20141020

post pisany nocą

Dlaczego znów nie ma postów, vol. 3. 

zdjęcie o numerze 505. i ja nie wiem co mam o tym myśleć.

Głupieję. A wszystko według zasady, że przecież żyje się tylko raz.

20141008

a rok temu...

Zobaczyłam zdjęcie u Sawatki i nagle mnei uderzyło. Dokładnie rok temu siedziałam w autobusie relacji Jonkoping - Goteborg, tylko po to żeby przesiąść się na autobus na lotnisko, a później przesiedzieć na nim dobre trzy godziny. Na najmniejszym i bardzo polskim lotnisku. Opuściłam pochmurną, melancholijną Szwecję i wróciłam do przytłaczającej własnej rzeczywistości. 

ciasny i poniekąd warszawski Sztokholm

Zaczęłam przeglądać zdjęcia i trochę tęsknię. Za tymi magicznymi nocami, za spokojem. A najbardziej za jesiennym czasem, który spędzałam z moją drogą D. Bo niby jeździmy w wiele miejsc razem, mamy na naszym wspólnym koncie naprawdę dużo wspomnień, ale akurat te szwedzkie są moimi ulubionymi. 

No cóż, dobrze, że jestem w Pradze, w przeciwnym razie wpadłabym w naprawdę głęboki dół. A teraz przeżyjmy to jeszcze raz. Szwecja po raz pierwszy i drugi. A tak na marginesie - nie poznałam tutaj jeszcze nikogo ze Szwecji. Ciekawe.

Pyknęło 14 000 wejść. Wow, trochę nie wiem skąd Was tu tyle, ale, kurcze, to miłe!

20141005

dlaczego znowu nic nie zrobiłam

Czuję się zainspirowana. Paranoja pyta jak nazwać nowy cykl na blogu, a ja zastanawiam się jaką mam wymówkę. Bo przecież obiecywałam, że napiszę, nawet zaczęłam to robić i... No właśnie, przecież widzicie. Blog stoi. Świeci pustkami. Ktoś mógłby nawet stwierdzić, że jeszcze chwila, a go porzucę, ale nie, nie zrobię tego. Na razie trochę się wytłumaczę.

Wiecie, wszystko co mówią o Erazmusie - to prawda. Okej, może nie wszędzie, ale jeżeli chodzi o mój konkretny przypadek to tak. Przynajmniej na razie. Nie mam zbyt ciężkich zajęć, imprezuję NAPRAWDĘ często, moich nowych znajomych widuję codziennie, a zaproszenia na kawę/piwo/śniadanie/let's be sick together party zaczęłam zapisywać w excelu, bo trudno się w tym wszystkim połapać. W skrócie - atmosfera carpe diem, yolo i dajemy Ci miesiąc na znalezienie sobie chłopaka (tak mi powiedzieli. źli ludzie. wczoraj). A wszystko to doprawione jest smakiem piwa i białego wina.

Rozmawiamy, śmiejemy się, gotujemy, pijemy, tańczymy, próbujemy się poznać. A czas ucieka nam w zawrotnym tempie.


Właściwie to ten post, a raczej cały cykl bardzo pasujący do tego miejsca, na dzień dzisiejszy powinien nazywać się o, Holender. Ale tę historię może zostawmy sobie na inny raz.