20140424

no fajnie

Trwało to raptem dwa dni, a ja już wpadłam w wir pracoholizmu. Wstaję około ósmej, biegnę na uczelnię, wracam do mieszkania na obiad, a później wracam na wykłady. I tak udało mi się w środę spędzić na niej urocze 8 godzin, a dzisiaj było to zawrotne 12. Jutro znów ograniczę się do ośmiu, a o sobocie cały czas myślę. 

Ja po prostu potrzebuję kopa do pracy i zwizualizowania sobie konkretnego celu. Wtedy wiem, że codziennie mam zabrać laptopa i wykorzystywać każdą możliwą chwilę na wytężoną pracę. Wiem, że muszę iść spać o 23.30, bo wtedy istnieją jakiekolwiek szanse na to, że zwlokę się o tej siódmej czy ósmej (a uwierzcie mi, dla kogoś, kto już drugi semestr pod rząd ma zajęcia tylko na popołudnie TO JEST PROBLEM)

I wiecie co jest śmieszne. Ja odczuwam jakieś dziwne szczęście. Jest trudne do uchwycenia, bo siedząc na uczelni, wśród tłumu ludzi, który non stop się przekrzykuje trudno się skupić, trudno też nie denerwować się, czekając w niekończącej się kolejce do wykładowcy, który i tak Cię oleję. To ten rodzaj szczęścia, który czujesz kładąc się wieczorem do łóżka z poczuciem zrobienia czego, co przybliża Cię do celu. Czegoś co naprawdę ma jakiś sens, głębszy niż tylko zdobycie kolorowego papierka w okładce. Kurcze, fajnie jest.

mam nadzieję, że pracoholizm nie skończy się wraz z przybyciem weekendu. a to jest Flora w wersji, którą kocham najbardziej, czas biegania boso po łące, z rozwianym włosem, zbliża się nieubłaganie!♥

5 komentarzy:

  1. w pierwszym akapicie się trochę zamotałaś :D
    ale za to ogólnie kumam o co Ci chodzi i to jest mega uczucie, strasznie żałuję, że teraz go nie mam od dłuższego czasu. a na przekrzykujących się ludzi dobrze działają dobre słuchawki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. fakt, zamotałam :D poprawione!
      ja już zdążyłam zapomnieć jakie to urocze uczucie zrobić coś i mieć cel. a słuchawki mam zbyt biedne. ale trochę odcinają, zawsze coś

      Usuń
  2. Czasem za szybko gonimy i czas przelatuje przez palce. Jakiś prosty plan tygodniowy na rzeczy które dla Ciebie są ważne i będzie wszystko zrobione. Atmosfera na uczelni jest super, ja już skończyłam i żal trochę, bo to już nie wróci, dlatego cieszę się że nie marudzisz tylko cieszysz się tym :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. właśnie problem z tym, że ważne jest wszystko, a specyfika moich studiów krzyczy, że 12h na uczelni to norma. ale zdrowy rozsądek zachowam, bo leżeć na plaży w najbliższym czasie też zamierzam :D
      a studia zdecydowanie docenia się za mało kiedy się na nich jest, co chwilę zapominam, że jeszcze mogę cieszyć się względnym spokojem i w pewnym sensie dość naiwną niezależnością. dzięki za przypomnienie♥

      Usuń
  3. Może to zabrzmi dziwnie, ale Ci zazdroszczę. Zazdroszczę Ci tego, że jesteś zajęta (choć dla Ciebie to uciążliwe), bo przynajmniej masz jakiś cel i powód, żeby wstać rano z łóżka...Praga-piękne miasto, mój ojciec był i bardzo mu się podobało. Niewątpliwie jest to miasto ze świetnym klimatem, na pewno będzie Ci się podobało. Trzymam kciuki, żebyś pojechała!
    Mój plan co do pracy na najbliższy czas to targi w poniedziałek, a potem rozsyłanie CV wszędzie-tak jak proponujesz. Co z tego wyjdzie-zobaczymy. Co do studiów...to może być trudne. Po pierwsze-tryb. Na dzienne już by mnie chyba nie przyjęli, zaoczne to raczej nie dla mnie. Po drugie-miejsce. W moim mieście nie ma już żadnego kierunku, który mogłabym studiować, a Poznań...no cóż, nie wiem, jakby to wyszło. Trudno, musiałabym pokombinować. Zobaczymy. Trzymaj się, i nie zwariuj na tej uczelni...

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze, każdy kolejny cieszy mnie niezmiernie! Z tej niepohamowanej radości staram się na wszystkie odpowiadać :)