20140623

sztuka!

Zapędziłam się gdzieś pomiędzy komentarze na jednym z moich ulubionych blogów i przeczytałam: Nie znałam tego artysty. Dzięki Tobie jestem mądrzejsza! (cytat chyba nie jest dokładny, przecinki, kropki i początki zdań rozłożone były jakoś inaczej). Miniaturka zdjęcia niewiele mi mówiła, szczególnie, że moja ślepota coraz bardziej daje mi się we znaki. Pseudonim (a raczej imię i nazwisko) też raczej nie, uwagę zwrócił jednie pozostawiony adres bloga z moda w adresie. No tak, pomyślałam sobie, kolejna nastoszafiarka, a niech się czuje mądrzejsza. Później mój umysł dopowiedział jeszcze coś w stylu lol lol lol i już sama chciałam skomentować posta, a dokładniej podlinkowaną piosenkę. Niestety, jakaś szatańska moc popchnęła mnie w kierunku nieszczęsnej nastoszafiarki. A, obczaję cóż tam prezentuje. Przecież wcale nie jestem zawalona robotą, nieee. 
I w tym momencie rozegrał się mały dramat. Co ja mówię, to była istna grecka tragedia o klasycznej budowie, z prologiem, epilogiem i pieśniami chóru. I nie, nie czepiam się tutaj blogerki. Nie czepiam się banalnych szmat z zary czy haemu, paskudnych zdjęć, nieświadomości własnej sylwetki, miny kota załatwiającego swoje sprawy na pustyni, wiecie, nic z tych rzeczy, bo ich zwyczajnie nie było. Wszystko na poziomie obiektywnej oceny było poprawne, a reszta jest już tylko kwestią gustu.
Mnie po prostu zabił wiek tej Pani (gdzieś w okolicach moich rodziców), połączony z beztroskim nie znałam tego artysty. I ja to jeszcze jestem w stanie zrozumieć, niech to będą jacyś rodzimi twórcy, nawet z samego szczytu, Althamery, Żmijewscy i inni Gomuliccy, bo przecież ich zna naprawdę mało kto. Niech to będą jacyś alternatywni współcześni twórcy, nawet pokroju Banksy'ego. Spoko, ja to rozumiem, można nie wiedzieć. NO ALE ŻEBY O ANDYM WARHOLU NIE SŁYSZEĆ?!

No to się zdziwiłam trochę, wiecie. 

Był to post z cyklu "a, taka szybko rozkmina życiowa". Tymczasem powracam do Banks i projektu akademii teatralnej, który za chwilę sprawi, że po prostu oszaleję. No ale co tam, raz się żyje. 

kiedyś muszę zrobić post o... budowie (?) piosenek, które mi się podobają. ale najpierw muszę się dowiedzieć, jak określić to o czym chcę pisać. tak czy inaczej o tej piosence mogłabym napisać sporo ♥

A w ogóle to nie wiem czy wrócę w lipcu. Ostatnio tak dobrze mi się milczało, że zaczęłam poważnie zastanawiać się nad sierpniem. Ups. Cały czas możecie mnie za to śledzić na twitterze (przynajmniej na razie), gdzie poczułam się już wyraźnie całkiem dobrze, skoro uskuteczniam aż taki spam.

Trzymajcie się!


Ci, którzy tu czasem wpadają wiedzą, że jak już coś po dłuższej przerwie napiszę, to potem trudno mi przestać. Zobaczymy.

20140603

dzień dobry!


Oficjalnie ogłaszam powrót psychofanatyzmu i szerzenia mojej kampowej miłości. Nowy singiel jest, więc jest i sporo szczęścia w moim marnym życiu. A tak poza tym: napisałabym, ale sama nie wiem. Bo wiecie, będzie o uczuciach, prawie jak na terapii i o tym jak bardzo mnie wkurzyli. Źli ludzie. Pisać, czy nie pisać, oto jest pytanie. A na razie się cieszmy i poudawajmy, że jest ciepły letni wieczór i nic nie musimy, a dookoła rosną palmy. (Wszyscy zainteresowani mogą posłuchać Liścia o kliknięciu w obrazek. Odtwarzacz nie chciał działać)

20140602

ciszej tam!

Praca w fabryce to nie przelewki, równo o 6.00 maszyny zostają uruchomione i wszystko musi działać jak w zegarku. Norma musi być wyrobiona w stu procentach. Po ciężkiej pracy przychodzi czas powrotu do domu. Na (własne) szczęście żona przygotowała obiad, a dzieci zdążyły wrócić ze szkoły, więc można przystąpić do jedzenia. Po obiedzie przychodzi czas na chwilę odpoczynku, przeczytanie dziennika, posłuchanie radia i już, czas w miłej atmosferze biegnie przecież tak szybko, mamy 22.00, czas spać! I tak przez sześć dni tygodnia. Niedziela to czas na odpoczynek, zaczyna się więc trochę później. Około ósmej rodzina razem je śniadanie, a przedpołudnie spędza na łonie natury. Pobliski park zaprojektowany przez grupę zdolnych architektów pozwala wybiegać się dzieciom, a rodzicom odetchnąć świeżym powietrzem. Po obiedzie czas na wizytę w kościele, po niej pora przygotować się na trudy kolejnego tygodnia. 

Okej, trochę przegięłam. Fabryczna rzeczywistość sprzed kilkudziesięciu lat nie ma nic wspólnego ze współczesnością. Mamy dwudniowy weekend, pracę w lepszych warunkach i głębokie przekonanie, że mają prawo do wszystkiego. Taki to XXI wiek. 

Skupmy się więc na chwilę na konkretnym wydarzeniu. Streetwaves 2014.
Więc z jednej strony są mieszkańcy pewnej dzielnicy i ich żądanie ciszy nocnej po 22.00. Z drugiej strony są ludzie spragnieni nocnego życia i spędzenia wieczoru ze znajomymi. Pomiędzy nimi staje 11 wozów policji i zamaskowani funkcjonariusze. I kto ma rację? 

Jestem stronnicza, ale wiecie, Gdańsk to strasznie nudne miasto. Ja wiem, że tylko nudni się nudzą, ale jeżeli lubicie spędzać letnie wieczory siedząc z piwem w fajnej knajpie - nie macie tu czego szukać. O 22 zamykana jest większość lokali w samym centrum, a próby dłuższej zabawy kończą się właśnie konfrontacją z policją. Być może mój problem wynika z faktu, że widziałam kilka dużych europejskich miast, gdzie centra tętnią życiem całą dobę. I nie, wcale nie są zasiedlane przez urzędy, banki i sklepy (bo akurat taki zestaw powoduje wymieranie śródmieść), a przez mieszkania, galerie, kluby, kawiarnie i hotele. Żywe centrum powinno być głośne, zawsze takie było. Przyciągało mieszkańców i turystów spragnionych nocnej rozrywki. I musi być gwarno całą dobę. 
Okej. Dolny Wrzeszcz nie jest centrum miasta, to spokojna "sypialnia". No cóż, może i kiedyś tak było, ale odkąd miasto pompuje naprawdę grubą kasę w modernizację nawierzchni ulic, remonty elewacji i uporządkowanie instalacji, a całą sprawę szumnie nazywa rewitalizacją, okolice Wajdeloty zamienią się w centrum, co najmniej dzielnicy. A, niestety, rewitalizacja ma to do siebie, że przywraca życie do miejsc zapomnianych przez Boga i ludzi. Nowe chodniki powstają po to, żeby chodzili po nich ludzie, elewacje przestają straszyć, do opuszczonych lokali przyciąga się lokale gastronomiczne i kulturalne, które przyciągają młodych. A co robią młodzi? Przychodzą, zostawiają pieniądze, później przyciągają znajomych, którzy pieniędzy zostawiają jeszcze więcej. Na koniec pojawiają się turyści, a ci to już w ogóle, taczka monet i w noc. Przy okazji ulice stają się bezpieczniejsze, a nocny spacer (bo w pracy trzeba było nadgodziny trzepać) nie staje się igraszką ze śmiercią. Oczywiście, w teorii wygląda to pięknie, w praktyce robi się z tego zakłócanie ciszy nocnej. 
No i jeszcze sama kwestia zagłuszania. Bo czy zagłuszaniem nazwiemy imprezę masową z bardzo głośną muzyką czyli koncert na przykład (na pewno), urodziny sąsiada ze śpiewami i gośćmi atakującymi nasze kwiatki balkonowe (to zazwyczaj też), gwar rozmów 200 osób i trochę tłuczonych butelek (wychodzi na to, że też), czy grupę sześciu kiboli wyrażających swoje zadowolenie/dezaprobatę po meczu (a tego już w 90% przypadków nie)? 

Ja jestem z tych, którzy uważają reakcję osoby zgłaszającej i policji za histeryczną. Szczególnie, że była to akcja jednorazowa. 

No to na ukojenie nerwów. Bardzo piękne piosenka ukradziona jednej koleżance.


wiedziałam, że jak już powiem, że następny post w lipcu, to napiszę coś w przeciągu 48h. KONSEKWENCJA W DZIAŁANIU ♥