20131220

mandarynki

Czasy pustych sklepowych półek i telewizyjnych relacji z portów, gdzie wpłynęły kontenerowce z cytrusami, minęły bezpowrotnie. Teraz przez cały rok w sklepach można kupić dosłownie wszystko, począwszy od truskawek, na króliczym mięsie kończąc. A i tak nachylając się nad sklepowymi zamrażarkami kręcę nosem jeżeli nie znajdę szpinaku w liściach, bo jest tylko krojony. Te jabłka są brzydkie, te za małe, a tamte za duże i tak z ładnych paru dostępnych gatunków nie jestem w stanie wybrać ani jednego. I ten przytłaczający niektórych dobrobyt to nie tylko domena lata. Nikogo już nie dziwią świeże maliny, które mogłam zakupić w jednym z marketów. W środku grudnia. 

To przejdźmy do mandarynek. Właściwie z nimi jest podobnie. Po prostu są, nikogo nie dziwią i nie robią zbyt dużego wrażenia. Lubią je chyba wszyscy. Takie mniejsze i słodsze pomarańcze, dużo wygodniejsze do obierania i jedzenia. W podstawówce bardzo często dostawałam je w pakiecie drugiego śniadania. Bo nawet mała ja (choć trochę mniej rozkojarzona i chaotyczna) byłam w stanie sobie z nimi poradzić. Mandarynki są zawsze i wszędzie, nie jestem więc w stanie zrozumieć jednej rzeczy. 

Dlaczego dla wielu ludzi to zapach Świąt? Przecież mamy je na co dzień, a jednak cały czas utrzymujemy, że ten wyjątkowy zapach i smak to tylko raz w roku. Ja zupełnie tego nie czuję. Rozumieć też nie rozumiem. Zapachem świąt może być pieczony raz w roku pasztet, pierniki, lukier, który oblepił mi całą bluzę. Choinka. Brokat, który pachnie bardziej jak kurz, ale zawsze się go nawdycham smarując dokładnie kota, żeby był piękny. Duszący zapach suszonych owoców. Odświętne perfumy babci. Kapusta, grzyby i fasola. Ale przecież każdy ma swoje własne Święta, prawda?

Zabawne, jak przyzwyczajenia rodziców i dziadków przyjmujemy do swojego życia. Ale ma to swój urok :)

9 komentarzy:

  1. Zdecydowanie świąteczne zapachy: zapach suszonych śliwek, przyprawy korzennej, grzybów. No i pomarańcze/mandarynki. I mam pewną teorię, dlatego akurat w święta choć są na co dzień. Według mnie, okres listopad/grudzień to czas, kiedy te owoce są najsmaczniejsze. Najbardziej soczyste, o najprzyjemniejszej w dotyku skórce, o najpiękniejszym kolorze i najdoskonalszym smaku. Wtedy są najlepsze na świecie i dlatego święta pachną mandarynkami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oo, nigdy tak o tym nie myślałam. sprawdzę jak będą się mandarynki trzymały w styczniu i lutym

      Usuń
  2. najohydniejsze jadłam w wakacje, nie wiem co mnie podkusiło. znalazłam, obudziła się tęsknota... i pożałowałam.

    OdpowiedzUsuń
  3. haha dzięki Tobie przesiedziałam trochę czasu na youdon'tknowafrica, zeszłam do 4 minut/49 countries :D

    OdpowiedzUsuń
  4. mi mandarynki też niespecjalnie kojarzą się ze świętami.. uwielbiam te owoce, a świąt nie :D

    lecę po mandarynkę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mnie już mandarynki wychodzą uszami, tyle ich zjadłam. nie ma to jak przedawkować :D

      Usuń
  5. Ja jestem zawsze pod wrażeniem starszych ludzi, którzy namiętnie wykupują mandarynki/pomarańcze-chyba chcą sobie odbić dawne czasy, kiedy były z tymi owocami takie problemy...I to chyba dlatego tak te owoce kojarzą się ze świętami? Dla mnie jeszcze tylko zapach pierników do tego i aromaty świąteczne gotowe.
    Jestem w szoku z powodu tego, co mi napisałaś o "Last Christmas". W moim mieście przez ostatnie kilka lat nie było sklepu, w którym nie puszczaliby tego maniakalnie w okresie świątecznym...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. piernik to dla mnie zdecydowanie najbardziej świąteczna rzecz ewer

      Usuń

Dziękuję za wszystkie komentarze, każdy kolejny cieszy mnie niezmiernie! Z tej niepohamowanej radości staram się na wszystkie odpowiadać :)