20140322

a miałam już nie narzekać

Trochę dostałam szału. 

Wiecie, ja dosyć często korzystam z usług kolei, ale staram się nie narzekać. Wozi mi tyłek? No wozi. Dojeżdża do mojego miasta, no i jest tania. No umówmy się, 27.44 za przejechanie 269 kilometrów to tanio, a wiadomo, że im dalej tym jeszcze taniej, więc z Gdańska do Zakopanego można dojechać pewnie za jakieś cztery dyszki (trzy lata temu jechałam za 36 zł). Bycie studentem to naprawdę opłacalna sprawa. Ale idziemy dalej. Tłoczno? No bywa, ale odkąd bilety sprzedawane są z miejscówkami, nie zdarzyło mi się jechać na stojąco. Prawda, kupujący bilety na ostatnią chwilę muszą liczyć się z możliwością przestania całej podróży, jednak zazwyczaj do przepełnionych pociągów doczepiane są dodatkowe wagony. Coraz częściej w składzie jest Wars. Nie korzystam więc nie wiem jak jest, ale ponoć nie najgorzej. Często ludziom przeszkadzają brudne toalety, ale chciałabym przypomnieć, że to nikt inny a ich użytkownicy pozostawiają po sobie taki śmietnik. W dalszym ciągu nierozwiązanym problemem pozostaje grzanie w pociągu (trzaskający mróz na dworze, a ogrzewany do temperatury tropikalnej jest tylko co drugi przedział, któż tego nie przeżył?), płacenie kartą za bilety kupowane u konduktora, kwestia częstych awarii (a to światła - też zdarzyło Wam się przejechać pół trasy w kompletnych ciemnościach, bo wysiadło oświetlenie?, a to ogrzewanie, a to tory pękną) i kultura, a raczej jej brak, współpasażerów. Ale pracujemy, jest coraz lepiej. 
Oczywiście zapomniałam jeszcze dodać, że jeździ się coraz szybciej. Jeszcze jakiś czas temu trasę Wło -> Gdańsk pokonywaliśmy przez niemalże 5 godzin, ale ostatnio czas podróży skrócił się do 3,5! 
Podsumowując - dla mnie ta szklanka jest w połowie pełna. Tak ją widzę. Naprawdę bardzo się staram. 

tak wygląda sufit głównego dworca w Brzydgoszczy. fajny, no nie?

Ale wychodziło mi do dziś. Za tydzień zamierzam jechać do domu, więc jakoś tak przy okazji bezsensownego klikania w komputer postanowiłam sprawdzić jakie pociągi mam do wyboru. I wiecie co? W ciągu doby mogę jechać czterema pociągami. Wow, uszanowanko. Problem leży jedynie w tym, że dwa jadą w nocy (za taką rozrywkę podziękuję), reszta po godzinie 8 i 15. Czyli nie pasuje nic. 
I wiecie, ja świetnie rozumiem. Naprawdę. Remonty torów, wagonów, ciuchć i dworców. Malejąca kadra, maszyniści wpadający w depresję po rozjechaniu samobójcy, te klimaty. Oczywiście, empatia na sto pro. 
Tylko, że moje piękne miasto leży na takim dość uczęszczanym, powiedziałabym, szlaku. Wbrew pozorom nie jest to wioska na końcu świata, do której zapuszczają się tylko ciężarówki po sztuczne nawozy (pooooooozdrawiamy Płock!). Przez Wło dojedziecie co najmniej do Łodzi/Katowic/Krakowa oraz do Warszawy/Lublina/Rzeszowa. To po pierwsze. Po drugie - naprawdę dużo ludzi "ucieka" od nas w kierunku dużych miast. Toruń - dojazd trwa mniej niż godzinę. Bydgoszcz, Łódź i Warszawa - mniej więcej 2 godziny. Gdańsk i Poznań - 3 do 4 godzin. Co tydzień nasz mały dworzec przeżywa spore oblężenie, w piątki pociągi pustoszeją we Wło, w niedziele się zapełniają. Przeżywam i obserwuję to fascynujące zjawisko już od ponad trzech lat i jakoś ostatnio wcale nie zmalało. 

I ja naprawdę nie rozumiem CZEMU TYCH POCIĄGÓW JEST TAK MAŁO. 

No chyba, że to pociągi do i z Gdańska są takie "unikatowe". Właściwie nie mam już siły tego sprawdzać, ale mam dziwne wrażenie, że to bardzo prawdopodobne. No po prostu gdzie ja studiuję. 

5 komentarzy:

  1. Na szczęście między Krakowem a Śląskiem jest sporo połączeń - z tym, że pociągi wloką się w żółwim tempie...55 kilometrów pokonują w godzinę czterdzieści (!)
    Dobrze, że można wtedy poczytać...

    OdpowiedzUsuń
  2. Bejbe, ja bepośrednie pociągi z Torunia do Wrocławia mam dwa. Jeden nieludzko jakoś po szóstej rano, drugi przed 19:00, więc na miejscu jest o północy. Dla równowagi z Wrocławia do Torunia jest jeden... o 13:00.

    OdpowiedzUsuń
  3. wars jest klasa, kanapeczki mają takie zawijane, różne dobra, bardzo polecam wyprawę.
    Co do kondycji kolei, polecam lekturę pisma (jest też w necie) "Z biegiem szyn". Kocham!
    A połączeń, tak, jest za mało i tyle.

    OdpowiedzUsuń
  4. fajny ten sufit :d
    jeździj stopem! dużo emocji i niskie ceny :D nienawidzę uciekających pociągów

    OdpowiedzUsuń
  5. mnie jeżdżenie pociągami zawsze kojarzyło się bardzo dobrze, nawet wygodnie, polubiłam ten specyficzny szum. ale już słyszałam wcześniej, że pociągów między niektórymi miastami jest mało, a robi się coraz mniej : / mój tata jeszcze 20 lat temu do Szczecina musiał jeździć z Torunia przez Poznań 0_0 teraz już chyba tak nie jest (przynajmniej taką mam nadzieję :))
    ale nie wiedziałam o tym, że im dalej, tym taniej, tu mnie zaskoczyłaś.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze, każdy kolejny cieszy mnie niezmiernie! Z tej niepohamowanej radości staram się na wszystkie odpowiadać :)