20150206

do widzenia, do jutra, vol. 2 (właściwie to już wróciłam)

Więc przyszedł taki dzień, kiedy zapach ubrań po wizycie w jakimkolwiek pubie przestał mi przeszkadzać. Papierosowy dym zmieszany z perfumami i, od czasu do czasu, czymś na kształt grillowanego posiłku - bomby cholesterolowej. Zaczęłam myśleć po angielsku, nie wyobrażam sobie pewnych konwersacji prowadzonych w innym języku. Być może dlatego, że nigdy nie miałam w okół siebie tylu przystojnych facetów, o których można byłoby rozmawiać. Nie narzekam już na padający śnieg - w końcu już zawsze będzie mi przypominał jak w środku nocy biegłam na autobus, który mi uciekł, więc zyskaliśmy dodatkowe pół godziny zimna tylko dla siebie. Polubiłam noszenie spódnic na tyle, że być może moja mama przestanie załamywać ręce patrząc na to jak lubię się ubierać. Co więcej, ktoś to noszenie spódnic zauważył. I (d)ocenił. Poznałam cudownych, wartościowych ludzi. To właśnie dlatego blog przymierał. Poświęcałam im cały swój czas i energię, a i tak mam wrażenie, że mogłabym lepiej wykorzystać swój pobyt, widywać ich jeszcze częściej i rozszerzyć kręgi swoich znajomości. Przekonałam się, że z moją umiejętnością autolokalizacji w terenie nie jest źle. Powrót do domu tylko raz nie okazał się sukcesem i, co najlepsze, zgubiłam się w trakcie przedostatniej nocy mojego pobytu w Pradze. Widocznie nie powinnam wyjeżdżać. 

właściwie Praga jest najładniejszym miastem jakie kiedykolwiek udało mi się zobaczyć i naprawdę mogę sobie wyobrazić, że mogłabym tam kiedyś zostać na stałe

Właściwie nie zmieniło się zbyt wiele. Nadal w sytuacjach kryzysowych stres odbiera mi mowę. Nadal zdarza mi się płakać, myśląc o niedalekiej przyszłości. Nachodzą mnie myśli, że marnuję sobie życie. Ciągle o wielu sprawach zapominam, spóźniam się, zacinam przy mówieniu. Bywa bardzo nieróżowo. 


Ale było pięknie.

A teraz siedzę w domu, na biurku stoi kilka litrów piwa, butelka wina i nieprzyzwoite ilości czekolady. Mam chwilę na pozbieranie myśli, przejrzenie zdjęć i zapakowanie walizek od nowa. A później już tylko ostatnie pół roku w Gdańsku i powiedzenie do widzenia. 

7 komentarzy:

  1. Ty w Pradze byłaś tak długo, a ja kilka dni i nadal twierdzę, że to najpiękniejsze miasto, jakie widziałam.
    A z tym marnowaniem życia to nie jesteś sama. Choć paradoksalnie myślenie, że marnuje się życie jest marnowaniem czasu, a co za tym idzie - życia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czasem się zastanawiam ile to czasu zmarnowałam na załamywanie się i obijanie o dno rozpaczy... ale, jak to mówią, czasem trzeba spaść na to przysłowiowe dno, żeby można się było od niego porządnie odbić :)

      Usuń
  2. Nigdy w Pradze nie byłam, ale po tym jak piszesz o niej poczułam do tego miejsca melancholię. A może nie do Pragi, a do miasta, które byłoby właśnie czymś tak nowym, egzotycznym i ekscytującym dla mnie.

    Męczę się teraz z sesją i z te męki chyba nie wystarczą na średnią godną Erasmusa.

    Aż mam ochotę iść na piwo ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nawet jak oceny nie wystarczą to i tak składaj papiery, a nóż się uda. a nawet jak się nie uda, to przynajmniej nie będziesz żałować, że nie próbowałaś. a Praga... POLECAM :D

      Usuń
    2. będę próbować :) ale do Pragi nie, za blisko :P Myślę o Stambule i Sofii w Bułgarii :D

      Usuń
  3. ech, to już? a miałam Cię przecież w tej Pradze odwiedzić... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. już! minęło szybciej niż mogłabym się spodziewać... teraz możesz odwiedzać mnie w Gdańsku, myślę, że do końca lipca powinnam tam być. a później... właściwie to mam tak szalone plany, że w ogóle nie chcę o nich myśleć za bardzo a co dopiero mówić :D

      Usuń

Dziękuję za wszystkie komentarze, każdy kolejny cieszy mnie niezmiernie! Z tej niepohamowanej radości staram się na wszystkie odpowiadać :)