20141102

garść przypadkowych słów, których nie musicie czytać, a po pocztówki proszę mejlować

W Pradze prawie nie pada. Jest za to sporo mgły. A mgła idealnie pasuje do James'a Blake'a. I w ten oto abstrakcyjny sposób znów doszłam do roztrząsania tematu rok temu

Bo rok temu już na pewno spałam. Pierwszego wstałam o szatańskiej porze (okolice 6.00 bądź 7.00) i pojechałam na cmentarz. Porządkować. Później jeszcze przez co najmniej trzy miesiące nosiłam w kieszeni sporą garść orzechów laskowych, które wywołały uśmiechy politowania u bramkarzy jednego z warszawskich klubów... No ale my nie o tym. Rok temu oczyszczaliśmy granitowe pomniki i ustawialiśmy białe znicze według zaginionych schematów rozrysowanych przez babcię. Robiliśmy też zdjęcia, co początkowo wydawało mi się wyjątkowo idiotyczne, nabrało jednak sporo sensu, kiedy w mieszkaniu dziadków, babci zaszkliły się oczy przy ich oglądaniu. Jak zwykle sporą część mojej głowy zaprzątały myśli o nieuchronności śmierci. Pamiętam, że czytałam artykuł o tym ile tak naprawdę kosztuje pogrzeb. Sprawdzałam też za ile i jaką najlepiej jest kupić trumnę (sosnową) czym doprowadziłam przyjaciółkę do lekkiej histerii. To zabawne, pamiętam moją dyskusję na temat trumien z rodzicami. Siedzieliśmy w salonie, był wieczór. Telewizor był jak zwykle włączony, a ja miałam na kolanach laptopa. Zajmowałam miejsce na fotelu, pod ścianą, przede mną stał stół a na nim gazeta, w niej artykuł...

W tym roku podobno padało. Zamiast mnie na cmentarz pojechała mama. Pewnie znów robili zdjęcia, znów byli u dziadków i znów gazety zadawały trudne pytanie jak żyć umierać?. Mogę się jedynie domyślać, z mamą dziś nie udało mi się porozmawiać. Wiem za to, że moi znajomi spotkali się w bardzo okrojonym gronie. Pili wino i wodę evian, jedli makaronki i wznosili toast za szczęśliwe narzeczeństwo. Były rozmowy o sukni od La Mani i, przede wszystkim, o ślubie, bo po studiach to już na to czas. Padło też pytanie co tam u Weroniki, bo przecież rozmowę jakoś podtrzymać trzeba. I szczerze mówiąc wszystko mi jedno jaka padła odpowiedź. Jeszcze bardziej nie jest potrzebna mi wiedza jak ta odpowiedź została odebrana przez pytających. 

Teraz znajduję się już w zupełnie innym wymiarze. Krystyna Janda śpiewa własnie cicho z radia, że jest proszę pana na zakręcie. Współczuję, zakręt to nie jest dobre miejsce do życia. Gdzie więc jest to dobre miejsce? Prawdopodobnie własnie tutaj gdzie ja się znajduję. W zarwanym łóżku w zapuszczonych praskich akademikach. Obok stadionu, który jest tak wielki, że wewnątrz mieści się 9 boisk piłkarskich. Na górze z której widać całe miasto. Tak. To jest właśnie miejsce do którego zawędrowało moje życie. Jestem w miejscu, z którego jest widok. Nie wiem na co, ale wiem, że przede mną jest naprawdę dużo rzeczy. 

Czy jest jakiś morał z tego równania? Nie mam pojęcia, zginął mi gdzieś pomiędzy słowami. Bo ten post na początku miał być o czymś zupełnie innym. 


Nie wiem czy jestem szczęśliwa. Ale na pewno jestem wolna. A to jest naprawdę cudowne uczucie. 


1 komentarz:

  1. aż się zawiesiłam przy tym wpisie. Przez mgłę pamiętam zeszłorocznego 1 listopada, ale pamiętam dużo z mojego stanu sprzed roku. Znów dużo się zmieniło i zmieniło się dużo, może nawet za dużo, w tym czego się nie spodziewałam. Ah życie, no tak.

    A ja jestem ciekawa czy może doszła do Ciebie pocztówka ode mnie? (Choć pewnie nie zdążyła przed Twoim wyjazdem do Pragi)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze, każdy kolejny cieszy mnie niezmiernie! Z tej niepohamowanej radości staram się na wszystkie odpowiadać :)