20140602

ciszej tam!

Praca w fabryce to nie przelewki, równo o 6.00 maszyny zostają uruchomione i wszystko musi działać jak w zegarku. Norma musi być wyrobiona w stu procentach. Po ciężkiej pracy przychodzi czas powrotu do domu. Na (własne) szczęście żona przygotowała obiad, a dzieci zdążyły wrócić ze szkoły, więc można przystąpić do jedzenia. Po obiedzie przychodzi czas na chwilę odpoczynku, przeczytanie dziennika, posłuchanie radia i już, czas w miłej atmosferze biegnie przecież tak szybko, mamy 22.00, czas spać! I tak przez sześć dni tygodnia. Niedziela to czas na odpoczynek, zaczyna się więc trochę później. Około ósmej rodzina razem je śniadanie, a przedpołudnie spędza na łonie natury. Pobliski park zaprojektowany przez grupę zdolnych architektów pozwala wybiegać się dzieciom, a rodzicom odetchnąć świeżym powietrzem. Po obiedzie czas na wizytę w kościele, po niej pora przygotować się na trudy kolejnego tygodnia. 

Okej, trochę przegięłam. Fabryczna rzeczywistość sprzed kilkudziesięciu lat nie ma nic wspólnego ze współczesnością. Mamy dwudniowy weekend, pracę w lepszych warunkach i głębokie przekonanie, że mają prawo do wszystkiego. Taki to XXI wiek. 

Skupmy się więc na chwilę na konkretnym wydarzeniu. Streetwaves 2014.
Więc z jednej strony są mieszkańcy pewnej dzielnicy i ich żądanie ciszy nocnej po 22.00. Z drugiej strony są ludzie spragnieni nocnego życia i spędzenia wieczoru ze znajomymi. Pomiędzy nimi staje 11 wozów policji i zamaskowani funkcjonariusze. I kto ma rację? 

Jestem stronnicza, ale wiecie, Gdańsk to strasznie nudne miasto. Ja wiem, że tylko nudni się nudzą, ale jeżeli lubicie spędzać letnie wieczory siedząc z piwem w fajnej knajpie - nie macie tu czego szukać. O 22 zamykana jest większość lokali w samym centrum, a próby dłuższej zabawy kończą się właśnie konfrontacją z policją. Być może mój problem wynika z faktu, że widziałam kilka dużych europejskich miast, gdzie centra tętnią życiem całą dobę. I nie, wcale nie są zasiedlane przez urzędy, banki i sklepy (bo akurat taki zestaw powoduje wymieranie śródmieść), a przez mieszkania, galerie, kluby, kawiarnie i hotele. Żywe centrum powinno być głośne, zawsze takie było. Przyciągało mieszkańców i turystów spragnionych nocnej rozrywki. I musi być gwarno całą dobę. 
Okej. Dolny Wrzeszcz nie jest centrum miasta, to spokojna "sypialnia". No cóż, może i kiedyś tak było, ale odkąd miasto pompuje naprawdę grubą kasę w modernizację nawierzchni ulic, remonty elewacji i uporządkowanie instalacji, a całą sprawę szumnie nazywa rewitalizacją, okolice Wajdeloty zamienią się w centrum, co najmniej dzielnicy. A, niestety, rewitalizacja ma to do siebie, że przywraca życie do miejsc zapomnianych przez Boga i ludzi. Nowe chodniki powstają po to, żeby chodzili po nich ludzie, elewacje przestają straszyć, do opuszczonych lokali przyciąga się lokale gastronomiczne i kulturalne, które przyciągają młodych. A co robią młodzi? Przychodzą, zostawiają pieniądze, później przyciągają znajomych, którzy pieniędzy zostawiają jeszcze więcej. Na koniec pojawiają się turyści, a ci to już w ogóle, taczka monet i w noc. Przy okazji ulice stają się bezpieczniejsze, a nocny spacer (bo w pracy trzeba było nadgodziny trzepać) nie staje się igraszką ze śmiercią. Oczywiście, w teorii wygląda to pięknie, w praktyce robi się z tego zakłócanie ciszy nocnej. 
No i jeszcze sama kwestia zagłuszania. Bo czy zagłuszaniem nazwiemy imprezę masową z bardzo głośną muzyką czyli koncert na przykład (na pewno), urodziny sąsiada ze śpiewami i gośćmi atakującymi nasze kwiatki balkonowe (to zazwyczaj też), gwar rozmów 200 osób i trochę tłuczonych butelek (wychodzi na to, że też), czy grupę sześciu kiboli wyrażających swoje zadowolenie/dezaprobatę po meczu (a tego już w 90% przypadków nie)? 

Ja jestem z tych, którzy uważają reakcję osoby zgłaszającej i policji za histeryczną. Szczególnie, że była to akcja jednorazowa. 

No to na ukojenie nerwów. Bardzo piękne piosenka ukradziona jednej koleżance.


wiedziałam, że jak już powiem, że następny post w lipcu, to napiszę coś w przeciągu 48h. KONSEKWENCJA W DZIAŁANIU ♥

1 komentarz:

  1. prawda jest taka, że starzy ludzie (tak mocno w przenośni, starzy duchem) nie wiedzą czego chcą. bo z jednej strony jest pierdolenie, jak to pani, za naszych czasów, to młodzież kulturalnie szyby wybijała, zamiast przy tych machinach zła (w domyśle komputerach) siedzieć, a z drugiej właśnie to, o czym mówisz. przydałoby się trochę finezji i polotu w tym smutnym jak pizda kraju.

    miałam nadzieję, że jak już powiesz, że następny post w licu, to napiszesz coś w przeciągu 48h. :D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze, każdy kolejny cieszy mnie niezmiernie! Z tej niepohamowanej radości staram się na wszystkie odpowiadać :)