypiącej się powoli kamienicy i krzyczy do ludzi. Trzecie piętro i machanie rąk w zdenerwowaniu. Dopiero kiedy kobieta idąca z naprzeciwka, parę metrów za młodymi, schyla się i podnosi niezidentyfikowane obiekty z jezdni i chodnika cała sytuacja powoli do mnie dociera. 

Oto Wściekła Żona Pana z Trzeciego Piętra postanowiła iść przykładem kilku reklam, które widziała kiedyś w telewizji i wyrzuciła za okno ubrania męża. Mąż nie chcąc pozostać dłużnym, chwycił za czarne kozaczki z eko skórki i też cisnął nimi na ulicę. A niech ludzie zobaczą jakie ładne ci kupiłem, a teraz ty mi tu awanturę urządzasz. A masz babo. A masz chłopie, a więcej pić nie będziesz. A później przypadkowa kobieta niosąca zakupy do domu zbiera te szmaty i wrzuca na klatkę. Bo Państwo z Trzeciego Piętra nie zejdą. 

Jakieś 50 metrów dalej hotel Mercure Hevelius i ąę zagraniczni goście. Naprzeciwko hotelu bar z sushi i jego modne wnętrze. Kolejne 50 metrów i świątynia konsumpcjonizmu, świąteczne ozdoby xxl i modne nastolatki. Naprzeciwko Jehowi z wózkiem pełnym ulotek - superbohaterowie XXI wieku, dziś trzech chciało mnie uratować. 

Proza życia.


2 komentarze:

  1. przynajmniej miałaś rozrywkę. :D ale mnie to zastanawia: nie masz pani jakiegoś sklepu pod blokiem? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie mam, SERIO. okej, mam carfa, ale tamtejsze pieczywo może bez szwanku przeżyć wojnę atomową, więc odrobinę się go jednak boję...

      Usuń

Dziękuję za wszystkie komentarze, każdy kolejny cieszy mnie niezmiernie! Z tej niepohamowanej radości staram się na wszystkie odpowiadać :)