20141005

dlaczego znowu nic nie zrobiłam

Czuję się zainspirowana. Paranoja pyta jak nazwać nowy cykl na blogu, a ja zastanawiam się jaką mam wymówkę. Bo przecież obiecywałam, że napiszę, nawet zaczęłam to robić i... No właśnie, przecież widzicie. Blog stoi. Świeci pustkami. Ktoś mógłby nawet stwierdzić, że jeszcze chwila, a go porzucę, ale nie, nie zrobię tego. Na razie trochę się wytłumaczę.

Wiecie, wszystko co mówią o Erazmusie - to prawda. Okej, może nie wszędzie, ale jeżeli chodzi o mój konkretny przypadek to tak. Przynajmniej na razie. Nie mam zbyt ciężkich zajęć, imprezuję NAPRAWDĘ często, moich nowych znajomych widuję codziennie, a zaproszenia na kawę/piwo/śniadanie/let's be sick together party zaczęłam zapisywać w excelu, bo trudno się w tym wszystkim połapać. W skrócie - atmosfera carpe diem, yolo i dajemy Ci miesiąc na znalezienie sobie chłopaka (tak mi powiedzieli. źli ludzie. wczoraj). A wszystko to doprawione jest smakiem piwa i białego wina.

Rozmawiamy, śmiejemy się, gotujemy, pijemy, tańczymy, próbujemy się poznać. A czas ucieka nam w zawrotnym tempie.


Właściwie to ten post, a raczej cały cykl bardzo pasujący do tego miejsca, na dzień dzisiejszy powinien nazywać się o, Holender. Ale tę historię może zostawmy sobie na inny raz.

5 komentarzy:

  1. ok, to ja się przykładam do nauki by też móc wyjechać na erasmusa ;) czekam na więcej relacji z pijackiej Pragi :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Och, Erasmus! Słyszałam legendy i widzę, że wszystko się potwierdza! Trochę żałuję, że mnie to ominęło. Baw się dobrze i pisz częściej...

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze, każdy kolejny cieszy mnie niezmiernie! Z tej niepohamowanej radości staram się na wszystkie odpowiadać :)