20131227

bliżej?

Pamiętam taki zimowy wieczór w Zakopanem. Pokój - jedynka. Większa szafa. Czekałam wtedy na znajomych, którzy już byli w drodze i za kilka godzin miałam się z nimi spotkać. Mieliśmy przeżyć kilka beztroskich dni w zimowej stolicy kraju, poszlajać się odrobinę po knajpkach. Sama spędziłam pełną dobę. Jeszcze wtedy nie wiedziałam jak bardzo lubię odkrywać miasta na własną rękę i jak wiele godzin spędzę tak jak tamten dzień - sama i z radiem. 

To była sobota, 23 stycznia 2010, gdzieś między godziną 16 a 19. Piotr Stelmach zaprasza na Myśliwiecką 3/5/7. Muchy prezentują fragmenty swojego nowego albumu. To wtedy usłyszałam po raz pierwszy Notorycznych debiutantów
Warszawo, idź do diabła. To chyba wtedy postanowiłam, że to tam będę studiować. Szkoda, że terminy egzaminów wstępnych popsuły mi plany i wylądowałam tam, gdzie wylądowałam. Ale widocznie tak miało być. I mimo wszystko nie żałuję.
To będzie dobry rok zaowocowało najgorszym rokiem w moim życiu. Studniówką, maturą, studiami, rozbitymi przyjaźniami i kilkoma poważnymi próbami znajomości. Mimo tego co roku, 1 stycznia, wymawiam to magiczne zdanie. Tak źle już przecież nigdy nie będzie. 
Koniec końców, to Idź do diabła wydaje się być jedyną aktualną frazą.

I przychodzi rok 2013. Pokój w prawdzie większy, ale radio zostało. Piotr Stelmach znów zaprasza, tym razem jednak dzień wcześniej - na piątkową Offensywę. Muchy znowu grają. Są po przejściach. Wydali trzy długogrające krążki, z pierwotnego składu pozostał tylko wokalista, jednak grupa ciągle rośnie. Wraz z nowymi członkami przychodzą nowe pomysły, już trzeci krążek zwiastował sporo zmian. 
I nagle pojawia Bliżej. Na którymś z profili pani dziennikarz - bohaterki wpisu sprzed kilku dni przeczytałam, że niektórzy mogą być zszokowani. I że to zbyt mało przebojowy numer. Nie pamiętam jak to dokładnie brzmiało, a i chwilowo wpisu znaleźć nie mogę.
Rozmowa telefoniczna, Wiraszko gdzieś w Polsce, tak dawno nie rozmawialiśmy na antenie i czy zmienił się ten Wasz Poznań - Miasto Doznań. Kończymy trasę, wchodzimy do studia, album w przyszłym roku, tytuł nie do końca jeszcze wybrany, ale pierwszy singiel już jest, a i teledysk będzie niedługo. I to by było na tyle z ważniejszych informacji. Więc doświadczony pracą w radiu Michał W. zapowiada i piosenka idzie w świat.


A ja nie poczułam absolutnie nic.

I przez to nic zrobiło mi się cholernie przykro. Bo nagle okazało się że te "moje Muchy" są jak starzy znajomi, których owszem, widuję od czasu do czasu, zawsze jest miło, ale nie łączy nas nic innego niż tylko sentyment. Dawne piosenki i mnóstwo wspomnień. Wyczekiwanie na koncerty, bo musiałam iść na studia żeby zobaczyć mój ukochany zespół. Trzy lata czekania. Zupełnie nieświadome i niewinne były to czasy, którym towarzyszył mój ulubiony Terroromans. 
Trochę to jak rzucanie starego misia w kąt, bo jest nowy i lepszy, ale właśnie tak się stało. Jakkolwiek potwornie to zabrzmi, to już nie jest to samo. Nie. To nie ta sama ja raczej. Pewnie kupię tę płytę jeżeli się ukaże, przesłucham, postawię na półce, pewnie nawet będę do niej wracać. Ale tak samo nie będzie.

Czyli jednak dalej. 

7 komentarzy:

  1. Tak to jest... masz taki jeden zespół, który lubisz... mija jakiś czas i wracasz do niego, a on zostawia ci w ustach tak posmak jak odgrzewany w mikrofali kotlet z niedzielnego obiadu... było fajnie, ale cholera, coś jest nie tak, jesz, bo jestes glodna a nie bo ci smakuje,...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. trafnie ujęte. aż z tego wszystkiego zaczęłam się zastanawiać, kiedy moje obecne miłości i fascynacje stracą na świeżości i co powinny zrobić, żeby stało się to jak najpóźniej

      Usuń
  2. tez mnie zawsze bolalo, jak moj ukochany wykonawca rozczarowywal.. albo sprzedawal sie albo kompletnie tracil werwe i energie... coz. wtedy trzeba skupic sie, na tym, co muzycznie juz bylo. niektorych rzeczy nie da sie juz powtorzyc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mnie to bardziej boli, że mnie już nie boli nawet. to takie głembokie w sumie, ale ja sama taka skomplikowana. i ja się wprost przeciwnie - rzucam w pogoń za nowościami, choć te nowości to takie w sumie teoretyczne jedynie, bo przecież wszystko już było

      Usuń
  3. Bardzo ich lubiłam za czasów Terroromansu i Notorycznych, ale przed 3 płytą czar prysł. Byłam na ich koncercie w Poznaniu, pamiętam że był piątek 13 a mnie się udało dostać ostatnią wejściówkę :) koncert był bardzo dobry, byli goście na scenie, pełen profesjonalizm a ja stałam i słuchałam i się zastanawiałam czy to oni się zmienili czy ja? Bo już nie było tej magii, już mnie nie porywali do tańca, do śpiewania razem z nimi. Potem wyszedł trzeci album, może dwa razy go przesłuchałam. Czasami wracam do pierwszych albumów, bo to wciąż są wspomnienia i bardzo dobre melodie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a nawet nie wiedziałam że Szymon odszedł z zespołu!! Jestem w szoku, bo to był zdecydowanie mój ulubiony z Much. Nawet zdarzyło mi się na niego trafić parę razy podczas mieszkania w Poznaniu :)

      Usuń
    2. Szymon odszedł jakiś czas temu, a też był moim ulubionym muszym człowiekiem. strasznie sympatyczny facet, szczęśliwie miałam okazję się o tym przekonać :)

      Usuń

Dziękuję za wszystkie komentarze, każdy kolejny cieszy mnie niezmiernie! Z tej niepohamowanej radości staram się na wszystkie odpowiadać :)