20131107

wróżę z fusów, tanio

Dziś jest post z automatu, a piszę go z tygodniowym wyprzedzeniem. W takim razie pozwolę sobie nakreślić to jak dzień, o którym piszę, może wyglądać.

Zacznijmy od tego, że najprawdopodobniej wstałam w środę rano, a dziś już czwartek i to jego wieczór. Od momentu kiedy wstałam (w środę) zapewne nie robię nic poza rysowaniem w cadzie i przeklinaniem. Takim, że każdy szewc byłby ze mnie dumny. Pracowałam przez jakieś 30 godzin robiąc przerwy jedynie na posiłki, łazienkę i pranie. I pewnie nadal wszystkiego nie mam. Jeżeli jest 21:00, to 7 godzin temu dotarłam na uczelnię, rzuciłam to co udało mi się zaprojektować i pobiegłam na wykład z betonu architektonicznego. Przesiedziałam tam godzinę skupiając się głównie na tym, żeby nie zasnąć. W końcu beton architektoniczny jest potrzebny, ważny i TO MI SIĘ PRZYDA. Po betonie wróciłam do mojego projektu, dostałam ocenę (strzelam w 4, choć nie zasłużyłam, ale mój promotor nie jest dobrym nauczycielem), odczekałam co swoje w kolejce do konsultacji i usłyszałam, że nooo, że tutaj, że tu pani nie ma, ale dobrze, no, tutaj pani pójdzie do konstruktora, ja nie wiem, ale układ plansz, a dylatacja, ja nie wiem, o koleżanka małżonka dzwoni. Aha, w międzyczasie tak zwanym wypiłam pewnie już ze dwie puszki Coli i kawę. Ale serce nadal mam, studenci architektury są niezniszczalni.

Na uczelni wysiedziałam pewnie do 18. I to z trudem. Pędem wróciłam do mieszkania, zjadłam obiad i przebrałam się w jakieś bardziej fancy ciuchy. Myślę, że zrobiłam też od nowa makijaż, podejrzewam, że moje podkrążone oczy tego naprawdę potrzebowały. Miałam czas do 20. Trochę późno, ale czas na ogarnięcie siebie po nieprzespanej nocy wydłuża się wprost niewyobrażalnie. Mam nadzieję, że w tym czasie nie przysnęłam pod prysznicem, nie spadłam ze schodów, nie polałam sobie ręki wrzątkiem, ani nie wybiłam oka szczoteczką z tuszem do rzęs. To już sukces. Czyli wychodzę, wychodzę, wyszłam, idę, zapomniałam biletu, no ku.wa. Wracam. Serce znowu zaczyna mi bić szybciej, bo spóźniam się na autobus, na eskaemkę, ludzie na mnie czekają, koncerty się zaczynają, życie mi się wali na głowę, wszędzie się spóźniam znowu nie przespałam nocy nienawidzę życia zaraz się rozpłaczę jeszcze dzwoni mama i ja jej opowiadam iwszystkotracisenstakbardzomiźlechcędodomunacomitowszystkobyłotestudiatengdańsktekoncertychcędodomugdziemójkotznowunieodłączyłamładowarkiodkomputerazgniazdkatakbardzomiźlegdzietensopotcholernytakdalekopocomitobyło...

Okej, idę na KAMP! Wszystko będzie w porządku. Przecież zawsze jest. 
Jak już się obudzę to powiem Wam jak było naprawdę.

3 komentarze:

  1. Tak wyszło, że najpierw przeczytałam Twój nowszy post, a teraz ten i niestety muszę napisać z wyrzutem, że wróżka z Ciebie nie aż taka idealna, skoro nie spóźniłaś się na eskaemkę :) Swoją drogą to tak fajnie wygląda - eskaemka, tak samo jak esemes. xd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. może powinnam dodać do najnowszego wpisu, że najpierw trzeba przeczytać ten poprzedni :D
      no właśnie tak to wychodzi z tym wróżeniem, jak się tnie po kosztach, niestety

      Usuń

Dziękuję za wszystkie komentarze, każdy kolejny cieszy mnie niezmiernie! Z tej niepohamowanej radości staram się na wszystkie odpowiadać :)