20150119

blue monday

Blue Monday? Sprawdźmy co tam u Marcina.


Kiedyś dzieliłam się z Wami moimi ulubionymi blogami (o tu) i wtedy stwierdziłam, że tym najukochańszym będzie The Adamant Wanderer. Od tamtego czasu właściwie nic się nie zmieniło i nadal śledzę przygody Uli z wypiekami na twarzy (choć najchętniej miałabym je w ustach/żołądku, bo wszelkie kulinarne posty zawsze wywołują we mnie nagły atak głodu). No, może do uzależniających blogów dołączył Live a Life

Opis właściwie nie jest potrzebny. Wejdźcie, i patrzcie, i inspirujcie się tym jak Chłopaki cieszą się życiem. A ja dodatkowo utwierdzam się w przekonaniu, że PeGje nie wszystkim niszczy świat i nie każdy kończy tę zacną uczelnię z głową wypraną z jakichkolwiek marzeń. 

(A ja idę marzyć o Nikaragui. I projektować.)


edit/PS/whatever: jaka ja, kurwa, głupia jestem

20150116

dlaczego znów nie ma postów, vol. "to już staje się nudne"

Siedzę w moim różowym pokoju i słucham jak za ścianą mój sąsiad dostaje dziesiątku fejsbukowych powiadomień. Charakterystyczne plum rozbrzmiewa co kilkanaście sekund. Kiedy w końcu milknie - zastępuje je bardzo różnorodna mieszanka szeroko pojętej współczesnej muzyki popularnej. A ja siedzę i podsłuchuję. 

Zdrowy rozsądek podpowiada mi, że powinnam teraz być z ludźmi. Łapać chwile i cieszyć się ostatnimi dniami tej wolności. Powinnam pić piwo we Vzorkovnej, tańczyć w Chapeau Rouge i żywić się kebabami o 5 rano. Powinna spędzać czas z ludźmi, których być może nie zobaczę już nigdy. Bo przecież tak zdarzy się z większością tych, których tu poznałam. 


Od Sylwestra zaczęłam się wycofywać. Niemalże zamieszkałam w bibliotece, nie jestem w stanie wypić czegokolwiek innego niż jedno piwo, jestem wiecznie zajęta. Znów dużo czytam, znów dużo myślę. Znów dziwną przyjemność sprawia mi nocne samotne szlajanie się po mieście. To chyba mój mózg powoli przygotowuję się na falę smutku, która uderzy we mnie po powrocie. Taka reakcja obronna.

Nie potrafię robić właściwie nic na siłę. Męczę się wtedy strasznie, nic mi nie wychodzi. Nie umiem przymusić się do kurtuazyjnego small talku, który od zawsze wydawał mi się tylko bezcelową gierką prowadzącą donikąd. Nie lubię spotykać się z ludźmi, jeżeli wiem, że nie mam na to stuprocentowej ochoty. Zazwyczaj wychodzę więc na zimną sukę niezainteresowaną niczym innym niż czubek własnego krzywego nosa.

A wszystko sprowadza się do tego, że o, Holender. I od jutra biorę się za siebie.

20150109

dlaczego znów nie ma postów, vol. 5


Za cztery tygodnie będę już w domu. Więc zaczęłam się zastanawiać, których rzeczy żałuję, bo ich nie zrobiłam. I czy ktoś będzie za mną tęsknił. 

Chyba będzie.