20150408

modra penezenka

dowód osobisty
karta miejska z Gdańska i z Pragi
legitymacja studencka z PG (w momencie, kiedy byłam z siebie taka dumna, że zdobyłam je wszystkie) i z CTU (pieprzona pamiątka)
karta debetowa (i teraz nie mogę wykupić subskrypcji na Spotifaja) z zepsutym PayPassem
karta biblioteczna z Gdańska (uprawniająca do miliona kulturalnych zniżek w mieście)
karta na punkty Payback
świstek papieru informujący, że noszę soczewki o konkretnej mocy, więc w razie wypadku proszę je zdjąć
trzydzieści peelenów w banknotach
milion monet (góra trzy złote)
jedna korona czeska
jeden eurocent
dwa ruble
dwa bilety do Bio Oko: Szukając Vivian Maier (polecam, bardzo w stylu Sugarmana, choć trochę gorszy) i na film, który był tak zły, że nie mogę sobie nawet przypomnieć jego nazwy
bilet Praga-Bohumin-Warszawa, aka najdroższy bilet kolejowy jaki kupiłam, aka pamiątka mojej głupoty
plastry
kartka z nazwą i adresem małej knajpy w Lizbonie, w której serwują świetne wino
cała masa paragonów
kilka biletów kolejowych Wło-Gdańsk
obrazek z Matką Boską, który podarowała mi Babcia, która dostała go od swojej Mamy co najmniej 60 lat temu
i pewnie coś równie ważnego o czym zapomniałam

Podsumowując: granatowy portfel ze skóry, obrandowany nazwą pewnej hurtowni handlującej narzędziami. Lekko sfatygowany, ale w dalszym ciągu był gotów posłużyć mi przez kilka lat. Okej, przyznaję się, nie lubiłam go za bardzo.

Pojechałam do Pragi i co? I zajebali mi portfel. Bardzo przepraszam za język, ale nadal jestem wściekła kiedy o tym myślę. W pewnym sensie się obwiniam. Bo gdybym nie pojechała, do niczego by nie doszło. Nie straciłabym kupy niepotrzebnych rzeczy i czasu. Najpierw na policji, później w konsulacie, koniec końców u fotografa, w kolejce po nowy dowód, w banku. Jestem wściekła, ale tak naprawdę nie wiem jak się winić. Bo portfel wylądował w torebce, tak jak zwykle. Małej i sfatygowanej, ale noszonej zawsze z przodu, co zawsze skutkuje przewracaniem oczu mojej młodszej siostry. Ktoś mnie popchnął, ale czemu tu się dziwić kiedy wbijam na pewniaka do metra z wielkim plecakiem. Ktoś lekko szarpnął za torbę. 

tydzień Jamiego. tak po prostu mnie uspokaja

To jest uczucie, którego nie da się opisać. Nagle szósty zmysł podpowiada ci, że coś jest nie tak i kiedy wkładasz rękę do torby, po prostu wiesz. Nie ma, ukradli. Nie oszalałam, doskonale pamiętam, że włożyłam portfel w to konkretne miejsce. Po prostu wiesz ale i nie wiesz, no bo jak ciebie, WŁAŚNIE CIEBIE, mogli odrobić tak łatwo. Przecież nosiłam go tak ZAWSZE, a jednak wyciągnięcie tego kawałka wołowej skóry z masą papieru w środku było prostsze niż odebranie lizaka przedszkolakowi. Nie do końca wiem jak to się stało, ale na następnej stacji już stałam pod drzwiami komisariatu policji i w panice paplałam, że they stole me my wallet, can you help me, please, a oni już zamykali mi drzwi przed nosem. Przed kompletnym zlaniem mojego problemu uratowało mnie krótkie UKRADLI MI PORTFEL!, wiadomo, my bracia słowianie trzymamy się razem, więc od razu zaproszono mnie do środka i spisano zeznania. Podpisałam masę makulatury, usłyszałam, że dostanę od nich list za kilka tygodni i że nie mają internetu, więc nie sprawdzą mi numeru na infolinię do banku. W konsulacie też poszło zaskakująco łatwo, pewnie dlatego, że bez przeszkód mogłam wyświetlić co się stało, a kwiecień nie mieszał nam się z majem (po czesku maj to kveten. tak). Łatwo też poszło z rodziną. Nie mogę powiedzieć, że moi rodzice są surowi, jednak czasem reagują zbyt szybko i potrafią powiedzieć zbyt wiele. Tym razem jednak wykazali wystarczająco dużo opanowania i wsparcia. I tylko poczucie życiowej przegranej ze mną pozostało. Cały czas we mnie siedzi. 

A co jest w tym wszystkim najzabawniejsze? Cały majątek, i to nie mały, leżał w tej samej torebce, jedynie odrobinę głębiej. W małej, okrągłej portmonetce z kwiatkami. Jakieś cztery tysiące koron. Kupa kasy. I ten majątek został ze mną, całe pieniądze jakie miałam. Zaistniało coś w sytuacji i wilk syty i owca cała, tyle tylko w zupełnie innym sensie. I ja miałam (i nadal mam, czekam aż pewnego dnia do moich drzwi zapukają panowie z Providenta z kijami bejzbolowymi w dłoniach) problem i oni nic nie zyskali. 

I taki to weekend w Pradze sobie zafundowałam. Usłyszałam tylko raz, że ja mówiłam, żebyś tam nie jechała. Tak, dziękuję, bardzo pomogło. Bo nie chodzi o to, że żałuję, że pojechałam. No dobra, żałuję. Ale gdyby nie portfel, to byłby to bardzo dobry wyjazd. Uświadamiający mi wiele smutnych rzeczy, ale jednak dobry i potrzebny. Nawet jeśli tylko po to, żebym kupiła pluszowego Kreta. 

Wiem że ludzi, którym kradną portfele jest wielu. Sama przecież, przez te moje pięć miesięcy w Pradze, słyszałam o tylu portfelach i tylu telefonach, które widziałam, a nawet trzymałam w ręku dwie godziny temu, a później je ukradli, że nie starczy mi palców, żeby je policzyć. W klubach, w tramwajach, w metrze, a w najbardziej hardkorowym przypadku: w hostelu gdzieś w UK, gdzie ukradziono aparat foto i wszystkie dokumenty podróżującym Amerykanom - poszli spać z całym majątkiem zawieszonym na szyi i obudzili się już bez niego. Kamery w pokojach oczywiście zarejestrowały złodzieja, ale z jego pleców trudno było odczytać tożsamość. Się zachciało opuścić Czechy na Boże Narodzenie. Ale, jak to mówią, przypadki chodzą po ludziach. Nie wiem tylko czemu ostatnio chodzą częściej po mnie, tak jakby zabranie mi kota nie było wystarczające....

Do usłyszenia w następnym odcinku smutnych przygód Esc. Ahoj.

2 komentarze:

  1. Wiesz co, nowy dowód zawsze można wyrobić, choć jest z tym dużo zachodu. Kasy nigdy byś nie odzyskała. Ale przygodę miałaś niezłą. Kiedy ja byłam w Rzymie, to babce ukradli portfel w metrze.
    Serio, należy mieć taką karteczkę z informacją o soczewkach? :o

    OdpowiedzUsuń
  2. :( smutno.
    ja co 5 sekund mam to uczucie, paranoja, a jakoś się okazuje, że mimo wszystko mnie nie okradli.
    współczuję, wiadomo ile pierdzielenia jest z tymi wszystkimi papierami :< dobrze, że pieniądze zostały!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze, każdy kolejny cieszy mnie niezmiernie! Z tej niepohamowanej radości staram się na wszystkie odpowiadać :)