20150312

problemów ciąg dalszy niech nie nastąpi

Właściwie nie potrafię powiedzieć czemu to wszystko wygląda jak wygląda. Czemu płaczę w poduszkę i marnuję każdy kolejny dzień tego miesiąca, którego połowa zbliża się nieuchronnie. Przecież nie muszę podejmować żadnej decyzji. Klamka zapadła już dawno temu, mniej więcej w tym legendarnym momencie, kiedy wymyśliłam sobie architekturę. Wiecie, mam taki paskudny zwyczaj, że po powiedzeniu A rzadko zdarza mi się wypowiedzieć B. Ale jeżeli B jednak padnie, a szybko za nim podąży C - muszę dobiec już do końca alfabetu. Więc skoro dostałam się i poszłam na te studia, a potem dobrnęłam do piątego roku to powinnam dociągnąć sprawę do końca. Wiem jaki jest następny krok. Czas znaleźć pracę i za jakieś trzy lata zdobyć uprawnienia. Czas zacząć zarabiać i oszczędzać realne pieniądze na realną podróż do Meksyku. Czy gdzieś.

To nie jest trudne. Wiem. Wiem też, że będąc jeszcze studentem mam odrobinę większe szanse na znalezienie zatrudnienia niż po obronie. Odrobinę lepszy start. Wystarczy więc zrobić portfolio i rozesłać je do kilkunastu biur w Trójmieście. W najgorszym wypadku przynajmniej sumienie będę miała czyste, bo coś zrobiłam. Przy okazji nie zaszkodziłoby wysłać aplikacji do kilku biur w Niemczech, Holandii czy Belgii, w końcu na praktyce zagranicznej bardzo mi zależy.

Wychodzi więc na to, że mój problem jest wyimaginowany. Powstał w mojej głowie i, choć nie istnieje, nie mogę go przeskoczyć. Ale ja chcę go przeskoczyć. Chyba zacznę oglądać motywujące obrazki w internetach.

Ogarnij się, Esc.

20150310

wenus w pełni

Na niebie widać jakąś kropkę. Może to i Wenus, może i nie. A ja mam dziś górkę. Udało mi się wyjść z łóżka, zjeść śniadanie z Tatą, zrobiłam ciasto i wykreśliłam wszystkie dwa punkty z dzisiejszej listy do zrobienia. Stworzyłam też listę na jutro, jest dwa razy dłuższa co daje raptem cztery pozycje, ale zauważmy, że postanowiłam ruszyć do przodu drobnymi krokami.

Ostatnio ciężko mi się pisze, zdziwilibyście się jednak widząc ile szkiców do postów powstało przez kilka ostatnich dni. Niestety za każdym razem po napisaniu kilkunastu zdań, kursor w panice wędruje w kierunku czerwonego iksa. Przepastne archiwum bloggera. Nie mam odwagi tego publikować. Jest mi głupio. Jest mi totalnie wstyd. Boję się. Choć przecież wiem, że to idiotyczne. Nie potrafię się przełamać i być może to właśnie to ciągnie mnie w dół i nie pozwala iść do przodu.


Ale dziś włosy pachną mi czekoladą i widziałam pierwszego w tym roku motyla. Był wściekle żółty. Dziś jest lepiej.  

20150301

co udało mi się w lutym

Na samym początku udało mi się opuścić Pragę bez robienia scen. Poszło wręcz gładko, więc jestem z siebie niesamowicie dumna. Wiecie, oczekiwałam, że rodzice będą musieli mnie odrywać siłą od mojego zarwanego łóżka, że będę krzyczeć, płakać, szaty rozdzierać... Z całego wydarzenie wyszłam z twarzą. Szacuneczek.

Napisałam pracę na seminarki dyplomowe. Tym samym rozpoczęłam pracę nad wielkim przedsięwzięciem zwanym dyplom magisterski. Mam już temat, wow. Odbyłam też pierwsze konsultacje dyplomowe i teoretycznie wiem co robić. Powtórzmy: WOW WOW.

Odświeżyłam bloga. Jak widzicie zrobiło się dość... pomarańczowo. Nie jestem w stanie powiedzieć czy jestem zadowolona z tego wyglądu czy nie, zostaje dopóki nie wpadnę na lepszy pomysł. Przy okazji odświeżania udowodniłam sobie, że o blogu nie zapomniałam, a cisza w eterze jest jak najbardziej chwilowa.

Wydałam milion monet na bilety. Pierwszy dzień wiosny spędzę w Warszawie (PENDOLINO, BEJBI!). A już tydzień później moje skromne obcasy znów zastukają o praski bruk. Reunion nastąpi dużo szybciej niż planowałam, ale być może właśnie tego mi trzeba.

Coś mało tych osiągnięć.

Ale jak było?

Nie chciałam tego pisać, bo całe zamierzenie tych postów było inne, ale co się będziemy oszukiwać. Beznadziejnie było. Tak naprawdę ledwo się trzymam i zamiast układać sobie końcówkę życia w Gdańsku - spędzam kolejne dni w domu, leżąc na kanapie z kotem. Tak że ten. Ale dziś postanowiłam, że luty był na zamulanie, marzec za to będzie na działanie. Trzymajcie kciuki, bo ja to czarno widzę.