20140212

zmiana, zmiana

Pierwszy skok w nieznane przerażał, bez wątpienia. Ale jednocześnie niósł ze sobą obietnicę czegoś nowego i ekscytującego. Drugi był z przymusu i przyszedł odrobinę łatwiej niż trzeci. Czwarty był kubłem zimnej wody, a piąty sam jakoś przyszedł. A za szóstym razem byłam już zupełnie sama. Bez doradców, bez ekscytacji i bez jakichkolwiek złudzeń.

Dziś usłyszałam, że mam nie jojczeć i nie histeryzować. W końcu w przeprowadzkach jestem już doświadczona i powinnam gładko przejść przez jej wszystkie etapy. Jednak okazało się, że szukanie mieszkania to wcale nie jest tak prosta sprawa, jak mogło się do tej pory wydawać. Obejrzałam w prawdzie tylko cztery pokoje, jednak przekrój przez stan lokali i ich cenę może przyprawić o ból głowy. Bo z jednej strony trafiłam w miłe miejsca, blisko uczelni i tuż po remoncie. Na drugim końcu skali pojawiły się mieszkania stare, zarwane tapczany i pralki, które wcale nie są standardowymi elementami wyposażenia (tak, w pewnym mieszkaniu pralki po prostu nie było). To, w jak różny sposób ludzie postrzegają studenckie warunki jest tak różne, że nadawałoby się na niezłą pracę dyplomową. 

Przeprawa przez ogłoszenia i rozbijanie kolan skończyło się dziś - w przyszły weekend zamieniam moje obecne 18 m kw na klitkę mniejszą niż moja obecna łazienka. Widok na pół Gdańska zamienię na głośną Grunwaldzką, jednak na uczelnie będę miała trzy kroki. Wszędzie będę miała trzy kroki. Ostatnio dotarło do mnie, że to jednak jest zaleta.

Naprawdę nie wiem, czemu akurat ta przeprowadzka przyprawiła mnie o taką histerię.

No dobra, przecież doskonale wiem. Być może mam nadopiekuńczych rodziców i powinnam była bardziej i szybciej się usamodzielnić, ale do tej pory zawsze uczestniczyli w wybieraniu mieszkania. Oglądali razem ze mną i pomagali w decyzji. Zadawali właścicielom pytania, o których ja zapominałam i potrafili określić, czy do danego pokoju mój dobytek się zmieści, czy nie. Całe to wybieranie lokum wychodziło nam raz lepiej, raz gorzej, jednak zawsze dało się żyć i dłuższą chwilę udawało mi się mieszkać. A nawet jeśli było źle, to winnych było trochę więcej niż tylko ja. Bo teraz będę mogła obwiniać tylko siebie. 

To chyba jest to słynne dorosłe życie i odpowiedzialność za własne czyny. Coraz bardziej dociera do mnie, że za półtora roku moje radosne studiowanie po prostu się zakończy. A już za rok powinnam mieć pracę i początek życia na własną rękę. I, co dziwne, wcale mnie to nie przeraża. Raczej smuci. 



Jest jeden plus dzisiejszego dnia. Właścicielka lokum numer dwa przekonała mnie dziś, że uprawnienia warto zrobić. Choćby nie wiem co. Pewnie nawet nie jest tego świadoma, ale trochę ulepszyła mi życie. Dzięki! (choć mogła zejść z ceny, miałabym większy pokój i jeszcze lepsze życie...)

6 komentarzy:

  1. Krew chce mnie zalać jak słyszę od właściciela mieszkania o studenckich warunkach, tak jakby każdy student był taki sam i jego marzeniem było mieszkać wraz ze świnkami w chlewie. Pralka? a po co? pranie się do domu wozi, student sam nie gotuje, nie sprząta to nie potrzebuje niczego sprawnego wrrr ... i tak najbardziej śmieszą mnie oferty pokoi 14m^2 dla dwóch osób, a przeraża mnie to że niektórzy takie wybierają, choć cenę mają przeciętnie wysoką O.o

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też mnie zastanawia czemu ludzie godzą się na mieszkania bez pralek, w koszmarnych warunkach, w podejrzanych okolicach, na bardzo restrykcyjnych zapisach w umowach. ludzie się godzą, właściciele mieszkań podnoszą ceny i obniżają standard i błędne koło samo się nakręca

      Usuń
  2. Jak pomyślę, że moje studiowanie kończy się już za niecałe pół roku... co ja będę robić z tym całym wolnym czasem?! :pp

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. teraz mam półtora tygodnia wolnego i nie wiem co ze sobą robić, a co dopiero pomyśleć o całym życiu po studiach :D

      Usuń
  3. tu gdzie mieszkam NIKT nie ma pralki, wszyscy latają do pralni! :D jak w amerykańskich reality show. zajebisty klimat.
    ja zawsze się bałam tej przemiany z dziecięcej niewinności w dorosłe życie, a teraz nawet nie wiem, kiedy to się zdarzyło.. a może się nie zdarzyło?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o zgrozo! ale skoro "taki mamy klimat" i jest to przyjęta norma... wychodzi na to, że tutejsze warunki to jest po prostu rozpieszczanie ludzi :D
      ja od przemiany bronię się rękami i nogami, ale wkrótce chyba trzeba będzie ją wziąć na klatę. życie takie bez sensu

      Usuń

Dziękuję za wszystkie komentarze, każdy kolejny cieszy mnie niezmiernie! Z tej niepohamowanej radości staram się na wszystkie odpowiadać :)