20131130

to już!

Wieczór. Pogoda dość koszmarna, mgła i nisko latające helikoptery. Choć bywało gorzej. 30 listopada, imieniny Andrzeja, Fryderyka i Justyny. W Jemenie i Barbadosie jest dziś Święto Niepodległości, reszta świata może świętować 34 rocznicę wydania The Wall Pink Floydów. Ja znowu dostałam weekendowej depresji, toczę się po pokoju od komputera do wydruków i od wydruków do komputera, próbując zwalczyć ostatnią prostą w wyścigu o pół tytułu inżyniera. Radio śpiewa do mnie wczutym Tomaszowym głosem. Dzień jak co dzień, Proszę Państwa, nic szczególnego.

A na zupełnie poważnie i z innej trochę beczki. Dziś ostatni dzień Wyzwania Kominka, na moje potrzeby nazwanego Wyzwaniem Paranoi. Zabawne, jakie miałam obawy, że nie zdążę, że nie będzie o czym pisać, że zwyczajnie nie będzie mi się chciało. A proszę, udało się, grzecznie publikowałam posty codziennie i nie przeszkodziły mi w tym dwa długie weekendy tego miesiąca, wyjazdy koncertowe, dwie klauzury, doły mniejsze i większe. Wychodzi na to, że jestem człowiekiem zadaniowym - potrzebuję określonego dokładnie celu, do którego mogę sobie dążyć. Przy okazji odkryłam, a może wyrobiłam w sobie upodobanie do pisania, zrobiłam z niego odskocznię od dość monotonnej codzienności. Nauczyłam się paru rzeczy.

Jeżeli chodzi o samego bloga to, o ile dobrze pamiętam, przybyło mu dwóch obserwatorów (hej!) i tam ta da dam, ponad 1100 wejść. W świecie wielkich internetów to jest pewnie jakiś śmiech na sali, ale dla mnie to jakiś totalny kosmos. Naprawdę. Przez całe istnienie tego bloga (czyli jakieś 2,5 roku) było tu raptem 4 razy więcej, więc poruszenie w ostatnim miesiącu nastąpiło niemałe. Może to zabrzmi dość banalnie, ale dziękuję wszystkim tym, którzy przez cały miesiąc zaglądali, komentowali i tym samym mobilizowali mnie do pisania. Dzięki miliard♥

Teraz pozostaje jedno pytanie. Co z tym fantem dalej zrobić? Na razie piszę dalej, jednak bez kolejnego rzucania wyzwań i obiecywania, że codziennie. Jak będzie, zobaczymy, choć już czuję wyrzuty sumienia na myśl, że mogłabym mojego małego bloga porzucić na dłużej niż dobę. Jak ja mogłam żyć publikując 4 posty miesięcznie? NO JAK?!

2 komentarze:

  1. Jestem chyba jednym z tych dwóch szczęśliwców, łohoho, ale zaszczyt kopnął!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzień dobry, gratulacje, witamy, jak miło :D

      Usuń

Dziękuję za wszystkie komentarze, każdy kolejny cieszy mnie niezmiernie! Z tej niepohamowanej radości staram się na wszystkie odpowiadać :)