20140930

mózg w butelce

Ja naprawdę chcę coś napisać. Naprawdę. Ale zawsze brakuje mi czasu. Na razie nowy Thom. Jestem bezgranicznie urzeczona i jeżeli w końcu dostanę stypendium - zaszaleję i płyta będzie moja. Więc na razie Wy słuchacie, a ja próbuję zacząć projektować. Interior wzywa. 



Wybrałam już nawet zdjęcia i wiem o czym chcę pisać (o niczym). Po prostu... stay tuned.

20140918

Praga po raz pierwszy

No siema. Dziś szybki post, bo przecież jestem tu już od tygodnia! Muszę wrócić do regularnego blogowania, a przy okazji porządkować wszystko to, co się dzieje. Więc na początek kilka randomowych faktów i moich przemyśleń.

Praga w deszczu to nie jest to. Przez kilka pierwszych dni padało właściwie non stop i szczerze mówiąc - to był problem. Miasto najlepiej zwiedza się na pieszo, więc lejące się z nieba hektolitry wody nie ułatwiały sajtsiingu. Mam jednak nadzieję, że mój limit deszczu już wykorzystałam i teraz będzie tylko lepiej.

Takie tam zamki.

Czesi są mili. Być może to zdanie zabrzmiało idiotycznie, ale wydaje mi się, że podstawowym stereotypem o naszych południowych sąsiadach jest właśnie ten mówiący, że za nic nie idzie się z nimi dogadać, są niemili i zamknięci w sobie. Na szczęście moje obserwacje zupełnie nie potwierdzają tej tezy. Pomagają nam wszyscy: nie tylko ludzie na uczelni, ale też ci przypadkowo spotkani na ulicy. Nawet jeśli o pomoc się nie pytało.

Jesteś z Polski? Więc rozumiesz też czeski! NIE. Ten język to jakaś galopująca patologia jest.

Francuzi są wszędzie. Prawdopodobnie połowa wszystkich tych, których do tej pory poznałam, pochodzi z Francji. Są Francuzi z północy, z południa, ze wschodu i z zachody. Z Paryża, z plaż Normandii i Nicei, spod samiuśkich Tater z okolic Mont Blanc, a nawet ze... Szwajcarii i Belgii. Język Biny słychać wszędzie, więc może w końcu uda mi się go przynajmniej odrobinę nauczyć.

Strahov Mansion

Mieszkam w najgorszym akademiku. Bo miałam pecha. Wybudowano go mniej więcej 50 lat temu i odnoszę wrażenie, że od złotych lat komunizmu niewiele się tu zmieniło. Łóżka są zarwane, szafki obdrapane, zamknięte na klucz drzwi można bez problemu otworzyć jednym kopnięciem. Okazuje się jednak, że cały ten paskudny, nie bójmy się tego słowa, syf jest całkiem niezłym pokojem - w porównaniu z innymi które widziałam, mieszkam niemalże w pałacu, bo mam nowe okno, niezłe ustawienie mebli i kilka plakatów na ścianie, która nie jest powgniatana i porysowana. Cie-szmy-sie-zma-łych-rze-czybo. Niestety wszyscy poznani przeze mnie Francuzi i Niemcy mieszkają w innym akademiku. I chyba to najbardziej mnie martwi.

Piwo leje się strumieniami i nawet mi to nie przeszkadza. Co więcej, w restauracji, czy w pubie, jest tańsze niż szklanka coli. I przy okazji dwa razy większe. A tak przy okazji odkryłam, że po wypiciu dwóch biega mi się dużo lepiej niż na trzeźwo. Mój mózg pewnie z opóźnieniem rejestrował fakty.

Cydr lał się tylko przez chwilę. Za to tuż przed zachodem słońca i z niesamowitym widokiem na pół miasta.

IKEA jest moim ulubionym sklepem. I w pewnym sensie uratowała mnie przed popadnięciem w skrajną depresję. W prawdzie każdy rok akademicki zaczynałam od wizyty w wielkiej placówce tej szwedzkiej marki, ale to tym razem potrzebowałam tego najbardziej. Nowe zasłony, miniaturowa palma i kilka świeczek i od razu lepiej żyje się w moim pokoju.

Napisałabym jeszcze o czymś, jednak wyszłabym na jakąś uprzedzoną stwierdzając, że spotkałam fajnego Włocha i byłam w szoku. Umówmy się więc, że nic nie wiecie na ten temat :D
Życzę Wam więc miłej nocy i nie-koszmarów (choć mam wrażenie, że język w jakim został napisany ten post może je spowodować), a ja tymczasem uciekam do pakowania się. Jutro jadę na krótką wycieczkę do Kutnej Hory. I, być może, w końcu zacznę wyciągać aparat i robić nim zdjęcia. (Ale gdybym nie zaczęła, to wiecie, na insta jestem całkiem często).

20140911

do widzenia, do jutra

Przepraszam, że ostatni jest tu tak... milcząco. Po prostu wyjeżdżam. To już dziś. Z radia żegna mnie Radosław eM, za mną stoją walizki, które całym swoim milczeniem wywierają na mnie presję. Idź spać, jutro jedziesz. 

Mam zdecydowanie za dużo bagażu. Mam też potencjalnego (bo tak naprawdę nie wiem czy on tam jest) simlocka. Jest nowa fryzura. Nowa kurtka i buty, jeszcze w pudełku. Zbyt dużo ubrań i kosmetyków. A jeżeli jesteśmy już przy zbyt dużo: zdecydowanie oddałabym trzy czwarte swoich obaw i czarnych myśli. Byłoby mi łatwiej. A przecież już za miesiąc będę się z tego śmiać. 

Jest chaos i nie wiem kiedy będzie internet. Trzymajcie za mnie kciuki.


Zaraz umrem ;__;


To całkiem ciekawe, że akurat dziś wczoraj można było obejrzeć retransmisję Foalsów z Open'era. To było lata świetlne temu. Piękna klamra.

Sorry za chaos

20140904

23!

Dziś kończę 23 lata.

Niezbyt pamiętam jak wyglądało moje życie jeszcze rok temu. Ale spróbujmy. Na pewno byłam w domu i ciężko pracowałam nad zdaniem hapolu i nad dwoma projektami. Przy okazji otrzymałam dość nieoczekiwany prezent w postaci wejściówki na koncert, który bez dwóch zdań stałby się koncertem z trójki najlepszych w moim skromnym krótkim życiu. Niestety później okazało się, że dwie osoby totalnie mnie wystawiły, a ja nie miałam odwagi jechać sama i do dziś żałuję. Ale jak już sama zaznaczyłam, to stało się kilka dni później. Wróćmy więc do okrągłego roku. Moja przyjaciółka była już od kilku tygodni w dalekiej Szwecji. Nie pamiętam jaką piosenką rozpoczęłam ten dzień, jaką zakończyłam. Nie pamiętam nawet czy rodzinne jedzenie tortu wypadło dokładnie czwartego. Właściwie, to nie pamiętam prawie nic. Okej, pamiętam ten filmik. I to raczej wszystko.


Jednak kiedy myślę o całym roku, który dzieli mnie od czwartego do czwartego nie dowierzam. Bo jeszcze rok temu nie spodziewałam się, że zakocham się w Szwecji. Bycie inżynierem wydawało mi się abstrakcyjne, podobnie jak i samo wykonanie tak dokładnego projektu na poważnie. Nie myślałam, że Sylwester będzie ostatnią beztroską imprezą w tym gronie znajomych. Nie domyślałam się, że leniwie spędzę niemalże całą zimę i po raz pierwszy od kilku lat zobaczę góry przykryte śniegiem. Nie mogłam sobie wyobrazić, że moi rodzice zgodzą się na nasza samodzielną wyprawę samochodową do Niemiec. Wizytę na zagranicznym festiwalu cały czas pozostawiałam w sferze marzeń. A tuż obok siedział koncert Justina Timberlake'a. Co najważniejsze - gdyby ktoś rok temu powiedział mi, że rzucę się w wir przygody i postanowię wyjechać na Erazmusa, co najmniej bym się zdziwiła. 


Zdziwiłabym się? Naprawdę? Nie, zdecydowanie nie. Gdyby dokładnie rok temu ktoś powiedział mi, że te wszystkie rzeczy naprawdę się wydarzą, pomyślałabym, że... mam fantastyczne życie. Bez względu na to ile w tym czasie wypiłam kubków melisy żeby uspokoić się chociaż trochę i ile nocy spędziłam płacząc w poduszkę. Bo było zaskakująco dużo takich nocy, jednak nie potrafię przypomnieć sobie żadnej konkretnej. Widocznie to prawda, że koniec końców, pamiętamy tylko te dobre momenty.

Dużo się przez ten rok nauczyłam. O świecie, o ludziach i o sobie. Dziś jestem trochę innym człowiekiem. W trochę innym miejscu. Ciekawe co będzie za rok.


Fotostory na dziś: Esc żegna się z morzem.