20140403

LUK$U$

(Ten post miał pojawić się 23 marca i nie wiem z jakich powodów cały czas tkwił w archiwum. Poudawajmy zatem, że przez chwilę znów jest trzeci dzień wiosny, a ja wcale nie jestem w trakcie przygotowań do kolejnej wycieczki do stolicy.)

Z okazji niedzieli i tego, że wczoraj miałam napad kujoństwa (ale spoko, już mi przeszło), dziś postanowiłam wypuścić się na jakiś dalszy spacer. Padło więc na eskaemkową podróż do Orłowa. A skoro pociąg to i dworzec, na którym zazwyczaj są kioski. I tak oto wydałam 11,90 w najbardziej idiotyczny sposób w jaki mogłam zrobić. Kupiłam kwietniowy numer Harper's Bazaar. Co gorsza - kupiłam już czwarty numer tego magazynu. 

Harper's Bazaar to najdłużej nieprzerwanie wychodzące pismo o modzie. Jego historia sięga 1867 roku, kiedy to bracia Harpers zaczęli wydawać pierwszy magazyn modowy w Stanach Zjednoczonych. Podejmując decyzję o stworzeniu pisma, pewnie nie mieli przeczucia jak bardzo zmienią świat. Wydając jeden, wydawałoby się, głupi magazyn. Zagłębianie się w jego historię, to trochę jak wędrówka aleją gwiazd. Spotykamy nie tylko pisarzy i fotografów, ale też wielkich ilustratorów, malarzy, filmowców czy muzyków. Nazwiska, które przemawiają do mojej wyobraźni najbardziej? Mark Twain, Salvador Dali i Andy Warhol. Mnie opada szczęka, bo, może przypomnę, cały czas mówimy o magazynie skierowanym do amerykańskich kobiet z klasy średniej i wyższej. Więc to wszystko robi wrażenie. Nic więc dziwnego, że każdy kraj chce mieć swojego "Harpersa" - do tej pory na świecie pojawiło się 27 edycji. 

okładka pierwszego numeru HB Polska

HB w Polsce ukazał się pierwszy raz 14 lutego 2013 (był jeszcze numer "zerowy" jednak nie dało się go kupić, więc nie liczymy). Numer marcowy, jeden z dwóch najważniejszych w roku. Na okładce Małgosia Bela, jedna z największych marek wśród naszych modelek. Wszystko wygląda pięknie, pachnie wielkim światem. Na kilka dni przed premierą mało kto w modowym internetowym światku mówi o czymkolwiek innym. Oczekiwania są ogromne, także moje. Więc kiedy w kalendarzu w końcu pojawia się magiczna data premiery, z racji braku jakichkolwiek innych rozrywek w Walentynki, biegnę do empiku (odbierałam wtedy też torebkę, kupę kasy za nią dałam, a zakup był niewiele lepszy niż nieszczęsny Harpers) i kupuję. 

Niewiele pamiętam z pierwszego spotkania. Widzę tylko siebie na przystanku autobusowym, słońce i to, jak podekscytowana wyciągam magazyn z torebki, bo przecież nie będę czekać z czytaniem, aż w końcu dotrę do mieszkania. Szybko kartkuję i przy ostatniej stronie moje wielkie podekscytowanie zamienia się w wielką konsternację. Nie wiem czemu, więc przekartkuję jeszcze raz.
Okej, jest sporo reklam, norma, ale część sama w sobie jest tak piękna (Valentino♥), że w sumie nie mam im tego za złe. Mało tekstu, dużo obrazków, wielki Bowie, artykuł o liftingu i zjawiskowa sesja z Małgosią Belą w środku. Później następuje nagle dużo tekstu, dwie sesje zdjęciowe, wielki Jakub Gierszał i szybkie podsumowanie trendów na nadchodzący sezon. Sesje zdjęciowe, kilka wywiadów, tekst urodowy, reklamy i masa zdjęć z pokazów. Nic nadzwyczajnego, podobny "program" znajdzie się i w Glamurach, Hot Modach i Szopingach czy innych Dżojach.

Ale zaraz zaraz. Chyba troszeczkę więcej oczekuje się od magazynu określanego jako najbardziej luksusowy przez Panią Redaktor Naczelną. List od niej w ogóle obfituje w pewne smaczki takie jak twierdzenie, że mają bliskie związki ze sztuką i kulturą - bo moda jest ich częścią. Podoba mi się też podkreślanie wyjątkowości tego numer, dla którego sesje zdjęciowe przygotowuje sama Carine Roitfeld. Choć najlepiej brzmi przedostatnie zdanie wstępniaka, w którym Naczelna wyraża nadzieję, że polski Harper's Bazaar kojarzył będzie się z klasą i kobiecością. Aha. No to jak jest?

Edyta Bartosiewicz, która wygląda jak nie ona. Jedna z niewielu nieprzedrukowanych okładek, a tak zła.

Zacznijmy od mody. No jest. Mamy listy rzeczy najbardziej pożądanych i tych, które na jakiś czas należy schować do szafy, są obowiązujące trendy i przegląd akcesoriów. Jest podglądanie mody z ulicy i wybiegów, a później tworzenie gotowych zestawów dla pani w każdym wieku (20-79, czyli faktycznie niemalże dla każdego). Jest pięć dużych sesji zdjęciowych, z czego dwie do wywiadów. Na koniec - raport z wybiegów na dobrych kilkunastu stronach, z którego niewiele wynika. 
Uroda. Podejrzyjmy jakich kosmetyków używają panie z telewizji i porozmawiajmy o liftingu. Detale z wybiegu też się zdarzyły. Nie za dużo tego.
Newsy aka kultura, moda i design. Artykuł z Davidem Bowiem w roli głównej, pani pisarka, wielka miłość państwa Iwaszkiewiczów. Krótkie wywiady z pomniejszymi znanymi z telewizji. Zdawkowe recenzje płyt i filmów, koncertowe polecajki i zapowiedzi wystaw tak małe, że trudno je dostrzec. I jeden fotel. Wychodzę z założenia, że jeżeli pisać - to porządnie. Taki format "byle było" najlepiej jednak sobie odpuścić, bo to tylko i wyłącznie śmieszne.
Do tego masa reklam. Wspomniane Valentino mnie kupuje, jednak po przyjrzeniu się, z resztą mam problem. Ogromny.

Mam wrażenie, że Harper's Bazaar wcale nie przybliża mi luksusu i nie sprawia, że moje życie jest lepsze. Wprost przeciwnie. Po dogłębnym obejrzeniu i przeczytaniu wszystkich stron magazynu, z których połowa krzyczy do mnie wysokimi cenami ubrań ładniejszych i brzydszych, poczułam w sobie deficyt luksusu. Ba, poczułam nawet, że ja do tego luksusu nigdy nie doskoczę, nawet w najśmielszych marzeniach. Czuję się bombardowana propozycjami, które podobno mają inspirować (i mogą, odkąd w sieciówkach często można znaleźć ubrania niemalże identyczne z tymi z wybiegów - pozdrawiamy Zarę i Haemy), a raczej wbijają w depresję. Nie zasłużyłam na to piękne wszystko. Podejrzewam, że kupowanie tego konkretnego miesięcznika powinno być według niektórych równoznaczne z wytatuowaniem sobie "luksusu" na czole. 
A czym luksus jest dla mnie skoro kręcę nosem mając przed sobą aż cztery numery prestiżowego pisma? Nie jest okładką, która musi kusić milionem zapowiedzi tego co jest w środku. Nie jest przeładowanymi stronami, gdzie szalony grafik łamał tekst na wszystkie możliwe sposoby i użył zbyt wielu fontów. Nie jest kolażem ze zdjęć, który zrobiłaby średnio uzdolniona pięciolatka. Luksus nie jest dla mnie wymianą szafy co pół roku, bo tak każe mi magazyn wydrukowany na śliskim papierze. 
Za luksus uważam za to chwilę wolnego czasu, kiedy mogę rzucić wszystko i zatopić się w lekturze gazety traktującej o temacie tak prozaicznym jak moda. Nie warto tracić go na pozycje przeciętne, szkoda, że nie wszyscy o tym wiedzą.

Aktualny numer, który przelał czarę goryczy. 

To gdzie ta klasa i kobiecość? Klasa - nie wiem co łączy ją z tym magazynem, ale raczej niewiele. Podobno z tą prawdziwą trzeba się urodzić i pielęgnować ją w sobie wiele lat, żeby naprawdę coś znaczyła. Ja cały czas jej w sobie szukam. A kobiecość? No cóż, po raz kolejny została sprowadzona do powierzchownego zainteresowania nowymi ciuchami i imponowania nimi koleżankom z korpopracy.

Zaległości są stąd, a ja sobie znowu ponarzekałam. Miłej niedzieli!

Pulitzer i pokojowy Nobel za podpisy pod zdjęciami, a wszystkie one są z fejsika HB Polska. 

22 komentarze:

  1. pełna zgoda. też oczekiwałam wielkich przygód po hb, a dostałam gazetę, która niczym się nie różni do średniej i wyższej półki gazet kobiecych (one wszystkie tak się do siebie upodabniają, że niedługo złączą się w jedną kulę czystego zła)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja jeszcze liczę na jakąś spektakularną klęskę po drodze i te pełne dramatyzmu nagłówki na Pudlu. to byłoby naprawdę coś

      Usuń
  2. dobrze, że już Ci napad kujoństwa przeszedł :D może do mnie przyjdzie, bo w sumie by mi się przydał..
    moja mama przegląda Haprers Bazaar, ale ja się jakoś nie jaram. tak bardzo nie moje klimaty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przegląda to dobre słowo :D w sumie nasze mamy są chyba ostatnim pokoleniem, które nie do końca ogarnia internety, więc do nich magazyn może jeszcze jakoś trafić, bo my jesteśmy w stanie znaleźć dużo ciekawsze rzeczy w przestrzeni wirtualnej

      Usuń
  3. Kupiłam tylko pierwszy numer, jednak wolę gazety w których jest coś do przeczytania ;) Lubię modę, ale nie lubię ofiar mody a moim zdaniem większość (wszystkie polskie) magazyny o tej tematyce promują jeden wzór i krzyczą o stylu - gdy same są go pozbawione. Zdjęcia ładne, ale równie ładne będą gdy je zobaczę np na fashiongonerogue itp.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też dorosłam do tego, że kupując magazyn fajnie jest jeszcze znaleźć w nim coś do poczytania. szczególnie wtedy kiedy chodzi o temat tak powszechny jak ubrania. zdjęcia są wszędzie, często nawet ładniejsze, bo wiele blogów to pod tym kątem pełna profeska, gorzej jest z tekstami, których ze świecą szukać

      Usuń
  4. Magazyn, który od wieków planuję kupić i cały czas tego nie zrobiłam, bo szkoda mi kasy. To wszystko mogę zobaczyć w Internecie i to wcale nie na luksusowych stronach. Niby to tak bardzo moja tematyka, moda, ubrania, styl itd., ale zniechęcasz mnie skutecznie tym, że podobne treści można znaleźć chociażby w takim Glamour. A Glamour z klasą nie ma nic wspólnego, dla mnie to nawet gazeta dość płytka.
    A jeśli chodzi o drogie ubrania pokazywane w gazetach, to w sumie już się przyzwyczaiłam, przeglądając na wakacjach jakieś show, grazię itd. To trzeba po prostu olać i jak komuś bardzo zależy, po prostu się zainspirować, tzn. oo, taki krój spodni rzeczywiście dobrze wygląda z taką górą. nie trzeba od razu wydawać tych kroci na identyczne ciuchy, takiej samej marki
    Ale nienawidzę w gazetach tego, jak ktoś mi mówi, że mam wymienić połowę szafy, bo tak należy.
    Lubię Cię czytać, serio :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jakbyś kiedyś przejeżdżała przez Gdańsk, to służę swoimi numerami (choć jest ich mało :P), może jak te niemalże 5dych rozłoży się na dwie czytelniczki to przestanie mi pękać serce w tęsknocie za nimi :D
      przy tych drogich ciuchach zawsze się zastanawiam jaki procent czytelniczek naprawdę może pozwolić sobie na ich zakup, bo na pewno jest jakaś część, która umie myśleć sama za siebie i jest na tyle zainteresowana modą, ze sama wyłapie najgorętsze trendy. ale może jestem naiwna :P

      Usuń
  5. Kupiłam tylko jeden numer (piękna okładka z Anne Hathaway!) i w zasadzie całkiem mi się podobał, ale jednak nie był wart swojej ceny. Wszystko tam jest tak ładnie podane, zupełnie inaczej niż w innych kobiecych magazynach (w sumie tylko Elle jeszcze mi się podoba) i na pierwszy rzut oka widać różnicę. Po przejrzeniu numeru doszłam jednak do wniosku, że dokładnie to samo znajdę w internecie, a nie stracę tych 12 zł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mnie to się nawet to ładne podanie nie do końca podoba, a skoro poruszyłaś temat okładki z Anne to przypomniało mi się, że do wywodu miałam dorzucić jeszcze zarzut w postaci przedrukowywanych okładek, na dodatek w taki sposób, że wyglądają gorzej niż oryginały ;((

      Usuń
  6. Serio napisałaś najdłuższego posta świata o gazecie? Nawet ja tak nie potrafię. Z babskich gazet tylko to, w czym jest co poczytać. Wysokie Obcasy Extra, Twój Styl, o.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to nie gazeta, to MAGAZYN :p ja babskich gazet nie czytam, bo mnie jakoś nie wzruszają nigdy babskie tematy, no chyba że jest coś wczutego o ciuchach i architekturze, bo to też się kiedyś zdarzyło (chyba w WO tych sobotnich). a tak generalnie rynek prasowy upada, nie ma co czytać

      Usuń
    2. Czym się różni magazyn od gazety? :D

      Usuń
    3. gazeta wychodzi codziennie, a magazyn nie. choć podejrzewam, że tutaj powinno być czasopismo, nie wiem ;__; #mamprzyjaciółkępodziennikarstwie

      Usuń
    4. http://pl.wikipedia.org/wiki/Magazyn_(czasopismo) chyba obie jesteśmy w dupie z rozróżnianiem prasowych pojęć :D

      Usuń
    5. też to przeczytałam i wtedy zwątpiłam w życie z tym czasopismem. czas zasięgnąć porady eksperta, choć boję się wykazać niewiedzą :P

      Usuń
    6. okej, już wszystko wiem, dopytałam :D wersja z wiki ma być z czasów radzieckich raczej (lol) no mniejsza. magazyn jest rodzajem czasopisma tyle tylko, że wychodzi na lepszym papierze, jest sklejany a nie zszywany i przede wszystkim dotyczy jakiejś konkretnej branży/dziedziny (że kobiecy, motoryzacyjny, jakiśtam). blogowanie uczy, czuję się tak mądra, że mam wrażenie, że nie muszę nic na jutro projektować♥

      Usuń
    7. moje życie jest lepsze <3 szkoda, że i tak muszę wstać o 6:00 :D

      Usuń
  7. Jestem trochę zdziwiona Twoją opinią. Polska edycja Harper's Bazaar bardzo mi się spodobała od pierwszego zakupionego numeru, a więc styczeń-luty 2014. Interesuje mnie moda, a dodatkowo magazyn serwuje mi listę nazwisk (artykuły, wywiady) artystów, o których jeszcze nigdy nie słyszałam. Chociaż teksty o chirurgicznym poprawianiu urody średnio mi odpowiadają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiadomo, tyle opinii ilu czytelników :) mnie akurat zamieszczone artykuły nie wnoszą nic nowego do życia, nie odkrywają nieznanego, niby to kobiecy magazyn, który powinien zakrawać o sztukę (myślę, że stąd ci pisarze i aktorzy), ale fajniej byłoby zagłębić się w modę, bo nie jest tak powierzchowna jak mogłoby się wydawać ^^

      Usuń
  8. Nie gustuję w magazynach modowych. Modą się nie interesuję. Czasami, tak dla odmóżdżenia, kupuję Avanti czy jakieś kobiece coś, i sobie przeglądam. Jednak wolę gazety komputerowe, naukowe i motoryzacyjne ;) No i kocie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja w sumie też kupuję dla odmóżdżenia, ale od teraz zdecydowanie przerzucam się na rzeczy tańsze :D

      Usuń

Dziękuję za wszystkie komentarze, każdy kolejny cieszy mnie niezmiernie! Z tej niepohamowanej radości staram się na wszystkie odpowiadać :)