20141230

'14

Stwórzmy nową świecką tradycję i ponownie podsumujmy miniony rok.

Styczeń - rozpoczął się fantastycznie, nie oszukujmy się. Później było jakby gorzej - usłyszałam wymówienie z mieszkania. Szczęśliwie inne sprawy potoczyły się dość gładko i egzamin dyplomowy udało mi się zdać. Na cztery z plusem.

Luty - szaleństwa. Moderat w Warszawie, a później... Narty! W prawdzie nie ja jeździłam, ale przynajmniej dane mi było zobaczyć góry. Choć przez chwilę. W tym miesiącu prawie przeprowadziłam się też do Krakowa, zobaczyłam Damę z łasiczką i dostałam się na kolejny etap studiów.

Marzec - najbardziej w pamięci wyrył mi się Dzień Kobiet i tańce hulanki swawole. Mewa Towarzyska. Poza tym mnóstwo nieróbstwa i wykłady z filozofii.

Kwiecień - początek miesiąca i ja znowu w Warszawie, ale to szczegół. Z rzeczy ważnych: pewnego dnia odczułam jak bardzo w d.. ekhm, w nosie mają mnie moi znajomi. I to był moment, w którym na ostatnią chwilę złożyłam papiery na Erazmusa. Siedząc do późnej nocy w łóżku próbowałam zdecydować, które miasto będzie najfajniejsze. Wyszło mi, że fińskie Tampere, więc jak nakazuje logika, wylądowało na drugim miejscu na liście moich preferencji. A to co wydarzyło się w czwartek, 17 kwietnia, już jest historią.



Maj - uczelniana atmosfera zaczęła zagęszczać się dopiero w drugiej połowie miesiąca, więc w pierwszej ochoczo zostałam w Gdańsku w trakcie majówki. Mało brakowało, a zemdlałabym pod prysznicem pewnego pięknego dnia rano. Rano - słowo klucz. Wieczorem tańczyłam na barze w pewnym gdańskim klubie. Serio.

Czerwiec - ten miesiąc wygrał ze wszystkimi innymi w kategorii najmniej przespanych nocy. Ciężko było.

Lipiec - w czerwcu ciężko było do tego stopnia, że sesja przesunęła mi się aż do lipca. Przesunęła się tym bardziej, że na Openerze pojawiło się kilka moich ukochanych artystów... Poza tym: wielka rzecz i samochodowa wyprawa przez Niemcy na festiwal muzyczny. I upały. (Gdzie są teraz moje upały?!)

Sierpień - zaczynamy od posta ze stycznia. Cóż wtedy wyartykułowałam swoją potrzebę (o tu), a siedem miesięcy później stałam na murawie PGE Areny i nie dowierzałam. Juuuustiiiiiiiin i pełen psychofanatyzm. Co poza tym? Szybki wypad do Gdańska i jeszcze szybszy powrót. Chwila w domu i powrót do przeszłości, czyli tydzień w Lublinie. Dodatkowo zbyt dużo drinków w Warszawie i wielkomiejski klimat nad Wisłą we Wło. Na koniec upadek ideałów i Muchy w Lipnie. 



Wrzesień - przede wszystkim: 23. Plus, tak na marginesie: ja, trzy walizki i torba z pościelą zostaliśmy przetransportowani do Pragi. 11 września 2014, czyli początek mojego nowego życia

Październik - zaczęłam uczyć się francuskiego. Zaczęłam się uczyć czeskiego. Poznawałam nowych ludzi niemalże non stop, jeździłam, zwiedzałam, gubiłam się i zakochałam się w jesieni. Podsumowując: uczę się żyć, nie mam czasu na bloga.

Listopad - dostałam w głowę pewnym njusem. Płakałam w związku (słowo klucz!) z nim tylko raz. Wielka przyjaźń została wystawiona na próbę, ale chyba mamy już to za sobą. Wtedy to już w ogóle nie miałam siły blogować.

Grudzień - nie zdążyłam właściwie z niczym, przytrzasnęłam palec w najgłupszy możliwy sposób i (FAMFARY) spóźniłam się na PolskiegoBusa. W domu za to zdałam sobie sprawę z kilku ważnych rzeczy i wróciłam do Pragi z mocnym postanowieniem dobrego wykorzystania czasu, który mi tutaj został.



fotostory - zlepek moich ulubionych fotek z insta i tego co nigdy się tam nie pojawiło

Jaki będzie kolejny rok? Chciałabym powiedzieć, że nie mam oczekiwań, ale byłoby to poważne nadużycie. Cały czas staram się podążyć za życzeniami, które Wam złożyłam i odważnie otworzyć swoją głowę na wszystko to, co nadejdzie. Niestety, nie będę ukrywać, cholernie się tego wszystkiego boję. Niemniej, roku dorosłości, cho no tu. Trzeba ci stawić czoła. Tym razem nie oglądając się na kogokolwiek.


To znów będzie dobry rok. Trzymajcie się! (I nie zachlejcie w trupa, jednak chciałabym Was kiedyś znów zobaczyć :*)

3 komentarze:

  1. To będzie dobry rok, bez rocznic i postanowień, bez wspomnień i rozczarowań :) A co do przeprowadzki do Krakowa- fajnie byłoby Cię poznać osobiście :D ale (tylko cicho, bo jakiś Krakus usłyszy) to miasto tak fajne nie jest jak go malują ;)

    Tulę na nowy rok i życzę samego dobrego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też tak uważam, jeśli chodzi o Kraków. chociaż ja tam nie mieszkam, więc pewnie nie mam prawa tak mówić ;)

      Usuń
  2. Uwielbiam Twoje podsumowanie! Chyba bardziej niż swoje.
    A gdybyś miała wybrać jakieś ulubione, takie najulubieńsze zdarzenie z tego roku? Taniec na barze?, haha. Wyjazd? Koncert?
    Myślę, że gdybyś wylądowała w Tampere (mam stamtąd pocztówkę!), to nie zakochałabyś się w jesieni, najwyżej znienawidziła zimę xd

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze, każdy kolejny cieszy mnie niezmiernie! Z tej niepohamowanej radości staram się na wszystkie odpowiadać :)