20140723

lubię powroty

Zawsze jest tak, że nie chcę wyjeżdżać. Pomimo tego, że na długo przed chcę bardzo, kupuję bilety, brakujące ubrania, wyciągam z piwnicy zapomniane buty do zdarcia, śpiwór i karimatę. Planuję długo, jednak już na miesiąc przed wyjazdem pękam. Najchętniej zostałabym w domu. Przecież to tu mam swoje miejsce, rodzinę, książki, miękką trawę i codzienne zadania, które sprawiają, że czuję się bezpieczna.

A jednak wyjeżdżam. Rzucam wszystko i jadę w nieznane. Odkrywam zapomniane miasta, śpię pod gołym niebem, zwiedzam legendarne miejsca i przekonuję się jak bardzo nieprawdziwe są stereotypy. Oddycham innym powietrzem, staram się wyłapać jak najwięcej ciepła na zimowe wieczory, wszechobecny pył i brokat przenika przez moją skórę wgłąb ciała. Kąpię się pod prysznicem dla małych ekshibicjonistów, zaskakuję sama siebie rozumiejąc pojedyncze słowa w niemieckim radiu i na kartach menu, poznaję świetnych ludzi. A gdzieś pomiędzy tym wszystkim dociera do mnie, że można żyć inaczej niż robią to wszyscy moi znajomi. 

Bardzo ucieszyło mnie pojawienie się tej piosenki na koncercie.

Mam Wam bardzo dużo do opowiedzenia. I to chyba już niedługo.

7 komentarzy:

  1. To trochę tak jak ja, ale to chyba normalne. Z jednej strony radość i podekscytowanie, z drugiej strach, ale na szczęście, taki zdrowy strach. Pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja nawet nie wiem czy się boję, zazwyczaj jest tak, że chętniej bym została w domu, bo mam prysznic i łóżko... w sumie to lepiej żeby to był strach niż lenistwo. to pozostańmy przy strachu :D

      Usuń
  2. Po tytule pomyślałam, że wracasz do nas wreszcie na pełen etat ;) Więc czekam na opowieści.
    Wiesz, wyjazdy to właściwie zbitki emocji. Podekscytowanie, strach, niechęć, radość, oczekiwanie, zniecierpliwienie, tęsknota... Ale ja też, nieważne jak bardzo kocham zwiedzać, tak samo, a nawet ciut bardziej uwielbiam powroty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. właściwie to chciałabym wrócić do blogowania na pełen etat, ale tak się ostatnio rozleniwiłam i wypadłam z rytmu... nie no, czas się za siebie zabrać!

      Usuń
  3. Ja też tak mam, najpierw euforia, potem strach, nie ja nie chcę nigdzie jechać po co mi to itd, potem jadę z żołądkiem przy gardle i przychodzi rozluźnienie :) może to nasza kobieca cecha, lekkie zmiany nastawienia i nastroju :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. lekkie zmiany nastawienia i nastroju, jak to delikatnie powiedziałaś ♥ w sumie dobrze, że zawsze przychodzi to rozluźnienie i szczęście. no i "o mój boże, a już chciałam nie jechać, co za pomysł!"

      Usuń
  4. ach, ale bym wyjechała.
    szkoda że jestem biedna i uwiązana w pracy.
    ale w sierpniu pojadę! do babci! ale pojadę w pip daleko, o!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze, każdy kolejny cieszy mnie niezmiernie! Z tej niepohamowanej radości staram się na wszystkie odpowiadać :)